piątek, 30 grudnia 2011

Desperado

Jest lepiej, mimo że kakao nie było i nie wypiłam :) Za to oglądnęłam "Desperado" i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobał, oczywiście Antonio Banderas, chcociaż film też niczego sobie :D Odkurzyłam stare utwory, wzięłam się do pracy. Wczoraj zarwałam trochę nocy, gdyż wciągnęła mnie książka Goldinga.
Czy ja mam aż tak bardzo poprzestawiane w głowie? Nie da się tego chyba inaczej ująć. Tak, jak mówiłam - minęły 2 dni i już jest lepiej. Chyba mam już jakąś wiedzę o własnej psychice albo sama na nią wpływam. Obie wersje są prawdopodobne. Mniejsza z tym. Sprezentowana mi na Wigilię sukienka została wymieniona na całkiem inną. Mam nadzieję, że będzie podobać się innym tak samo jak mi. Byle nie przytyć za dużo, bo może okazać się za mała.
Jeszcze 2 dni i Sylwester. Wszyscy odliczają. Tik tak. Tik tak. Tik tak. Tik tak. Tik tak. Tik tak. Czy tylko ja odczuwam przepływ czasu w tak nieskoordynowany sposób? Tik tak. Raz wolno. Tik tak. Raz szybko. Tik tak. A ja wciąż czuję się, jakbym stała w miejscu. Nic się nie zmienia, ale wszystko znika.
Z okazji Sylwestra, bo nie wiem, czy będę miała jeszcze szansę, chciałabym życzyć Szczęśliwego Nowego Roku, udanych podboi miłosnych, sukcesów, akceptacji, ciepła, spełnienia marzeń, wytrwałości w dążeniu do celów, dotrzymywania obietnic, prawdy, jak najlepszych doświadczeń oraz zdrowia.
Bądźcie bezpieczni dla siebie i otoczenia, nie żartuję :)
Dobrej zabawy!
SweetPear

wtorek, 27 grudnia 2011

Debata Tischnerowska

Jak udawać wszechobecną radość? Próbuję zakończyć toczącą się w mojej głowie bitwę myśli. Nie mogę, nie potrafię, nie jestem w stanie się skupić. To chyba miłość. Dawno jej tu nie było. W słuchawkach wspaniałe dźwięki "Under the Bridge" RHCP. Ogarnęły mnie spokój, zaduma, melancholia. Mówiłam, że zakochana jestem pełna energii, pozytywnych myśli, chęci do wszystkiego i siły. Myliłam się. Bardzo. Kiedy myśli się i mówi o miłości, to nie bierze się nawet pod uwagę tej nieszczęśliwej. Ja brałam. Nie spodziewałam się, że jednak nie będzie choćby krzty szans na udany związek. Nigdy nie czułam się tak bardzo bezradna. Cholera. Pieprzyć miłość. Teraz "All I want for Christmas is you" w wykonaniu Michaela Buble. Czytam "Dogmat Chrystusa" Ericha Fromma. Specyficzny człowiek, dość dziwny. Dlaczego tacy ludzie doszukują się głębszego sensu we wszystkim, co się dzieje? Dla nich całość jest prawdą, jeśli wszystko do siebie pasuje. Poszczególne części całości są prawdą w jednej całości, fałszem w innej - jak pisał Leszek Kołakowski w "Debacie Tischnerowskiej". Całość jest fałszem, jeśli jakaś jej część do niej nie pasuje lub odwrotnie część jest fałszem, jeśli nie pasuje do całości.
Potrzebuję spotkania z kimkolwiek. Byle oderwać się choć na chwilę od przyziemnych spraw. Mam doła, definitywnie. Na nic zdają się teraz tłumaczenia. Jestem zamknięta na wszystkie nowości.
Cudowny Rod Stewart z jego coverem "I've got you under my skin". Rozluźniająca muzyka. 2 dni temu noc spędzona na płaczu w poduszkę. Skumulowane negatywne emocje wreszcie ze mnie wypłynęły, szkoda, że dosłownie. Zrobię sobie kakao, za dwa dni mi przejdzie.
SweetPear

sobota, 24 grudnia 2011

Merry Christmas, Everyone!

Dzisiaj wspaniały dzień. Jedni lubią go bardziej, inni mniej, a ja muszę przyznać, że to chyba mój ulubiony czas w roku :)
Z tej okazji chciałam wszystkim życzyć:
Zdrowia, szczęścia, pieniędzy (ale nie w nadmiarze, bo "co za dużo, to niezdrowo"), miłości, żebyście znaleźli osobę, z którą będziecie do końca życia cieszyli się każdym dniem, kochającej rodziny, spełnienia wszystkich marzeń, sukcesów, dobrej pogody, zarówno na zewnątrz, jak i w środku ;), radości, przyjaciół, na których można zawsze liczyć, jeszcze raz szczęścia, żebyście potrafili docenić to, co już macie, bo każdy został obdarzony czymś cudownym, co można wykorzystać dla dobra innych, aby nikt nie płakał i nie był smutny, chociaż wszyscy wiemy, jakie życie potrafi być trudne, aby każdy dzień był dla Was niesamowitym przeżyciem, żeby ludzie wokół byli przyjaźni i szczerzy, abyście radzili sobie z każdymi problemami i przeszkodami, mieli siłę do walki i pokonywania przeciwności, żebyście byli sobą, nie przejmowali się tym, co mówią inni i życzę Wam, spokoju, bo każdemu czasem jest potrzebny.
Wesołych Świąt! :)

SweetPear 207 dni i koniec

czwartek, 22 grudnia 2011

All I want for christmas is you

Nareszcie chwila ulgi. Cele osiągnięte, choć jeszcze parę niewinnych marzeń krąży po mojej naiwnej głowie. Uwaga, uwaga! Możecie być ze mnie dumni (lub nie), bo udało mi się dostać do finału konkursu z języka niemieckiego. Jestem strasznie zadowolona i wciąż nie mogę uwierzyć w swoje szczęście! To samo z wynikiem z języka polskiego - w najśmielszych snach nie sądziłam, że mogę zdobyć aż tyle punktów! Szczere ukłony dla tych, dzięki którym mi się to udało. Powiem, że do pewnego czasu (hmm... kiedy zaczął padać śnieg?), do soboty, byłam bardzo zadowolona z tegorocznej zimy. Nie było dla mnie problemem to, że nie musiałam myśleć o kozakach, które pewnie jak co roku będą największym koszmarem. Dlaczego w tych sklepach nie ma żadnych normalnych butów z wąską cholewką?! Tak to jest, gdy ma się stopy jak płetwonurek lub kangur, jak to dzisiaj ktoś powiedział :P Swoją drogą, ludzie wokół mnie są wyjątkowo mili :) Nie przeszkadzało mi w tej zimie to, że nie było mrozu, nie musiałam się ślizgać po chodnikach, moje ręce nie potrzebowały kilogramów kremu, żeby skóra nie pękała (tak, to też koszmar), nie trzęsłam się jak ktoś chory na epilepsję (z drugiej strony, jeśli wszyscy ludzie spełnialiby obietnice, to nie byłoby takie złe ;))i nie ryzykowałam tego, że mogę dostać śnieżką. Myślałam w ten sposób właśnie do dzisiaj. Przyznam, że to był dobry dzień, podczas którego doceniłam wartość i piękno otaczającego mnie świata. Wiem, brzmi to jak bełkot działacza nikomu-nieznanej-i-nigdy-niemożliwej-do-poznania-spółki-lub-zrzeszenia-lub-stowarzyszenia-czy-tam-klubu, ale naprawdę. Uwielbiam poranne krajobrazy, kiedy drzewa, puste pola i krzaki są pokryte cienką warstwą szronu, droga lekko lśni, a wschodzące Słońce rozświetla czubki roślin. Wszystko jest wtedy niewyobrażalnie piękne, wręcz wydaje się nienaturalne. Z resztą lubię surrealistyczne twory nie od dziś.
Pewne rzeczy się kończą, inne zaczynają. Nie potrafiłabym się przyjaźnić z kimś, kto mnie nie rozumie i nawet nie próbuje. A co do nowości to myślę, że wreszcie zaczynam czuć w sobie prawdziwego człowieka, nie takiego z papieru (odsyłam do piosenki Maryli Rodowicz - A my tak łatwopalni). Uświadomiłam sobie dzisiaj, że nie powinnam czekać, ale jednak zbyt trudno się przełamać. Chyba właśnie to jest mój problem - strach przed... wszystkim. Jak się zmienić? Może lepiej wcale?
Co mam robić? Chyba przestaję wierzyć w przyjaźń damsko-męską.
Nie chcę zawodu. To jest najgorsze - strach przed odrzuceniem.
SweetPear

niedziela, 6 listopada 2011

Kraków :)

Byłam wczoraj w niegdysiejszej stolicy Polski. Pogoda dopisała i to bardzo, z czego jestem wyjątkowo zadowolona. Przed wyjazdem zatrzymaliśmy się na chwilę u cioci (bo to z nią mieliśmy jechać)i zostaliśmy uraczeni przepysznymi pierogami z grzybami i kapustą w wykonaniu babci mojej kuzynki. O dziwo, zjadłam je nawet ze skwarkiem i smakowały nieziemsko :)
Wyruszyliśmy grubo po godzinie dziesiątej, co spowodowało delektowanie się wspaniałym dziełem kulinarnym. Droga nie trwała długo. Wstąpiliśmy po kuzynkę, która od tego roku studiuje w Krakowie. Myślę, że jest zadowolona, bo ma ku temu powody. Trafiła na bardzo ładne mieszkanie, jednak ma trochę do przejechania na uczelnię, ale za takie warunki to chyba warto. Po dokładnych oględzinach jej nowego domu udaliśmy się na Cmentarz Rakowicki, bo to był główny cel wyprawy.
Zaczęło się od... szukania przejścia przez ulicę, a później wejścia na cmentarz. Na szczęście nie zajęło to szczególnie dużo czasu. Oglądnęliśmy plan i zaczęliśmy szukać odpowiednich kwater. Pierwszą był pas 33b. Trochę pracy z planem i udało się go wreszcie znaleźć. Mieliśmy odszukać jeszcze 2 groby, a każdy w innej kwaterze. Kolejnym celem była kwatera LXXIVb i z nią był problem, bo przeszłam alejkę za dużo i przeszukiwałam złą, o nazwie "L". Mimo utrudnień, udało się w końcu znaleźć odpowiedni nagrobek. Najłatwiej było zlokalizować ostatnią kwaterę (chyba XVb). Problem sprawiło odszukanie grobu. Patrzę po nazwiskach i nie mam zielonego pojęcia, gdzie są te, których szukam. Starszy pan stojący niedaleko, doradził mi, jak powinnam patrzeć. Z jego poleceń wywnioskowałam, że szukam dobrze. Bezskutecznie. Postanowiłam przejrzeć wszystkie nagrobki i znalazłam. Grób był zapadnięty, aż szkoda patrzeć. Matka chrzestna mojej rodzicielki zmarła w 2004 roku, a nikt nie raczył poinformować mamy o tym fakcie. Obchód cmentarza zakończyłam przy grobie Jana Matejki i Heleny Modrzejewskiej. Spodziewałam się czegoś bardziej efektownego, ale cóż...
Później udaliśmy się na Kazimierz. Spacerek ul. Miodową, ul. Szeroką i ul. Józefa. Przy tej ostatniej zatrzymaliśmy się i wstąpiliśmy do "Satori Cafe" (ul. Józefa 25). Urzekł mnie klimatyczny nastrój. Przyciemnione pomieszczenie oświetlone świecami i lampkami do czytania. Sala ozdobiona świeżymi kwiatami. Za sofą, na której siedzieliśmy, na półce umieszczone były książki, między innymi "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej, dzieła św. Tomasza z Akwinu, niemiecki przekład jakiegoś dzieła George'a Orwell'a i "Wojna futbolowa"  Ryszarda Kapuścińskiego. Zamówiłam dla siebie zupę marchewkową z imbirem i pomarańczą oraz mieloną jagnięcinę z bakłażanem i ryżem z pomidorami i papryką. Do tego, jedną z najlepszych, jakie dotąd piłam, gorącą czekoladę. Muszę przyznać, że z początku bałam się tego ryzykownego połączenia, ale okazało się, że było dość smaczne, a bardzo lubię kulinarne eksperymenty, więc jestem zadowolona. Reszta zamówiła tagliatelle z kurczakiem i gruszką. Z powodu pewnej omyłki kelnerki miałam czas poczytać. Wzięłam do ręki "Wojnę futbolową" i po skończeniu pierwszego rozdziału stwierdziłam, że chyba przeczytam całą. Niestety musiałam odłożyć ją, bo już wychodziliśmy. Szczerze polecam ten lokal, bo w porównaniu do cen, jakie widzi się w menu innych restauracji przy ul. Szerokiej, te były porządną alternatywą.
Dzień był bardzo udany, nie mogę narzekać. Dzisiaj wzięłam się do roboty i częściowo upiekłam sernik z galaretką :) Większość pracy, co prawda, wykonała mama, ale również miałam swój wkład.
SweetPear

wtorek, 1 listopada 2011

Moja ciemna strona

Dlaczego ludzie dookoła robią mi wciąż pranie mózgu? Jeszcze te bezsensowne pytania... Na co komu wiedzieć, co się dzieje w mojej psychice, skoro i tak nie jest w stanie pomóc mi w żaden sposób. Nudzi mnie ciągłe życie z dnia na dzień. Bez zmian. Ciągle ta sama polityka, brak emocji lub ich nadmiar. Dlaczego coraz więcej osób staje się egocentrykami? Nastawieni na większy zysk. Mam ochotę zwyzywać takich ludzi od najgorszych, ale, w zasadzie, co by to dało? Przecież nic się nie zmieni...
Dajcie mi wreszcie chwilę wytchnienia! Nie wierzę, że mam czekać na nią aż do śmierci. Szczeniak ze mnie. Udaję, że rozumiem wszystko, jestem lepsza od innych, poradzę sobie, nie liczą się dla mnie niektóre sprawy i potrafię żyć zgodnie z samą sobą. To tylko złudzenie. Bardzo dobre, bo przez pewien czas udało mi się nabrać nawet samą siebie...
Nie rozmyśla o upadku, kto na rychły liczy wzlot.
Rzeczywistość jest taka, że ja potrzebuję pomocnej dłoni, wręcz o nią błagam na kolanach, ale, kiedy ktoś mi już ją podaje, odrzucam, bo boję się konsekwencji. Strach przed oszustwem, długiem i bezinteresowną postawą. Jak to możliwe? Nie mam pojęcia.
Niech myśli w mojej głowie przestaną się bić nawzajem i ułożą w jakieś sensowne wnioski. Ta plątanina jest gorsza od węzła gordyjskiego. Słyszę ciągłą paplaninę i już nie wiem, co powinnam robić. Wiara czyni cuda. Mówiłam tak parę dni temu. CO się stało, że moje poglądy zmieniają się tak szybko? Tamta postawa była chyba stokrotnie lepsza. Uwierzyć w siebie. To wcale nie takie proste. Wiara czyni cuda. Wiara czyni cuda. Wiara czyni cuda. Trzykrotne powtarzanie chyba naprawdę działa :)
Będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.
P. S. Pamiętajcie o zmarłych, bo w nich Wasza nadzieja.
SweetPear

poniedziałek, 31 października 2011

Dirty Dancing

Czym dla Ciebie jest życie i śmierć? Zastanawialiście się kiedyś, po co tak właściwie istniejecie? Dlaczego świat wygląda tak, a nie inaczej? Jaka wartość jest najważniejsza? Czemu życie kończy się śmiercią? Ja myślę nad tym cały czas. Wciąż szukam drogi, która będzie prowadziła mnie do lepszego życia. Wielkie słowa, ale co one tak naprawdę znaczą? Lepsze życie - dla każdego jest czymś innym. Jedni chcą bogactwa, inni popularności, władzy, przyjaciół, samotności (lub nie)i można tak wymieniać w nieskończoność...
     Jaki sens jednak mają wartości ziemskie, skoro i tak kiedyś się skończą? Życie to najbardziej niebezpieczne zajęcie. W 100% przypadków kończy się śmiercią. Ten troszkę zabawny żarcik opowiedział mi kiedyś mój tata. Śmiałam się, ale w tym jednym, niepozornym żarcie przemycona jest filozofia. Bardzo dziwne są te moje wywody :) Co ma żart do sensu ludzkiej egzystencji? Dla ignorantów nic. Kiedyś trzeba umrzeć i na pewno nigdy nie będzie się do końca na to gotowym. Są jednak ludzie, którzy mimo ziemskiej śmierci, tak naprawdę nie odeszli ze świata. Przykładem jest choćby taki Ikar, prawda? Juliusz Cezar, Hitler, Napoleon, Homer... Czy to nie sprytne, że swoim życiem pokierowali tak, iż istnieją nadal? Ich ciało umarło, ale dusza i osiągnięcia są wieczne.
    Tak w sumie to ja jestem zadowolona z siebie. Coraz rzadziej spotykam się z tym, że nie zrobiłam wszystkiego, żeby coś osiągnąć. Wypruwam z siebie flaki, ale powoli zaczyna to dawać jakieś skutki :) Jak się cieszę! Momentami mam wrażenie, że wzbijam się wysoko w przestworza :D Zapewne niedługo czeka mnie upadek i podejrzewam, że będzie bolesny, ale póki co korzystam ze szczęścia i napawam się nim tak bardzo jak narkoman ostatnią działką. Moje porównania jak zwykle są bardzo obrazowe, ale sądzę, że da się do tego przyzwyczaić.
  
Wracam do korzeni. Stare filmy, stara muzyka, dzieciństwo. Uważam, że moje życie jest dość interesujące. Nie potrafię o nim za dużo opowiadać, ale przeżyłam już całkiem dużo doświadczeń. Na koniec jakaś rada ode mnie. Wiara w siebie i w swoje możliwości jest najważniejsza. Nie można się zrażać. Nie pozwólcie, żeby ktoś wmawiał Wam, że coś się nie uda, jeśli Wy w to wierzycie. Każdy człowiek ma swoją wartość.
SweetPear

sobota, 29 października 2011

Upadek Ikara

Dzisiaj tak całkiem inaczej, z racji tego, że jestem świeżo po konkursie z polskiego, targają mną wszelakie emocje, kolejny raz nie udało mi się dostać tej upragnionej '5' z historii, pomimo godzin spędzonych nad podręcznikami i notatkami, ale za to mogę się poszczycić sukcesami z matematyki (chociaż w ocenach i z niej nie wychodzi mi do końca tak, jak powinno [tak, tak, mam 4])- udało mi się przejść do rejonu. Jestem z siebie bardzo dumna, za niedługo będzie to podchodzić pod narcyzm, ale trudno. Czeka mnie teraz mnóstwo pracy. Chyba jest ze mną coś nie tak, bo żeby mnie zadowolić wystarczy 1,79 zł wydane na donuta :)
To może tekst utworu Jacka Kaczmarskiego (polecam posłuchanie piosenki - tytuł w temacie notki). Zaznaczone zdanie chyba stanie się moim mottem.
 
Pług rozgryza grudy bure
Karnie dźwiga brzemię wół
Szumne drzewa rosną w górę
Szumne rzeki płyną w dół
Tłustą ziemią oracz kroczy
Płytki w niej odciska ślad
Całym światem jego oczu
Ociężały wołu zad.
Odurzone nieba skalą
Morze marszczy się beztrosko
Z migotliwą tańczy falą
Białe piórko z kroplą wosku.
 
Wodzi kręty szlak wędrowca
Wąwozami w cieniu wzgórz
Wodzi pasterz bierne owce
Pod nożyce i pod nóż
W płynnym świetle oddalenia
Drży niepewny siebie cel
Miasto blasku, port wytchnienia
Szmaragd, błękit, róż i biel.
Odurzone nieba skalą
Morze marszczy się beztrosko
Z migotliwą tańczy falą
Białe piórko z kroplą wosku.
 
Mrówczy ruch na wantach statku
W słońce godzi masztu grot
Nie rozmyśla o upadku
Kto na rychły liczy wzlot

Lśnienie płaszczyzn nie zna granic
Dla bezliku dróg i miejsc
Nie zagląda w głąb otchłani
Kogo żagiel niesie w rejs.
Odurzone nieba skalą
Morze marszczy się beztrosko
Z migotliwą tańczy falą
Białe piórko z kroplą wosku.
 
Śpiewa pasterz, beczy owca,
Klaszczą żagle, stęka wół.
Fala dźwiga tors żaglowca,
Drzewa - w górę, rzeki - w dół.
Nad urwiskiem gnie się gałąź,
Znieruchomiał na niej ptak:
Ptasim wzrokiem objął całość
Lecz - nie pojął jej i tak.
Porażone nieba skalą
Morze cierpnie gęsią skórką...
Z migotliwą znika falą
Z kroplą wosku martwe piórko.
SweetPear

poniedziałek, 24 października 2011

Wiara czyni cuda

Żyję zamknięta w swoim małym światku marzeń. Nie dopuszczam do siebie myśli, że coś mogłoby pójść nie tak. Wierzę w miłość i inne wartości. Próbuję żyć tak, żeby na starość móc popatrzeć na siebie, przypomnieć sobie to, co było i być dumną.
Wiara czyni cuda. Wiara czyni cuda. Wiara czyni cuda. Podobno mózg ludzki nie zapamiętuje słowa "nie" :) A przynajmniej nie tak łatwo jak "tak". Moje wypowiedzi specjalnie są tak dziwnie skonstruowane. To dziwne, ale po prostu mnie to bawi. Po co chować swoje myśli i uczucia w środku? Zaczynam się obnażać psychicznie. Doprawdy, jestem psychologiczną ekshibicjonistką - zaczynam to robić dla zabawy. Szczerze mówiąc, myślę, że już dawno powinnam trafić "do czubków". Osatecznie być całkowicie odizolowaną od społeczeństwa.
Jakimś niespodziewanym trafem jeszcze nie jestem. Powtarzam sobie niektóre rzeczy po kilka razy, ślepo wierząc, że mają sens. To jeden z moich kaprysów. Za miesiąc, może dwa mi się znudzi.
Dlaczego ja jestem taka zmienna? Przecież dużo łatwiej jest być cały czas tą samą osobą o stałych poglądach, stałych marzeniach, stałych uczuciach, stałych myślach, stałych ocenach i celach. Jak zwykle na przekór wszystkim. To zaczyna być już bardziej na pokaz i denerwuje mnie to, że nad tym nie panuję. Buntownik z wyboru... Może to tak jak w tym filmie - strach przed możliwościami lub brak wartości w życiu? Czasem dobrze uświadomić sobie, co jest najważniejsze. To wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Jak wybrać sobie odpowiednią ścieżkę życia?
Odnawianie kontaktów ze starymi znajomymi jest strasznie pracochłonne, ale warto :)
Życzę wszystkim, aby potrafili dojrzeć w życiu to, co dobre, nie zrażali się niepowodzeniami i wierzyli. Wiara czyni cuda.
SweetPear

niedziela, 23 października 2011

Zostawcie nas

Staję się coraz bardziej nerwowa, a nie wiem, czym jest to spowodowane. To nie przemęczenie i inne kłamstwa wciskane mi przez ludzi. Jak można być tak naiwnym? 37,2 - bardzo sprzyjająca temperatura. Na pewno pomoże mi to w nauce, odpoczynku i tym wszystkim, co muszę i chcę zrobić. Zadziwiające jest, ile rzeczy istnieje na tym świecie, które zwykle podziwiałam z zapartym tchem, a teraz nawet nie mogę na nie patrzeć, bo ogarnia mnie odraza. Może to nie wszyscy się zmieniają, tylko ja? Czy da się nie zauważyć, czegoś tak wyraźnego? Ach... Nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo chciałabym przestać żyć w iluzji, kłamstwie i świecie, który z jednej strony stoi przede mną otworem, a z drugiej nie daje żadnych możliwości. Bycie niezrozumianym filozofem jest naprawdę fajne. Szkoda tylko, że nie dochodzę do żadnych wniosków. Myślę, myślę i myślę, a nic z tego myślenia nie wychodzi. Co zrobić, żeby piękny statek nie płynął dalej do portu przeznaczenia?
Nie wierzcie ludziom, którzy mówią, że im wszystko (lub nic)w życiu wychodzi. Większość z nich to pozerzy, którzy starają się zwrócić na siebie uwagę pustymi zdaniami, w żaden sposób nie związanymi z rzeczywistością. Jestem świadoma tego, że są także wyjątki, z resztą jak od każdej reguły.
my zazdrościliśmy
roślinom i kamieniom
zazdrościliśmy psom

Inspiruję się Tadeuszem Różewiczem. Nie wiem dlaczego, ale w pewien sposób czuję wyjątkową więź łączącą mnie z nim. Dla tych, którzy nie znają mnie wystarczająco - drugie zdanie wcale nie mówi o poecie.
zostawcie nas

SweetPear

poniedziałek, 17 października 2011

Bunt

Czy warto sprzeciwiać się innym? Walczyć o dobro absolutne? W imię czego całe poświęcenie? Bunt. Czasami chciałabym, żeby moje życie nie było tak przesiąknięte konformizmem. Jednak zgadzam się na o wiele więcej rzeczy, niż myślałam. Jak to możliwe? Jak można uważać się za indywidualistkę i zarazem zachowywać wszelkie normy przyjęte w społeczeństwie? Nie potrafię zmusić samej siebie do buntu. Chciałabym potrafić ryzykować tak, jak kiedyś. Bez działania nie ma korzyści. Bez prób i błędów nic się nie osiągnie.
Przeczytałam dzisiaj kilka różnych felietonów Jacka Kaczmarskiego. Największe wrażenie wywarły na mnie słowa:
"I dlatego często myślę o tym i boję się, aby na starość nie obejrzeć się wstecz i nie ujrzeć samych niespełnionych marzeń i nadzei."

Ludzie często zapominają o wartościach w swoim życiu. Ich istnienie ogranicza się do podstawowych czynności. Coraz mniej współczucia, zainteresowania się drugą osobą. Po co patrzeć na innych? "Liczę się ja, moje życie i moje potrzeby. Nikt nie jest mi potrzebny." Mogłoby się zdawać, że to indywidualizm i dochodzi do paradoksu. Muszę ułożyć sobie w głowie opinie na nurtujące mnie zagadnienia.
Za niedługo zacznie się dla mnie czas ważnych decyzji. Co robić w życiu? Jak się zachowywać? Czy lepsze będzie to czy to? Wybory, które wpłyną na bieg całego życia i nie będzie już odwołania. Nie ma opcji 'reset', żeby cofnąć się do momentu rozwidlenia scieżki i podążyć dla odmiany odpowiednią. Szkoda, czasami naprawdę żałuję, że od wyborów nie będzie odwrotu. Może jednak warto zaryzykować w życiu? Ktoś ciągle mnie do tego inspiruje, ale co robić, kiedy się nie jest pewnym? Zaczynam czuć się jak Knox Overstreet ze "Stowarzyszenia Umarłych Poetów". Czy można zacząć czuć coś do kogoś, kogo się prawie w ogóle nie zna?
SweetPear

sobota, 15 października 2011

Schemat

I jak się dołować przy tak dobrym nastroju? Bardzo się cieszę, bo wreszcie zaczeły mi się udawać niektóre rzeczy. Mimo to, niestety, nie umiem już myśleć szablonowo, tak jak kiedyś. Zastanawiam się jak ja napiszę testy na koniec szkoły, bo wiedzy nie przybywa, a możliwości maleją. Jak to możliwe być dobrym z matematyki a jednocześnie robić coraz gorsze błędy? Denerwuje mnie to, że wszędzie wymagają od nas konkretnego postępowania. Odejście od normy wiąże się z pomyłką. Czytając "Buszującego w zbożu", a następnie "Stowarzyszenie Umarłych Poetów", doszłam do wniosku, że chcę coś zmienić. Nie mam zamiaru być wiecznie ganiona za indywidualność. Czy drobne odejście od klucza jest błędem?
Czuję się całkiem dobrze. Uświadomiłam sobie, że jest masa ludzi, których powinnam przeprosić. Za co? Różne powody. Jak się na to zebrać? Hmm... Nieciekawie. Od czego i kogo zacząć? Czy jest ktoś chętny, kto pomoże mi znaleźć odpowiedzi na te pytania? Mam nadzieję, że tak :) Ogólnie to ja zadaję strasznie dużo pytań, więc lepiej się do tego przyzwyczaić.
Mam wyrzuty sumienia, że nigdy nie powiedziałam niektórym osobom tego, co myślę. Jak można zamartwiać się czymś, czego nie ma? Tak, trzeba być mną. Dociera do mnie, że marnuję zbyt wiele chwil życia. Niepotrzebnie. Niewskazane wręcz jest moje zachowanie. Uświadomiłam sobie ostatnio, że życie jest za krótkie na chowanie się po kątach, ciągły strach i brak jakiegokolwiek celu. Mam zamiar sformułować sobie jasno i wyraźnie drogę, którą chcę podążać.
Przepraszam.
Serdecznie, szczerze, niewymuszenie, z własnej woli chciałam przeprosić Kasię. Wiem, że czasem mówię niepotrzebne rzeczy, ale nigdy nie chciałam Cię w żaden sposób urazić. Nie denerwuj się tak na mnie i doceń dobre chęci :)
P. S. Na następny raz mów, kiedy Ci coś przeszkadza. Nie obiecuję, że to zmienię w 100%, ale postaram się.
4 miesiące i 14 dni - tak nie może być.
Trwają prace nad odbudową mojej samooceny, popracuje ktoś nad tym ze mną?
SweetPear

niedziela, 9 października 2011

Skinny love

Dlaczego ludzie przechodzą załamania? Bo w życiu nie zawsze wszystko układa się po ich myśli. Dlaczego się tak dzieje? Nie wiadomo. Od urodzenia po prostu jesteśmy przyzwyczajeni i nikt nawet nie próbuje
tego zmienić. Jak? Nie da się. Moje życie jest na zmianę pasmem niepowodzeń i szęścia. Na tym etapie przeżywam ten lepszy okres, chociaż dowiedziałam się dzisiaj czegoś, co niekoniecznie chcę przyjąć do wiadomości. Oszukuję sama siebie. Chcę czy nie chcę? Zależy od nastroju... Jestem ostatnio okropnie wrażliwa. Zastanawiam się, kim jest "niepoprawna romantyczka"? Przeczytalam odpowiedź traktującą ten temat dość wyraźnie - "kobieta, do której nie dociera, że faceci to idioci". Po części się z tym stwierdzeniem zgadzam. Jestem właśnie romantyczką, z każdym dniem coraz bardziej kruchą i rozmarzoną. Częściej niż dawniej kieruję się uczuciami. Wszystko zaczyna mieć dla mnie symboliczne znaczenie. Marzę o cudownym księciu, dla którego będę ideałem. O kimś, kto będzie przynosił mi kwiaty, pocieszał, wspierał, pouczał. Chcę kogoś, kto będzie przy mnie duchem i ciałem oraz nigdy nie opuści. Wiem, że wydaję się być wyjątkowo naiwna. Wielu ludzi sądzi, że mam jeszcze czas na taką miłość, ale ja nie chcę czekać. Nie liczy się dla mnie nic, poza prawdziwym uczuciem. To jest mój główny temat rozmyślań, to jest to, za czym tęsknię i czego pragnę. Co do buntu i systemu, który narzucają nam bezustannie, uważam, że nadszedł czas na zmiany. Nie dam sobą manipulować. Nie poddam się bez walki i utrzymam swój kręgosłup moralny.

Dlaczego nie? Dlaczego nie spróbować być kimś innym? Tak na momencik.

 Kolejna z tych 'anemicznych' piosenek, których ostatnio słucham:

wtorek, 4 października 2011

Maraton życia

Jaki sens ma życie bez celu? Zaczynam odczuwać zmęczenie. Wszyscy mówią, że za dużo na siebie wzięłam. To nieprawda. Wszystko udałoby się bez problemu, gdyby nie wypadki losowe i niespodziewane zdarzenia. Nie planowałam choroby. Nie brałam pod uwagę odpowiedzi na lekcji. Nie myślałam o tym, że akurat dopadnie mnie chandra.
Moje życie wcale nie jest idealne. Jest niezłe, ale nie tak, jak wydaje się innym. Każdy ma tajemnice, o których nigdy nikomu nie mówi. Nawet jeśli tylko podświadomie. Ludzie patrzą na mnie i uważają, że chcieliby być tacy jak ja. Widzą szczupłą osobę, bez kompleksów, spełniającą (według nich)akutalne kanony piękna, mającą dobrych znajomych i przyjaciół, uosabiająca większość cech, którymi można zainteresować przedstawicieli płci przeciwnej. To nieprawda. Moja wypowiedź specjalnie jest trochę przesadzona, żeby uzmysłowić wszystkim, którzy mnie idealizują, że to głupie. Nie jestem doskonała i świetnie zdaję sobie z tego sprawę.
Nie jestem nieśmiała, ale także nie jestem duszą towarzystwa. Męczy mnie ciągłe bycie w centrum zainteresowania, dlatego nawet nie próbuję do niego dotrzeć. Można pomyśleć, że chowam się z boku. Boję się. Czego? Sama nie wiem. Boję się, że to, co mam, w jednej chwili zniknie. Tak jak sen Kopciuszka z baśni, po wybiciu północy. Wbrew pozorom z infantylnych kreskówek i książek czytanych dzieciom "na dobranoc", można wynieść wiele wartości, a także wysnuć nowe myśli i spostrzeżenia na jakiś temat.
Czuję się jak Kopciuszek - jak zepchnięty na margines, przez swoje siostry, człowiek. Może ja jednak chciałabym być duszą towarzystwa, ale sama siebie okłamuję? Całe życie jest jedną wielką iluzją. Nie wiadomo co myśleć, robić, czuć. Czym się kierować? Czego słuchać? Kogo naśladować? A przede wszystkim: jakim być człowiekiem?
SweetPear

czwartek, 29 września 2011

Złota, polska jesień :)

Czy mówiłam już, jak bardzo lubię kasztany? Nie? To właśnie teraz mówię. Kocham jesień, chociaż lubię wszystkie pory roku, to obecnie stawiam właśnie na tę aktualną. Pogoda dopisuje. Wczoraj przeszłam się pod moją starą szkołę muzyczną i posiedziałam w parku. Obserwowałam dzieci wchodzące i wychodzące z budynku i od razu wróciły do mnie wspomnienia z czasów, kiedy ja byłam podobna do nich. Przemyślając sprawę dochodzę jednak do wniosku, że nadal jestem :) Bycie infantylną ma swoje plusy. Cieszy mnie zbieranie kasztanów, spacer po parku, patrzenie się na ludzi i zwierzęta - z pozoru zwykłe głupoty, ale dla mnie to coś więcej. Tłumaczenie tego mijałoby się z celem, ponieważ nie da się, tak po prostu, powiedzieć, co mam na myśli. Jestem marzycielką, idealistką, staram się być perfekcjonistką. Moim mottem ostatnio stało się zdanie:"Wymagaj wiele od innych, ale od siebie jeszcze więcej". Może idiotyczna jest ta pogoń za doskonałością, ale staram się dotrzeć do źródła szczęścia i satysfakcji. Próbuję zrozumieć życie i zrealizować tak, jak będę tego chciała. Pragnę wykorzystać swój największy dar jak najpełniej. Po co? Głupie pytanie! Dla siebie i dla innych. To jest odpowiedź na większość nurtujących ludzkość pytań. Oczywiście, że nie dosłownie, ale do tego się odwołuje. 
Jakie są symptomy szaleństwa? Wariactwa wychodzącego poza granice "złotego środka" Arystotelesa. Może jest jeszcze nadzieja dla mnie? Czy mam szansę spełnić marzenia i stać się wartościową osobą? Nie chcę być jak pasożyt, żerujący na dobrach wspaniałego świata. Mam zamiar wnieść coś dobrego dla ludzkości od siebie. Nie startuję w wyborach miss i nie będzie to dla mnie sławny "POKÓJ NA ŚWIECIE". Chcę zrobić coś, co będzie indywidualne i oryginalne, a zarazem przydatne i możliwe do wykonania. Jak zwykle mówię ogólnikami, ale taka właśnie jestem. 
W mojej głowie przewijają się tysiące myśli - jedne z sensem, inne bez. Składając je w jedną całość, dochodzę do wniosku, że najważniejsza jest dla mnie miłość. Miłość w każdej postaci. Miłość bezgraniczna. Miłość dojrzała. Miłość odwzajemniona.
Na koniec wiersz Teofila Lenartowicza, który ma dla mnie głębokie znaczenie w dwóch wymiarach.
Pójdę za Tobą przez wicher jesienny,
Przez wiosny ciszę i grudniową burzę,
Pójdę za Tobą przez krwawe koleje,
Pójdę za Tobą przez życie tułacze,
Pójdę za Tobą przez jasne nadzieje,
Pójdę za Tobą przez czarne rozpacze,
Pójdę za Tobą przez nieba słoneczność,
Przez piekło życia i piekielną wieczność.
SweetPear

czwartek, 15 września 2011

Wieczna miłość

"Miłość to piękna pogoda każdego dnia, bo nawet wiatr i deszcz potrafią cieszyć. To jest miłość"
(cytat z filmu, którego tytułu niestety nie pamiętam)

   
Widziałam kiedyś parę starszych ludzi. Prawdopodobnie już po 50 rocznicy ślubu. Szli przez miasto trzymając się za ręce, nie patrząc na nic dookoła. Wyglądali jak para zakochanych, młodych nowożeńców, przed którymi jest jeszcze całe życie. Spodobała mi się ta radość w ich oczach i wielka miłość. Zaczęłam się zastanawiać jaki jest ich sekret? W końcu sztuką jest wytrzymać z jednym partnerem przez całe życie i pokonywać przeciwności losu, a niemożliwe wręcz wydaje się bycie zakochanym tak bardzo, jak świeżo po ślubie. Jaka jest tajemnica wiecznej miłości?
   
Chciałabym znaleźć odpowiedź na to pytanie, bo dręczy mnie już bardzo długo i zaczynam wątpić, że kiedyś znajdę wreszcie jednoznaczne, konkretne rozwiązanie. W jaki sposób żyć z człowiekiem tak, aby wzajemna miłość nie wygasła? Sądzę, że wcześniej wspominana para przeżyła już bardzo wiele. Najprawdopodobniej właśnie trudne przeżycia (np. ciężkie czasy i zmiany polityczne w Polsce)umocniły ich więzi. Dlaczego teraz ludzie tak często się rozwodzą? Myślę, że są dwa główne powody: zbyt pochopna decyzja o wzięciu ślubu i nieumiejętność radzenia sobie z problemami. Małżeństwo powinno się zawierać po głębokim przemyśleniu wszystkich "za" i "przeciw". To decyzja na całe życie, a z biegiem czasu coraz bardziej traci swoją wartość. Podczas wojny zakochani często musieli brać śluby w ukryciu, daleko od domu i rodziny. Nie mieli wyboru, a chcieli być razem. Na dobre i złe, w chorobie i zdrowiu. Czemu mentalność pokoleń zmienia się tak radykalnie? Dlaczego młodzi ludzie nie potrafią docenić tego, co mają? Nie są świadomi wielu poświęceń własnych przodków, którzy walczyli o wolność, o Polskę i o zmiany, tylko po to, aby następnym pokoleniom wiodło się lepiej.   
   
Pokonywanie przeszkód i rozwiązywanie problemów jest bardzo ważne w kształtowaniu charakteru i więzi z innymi ludźmi. Zwykle osoby "po przejściach" są bardziej odporne na stres i potrafią cieszyć się życiem. Nie powinno się bać przeciwności losu. Ktoś kiedyś powiedział "Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni". Niech to będzie motto osób, które się poddają i życie traci dla nich sens. Oby tacy ludzie zrozumieli, że nie istnieją na darmo. Życie to największy dar i trzeba je jak najlepiej wykorzystać.
SweetPear

czwartek, 1 września 2011

Koniec wakacji :)

W związku z tym, że dzisiaj jest ostatni dzień wakacji, postanowiłam, że wpadnę na bloga i napiszę wreszcie jakiś nowy post. Tegoroczne lato może i nie należało do najpogodniejszych, ale było trochę tego słońca i upałów, dzięki czemu mogłam popływać i poopalać się. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolona z tych wakacji, a pisząc 'wszystko' mam na myśli wiele, wiele różnych rzeczy. Mimo tego, że nie zawsze była pogoda, zdarzały się kłótnie i sprzeczki, nie mogłam ułożyć sobie życia, tak jak chiałam, nie zakochałam się, nie wyluzowałam i ciągle nie nauczyłam się tańczyć (nie licząc walca angielskiego ;)). Właśnie to jest dla mnie tym 'wszystkim'. Podliczę teraz plusy - opaliłam się, poznałam dużo fajnych (i mniej fajnych)ludzi, pojeździłam na rowerze, wykonałam część moich planów wakacyjnych, zregenerowałam siły i wyszłam z dołka, a dzięki temu mam energię na nowy rok szkolny, który rozpocznę z uśmiechem na twarzy, pomimo tego, że wakacje będą o tydzień później niż zwykle.
Muszę się przyznać, że gnębią mnie wyrzuty sumienia. W zasadzie to nie powinnam ich mieć, ale tak to jest jak się ma za miękkie serce w tych sprawach :( Stąd moje pytanie, czy jestem idiotką? Odpowiedź brzmi na zmianę "tak" lub "nie", zależy od punktu widzenia. Przyjmijmy więc, że "może".
Czasem można być głupim, dzięki temu uświadamiamy sobie, ile wiedzy jeszcze nam brakuje. Uważam, że nasze słabości utwierdzają nas w poczuciu własnej wartości i odmienności. To dzięki nim zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy niepowtarzalni. Nikt nam nie odbierze własnej tożsamości, o ile będziemy o nią wlaczyć. Świadomość własnych zalet i wad jest niezbędna do życia, na które zasługujemy.
Postanowiłam, że będę korzystać z życia, cieszyć się każdą chwilą. Oglądałam "Salę samobójców 2011" i polecam osobom, które próbują zdefiniować własne "ja", ponieważ bardzo skorzystałam po zobaczeniu tego filmu. Od tego czasu mam bardzo dobry nastrój i cieszę się wszystkim dookoła, bo życie jest za krótkie na depresję.
SweetPear

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Wakacyjny lipiec

Zawsze wypieram się bycia stereotypowym Polakiem, ale muszę przyznać, że nigdy nie narzekałam tak bardzo i przez taki długi czas, jak w te wakacje. Pogoda - do dupy, zajęcia - do dupy, towarzystwo - tu nie jest tak źle, ale połowa na wakacjach, plany - do dupy, aktywność - do dupy. Przepraszam za mój język, ale 2-miesięczna przerwa od szkoły zawsze jakoś na człowieka wpływa ;) Ciągle leje, i leje, i leje, i leje, i leje, i leje i leje, a wspominałam już, że leje? To irytujące, bo właśnie przez pogodę niszczeje moja nadzieja na naprawdę udane tegoroczne wakacje, chociaż, w sumie, nie mam co narzekać, ponieważ pojeździłam po świecie, ale zawsze jest jakieś "ale".
Niedawno postanowiłam, że zrealizuję swoje takie jedno głupie, naiwne marzenie, które siedzi w mojej głowie od jakiś 2 lat. Każdy człowiek ma w życiu taką chwilę, kiedy zaczyna się zastanawiać, czy zaryzykować czy nie. Ja jestem właśnie na tym etapie. Narazie nikt mnie nie zniechęci do próbowania, bo jestem uparta jak osioł i sprawdziłam już wszystkie niezbędne informacje. Trzeba troszkę popracować nad sobą. O ile będę miała szczęście i nadal będę tak przekonana do tego, to uda mi się spełnić to marzenie. Muszę się jeszcze odrobinę podszkolić i będzie w sam raz :D
P. S. Dajcie mi 5 cm wzrostu! ;(

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Czyż życie nie jest bardziej przytłaczające od śmierci?

Ostatnio byłam w McDonaldzie na obiedzie. Tak, mama w ramach odchudzania, ja ciągle mając przed sobą swój cel bycia modelką, mój brat przy okazji "zdrowego odżywiania" jak przystało na sportowca. Wiem, wiem, nadużywam ironii, ale bardzo to lubię. Zakupy na rok szkolny porobione. Od dzisiaj odliczanie:
- minął cały rok od wydarzenia, którego już nigdy nie zapomnę. Właśnie wtedy pierwszy raz poczułam czym jest prawdziwa (a przynajmniej tak jestem przekonana do dziś) odwzajemniona miłość. Podkreślam, prawdziwa ;),
- jeszcze 17 dni i trzeba iść do szkoły,
- minęło 75 dni, czyli 2 miesiące i 14 dni od końca mojego ostatniego związku,
- za 2 dni mam nadzieję, że będę się dobrze bawić i poznam nową osobę,
- minęło 172 dni od moich urodzin (yeah, około tyle w 'cm' mam wzrostu),
- jeszcze 138 dni do Sylwestra,
- za 46 dni Dzień Chłopaka.
Jeśli mam być szczera to chyba jestem ostatnio nadwrażliwa. Swoją drogą dawno nie płakałam, a mam taką ochotę na to! Po prostu ciągle przypominają mi się szczegóły z mojej przeszłości. Ponadto już nie chodzi tylko o miłość, a całe moje życie. Smutne, bardzo radosne momenty i nawet te, których nie da się zidentyfikować tymi kryteriami. Pogoda w kratkę, ale nie oczekuję cudów. Przygryzam język i idę dalej przed siebie, bo po co marnować cenny czas życia na kłótnie z innymi. Tak, mam swoją dumę, ale też honor, który nie pozwala mi zaprzepaścić dobrej znajomości głupim sporem. Jak mowa o głupotach to byłam ostatnio na imprezie. Każdy musi mi na słowo uwierzyć, że rok temu dla mnie było sto razy lepiej i nie musiałam gonić za ledwo stojącymi na nogach chłopakami, żeby czasem nie zrobili czegoś, co mogłoby zaszkodzić im albo otoczeniu. W sumie to był chłopak w liczbie pojedynczej, ale i tak za dużo. 
Przykro mi, bo ja nie lecę na głupawe miny i słabe teksty. Do mnie trzeba umieć podejść w odpowiedni sposób. Ja jestem za bardzo wymagająca.
Dziękuję chłopakowi, który poprosił mnie do tańca, kiedy siedziałam sama wpatrując się w bawiących się ludzi i moją przyjaciółkę z chłopakiem, mimo moich zażaleń, że nie mam pojęcia o tańczeniu. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło :)
Pozdrowienia od niemalże zdrowej psychicznie dziewczyny.
SweetPear

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Czego nienawidzę w facetach?

Jak w temacie, czyli czego nienawidzę w facetach:
1. Hipokryzji.
2. Agresji.
3. Kłamliwości.
4. Niereformowalności.
5. Fałszywości.
6. Braku szacunku.
7. Nietolerancji.
8. Nieodpowiedzialności.
9. Braku kultury.
10. Ograniczenia.
11. Lenistwa.
12. Braku rozsądku.
13. Egoizmu.
14. Lekkomyślności.
15. Chamstwa.
16. Bezczelności.
17. Braku dyscypliny.
18. Bezwzględności.
19. Tchórzliwości.
20. Zarozumialstwa.
21. Nerwowości.
22. Niedojrzałości.
23. Wścibskości.
24. Arogancji.
25. Chciwości.
To by było na tyle. Wiem, że nie ma ideałów, więc ja wcale nie szukam kogoś bez wad, bo taki człowiek nie istnieje. W myśl powiedzenia "co za dużo, to niezdrowo", mam nadzieję, że spotkam kogoś takiego. Nadzieja - wiarą głupich i naiwnych ;)
SweetPear

piątek, 5 sierpnia 2011

Hot summer! :)

Chyba właśnie tego mi było trzeba - szczerych rozmów (niekoniecznie prosto w oczy) i dobrej pogody. Wraz z pierwszym promykiem Słońca wracają do mnie wszystkie utracone dotąd siły. Potrafię teraz góry umysłem przenosić. Wspomnienia wspomnieniami, nadal o nich myślę, ale wreszcie przestały panować nad biegiem mojego życia. Wspominałam już, że postanowiłam prowadzić zdrowy tryb życia? Zaczęłam biegać! Dzisiaj wieczorem tak się to skończyło, że w jedną stronę, owszem, pobiegłyśmy, ale z powrotem już tak kolorowo nie było. W sumie wcale nie z mojej winy. Podejrzewam, że przed obiadem za długo leżałam na Słońcu, bo później miałam omamy. Fatamorgana po prostu. Widzę coś, co chcę zobaczyć, ale na prawdę tego nie ma w tym miejscu, w którym wydaje mi się, że jest. Strasznie długi wywód.
Nawet nie mam po dzisiejszych wrażeniach siły na obnażanie swojej psychiki, jak to robię zazwyczaj. Po prostu - krótko, zwięźle i na temat :)
P. S. "Jaki czub!" <-- odnośnie faceta na jaskrawozielonym motorze. (w cudzysłowie zamieszczony jest cytat) Pierwszy raz widziałam, żeby ktoś jadąc na jednośladzie próbował zwrócić na siebie uwagę dyndającymi nogami ;)
SweetPear

środa, 3 sierpnia 2011

Być czy nie być?

Jakie to dziwne, że człowiek dopiero podczas przeżywania trudnej sytuacji uświadamia sobie jaki jest słaby i jakie kruche jest jego życie. Dlaczego psychika ludzka, a zwłaszcza moja, jest taka chwiejna? Przecież zwykle panuję nad nerwami, radzę sobie w 'kryzysach', ale jeśli chodzi o miłość to jestem jedną wielką niewiadomą. Trwam w chwilowym dołku właśnie z tego powodu. Nie potrafię zapanować nad swoimi myślami. Uważam, że to bez sensu, ale serce góruje i to ono dyktuje mi co mam robić. Wydaje mi się, że teraz wiem dobrze czego chcę, ale czy jest tak na pewno? Dlaczego nie mogę przestać myśleć o tym, co było? Czemu idealizuję swoją przeszłość? Przecież zdaję sobie sprawę z tego, że nie było tak, jak sobie teraz to przypominam. Mój mózg szwankuje czy może mi odbiło? Pójdę do czubków i tyle z tego będzie! Naiwnie wierzę w to, że wszystko mi się uda, a doprowadzam tym moich bliskich czasami do ich własnych smutków. Ciężko żyć z myślą, że wiele osób od Ciebie dużo oczekuje i uważa, że nie masz wad i Tobie złe dni się nie zdarzają, a jeśli już, to i tak przesadzasz z ich negatywnym opisem. Wiem, wiem, to co właśnie piszę trochę traci sens, ale buzują we mnie takie emocje, że już sama nie wiem co robię.
Cieszę się z tego, że jest dobra pogoda. Mam nadzieję, że dzięki temu znowu odzyskam siły i wezmę się do pracy. Trzeba jeszcze wiele w życiu zmienić. A z resztą... Muszę w końcu wyluzować. Jestem młoda, a martwię się przeszłością i przyszłością. Powinnam żyć tu i teraz, przynajmniej towarzysko, ale jak to zrobić? Oto jest pytanie!
Jutro do Krakowa! :) Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że to będzie udany wyjazd :)
SweetPear

niedziela, 24 lipca 2011

Poznań :)

Byłam w Poznaniu, tylko na 4 dni, ale zawsze tam chciałam pojechać. Zastanawiam się teraz, dlaczego? Może to naciskanie na wartość sentymentalną koziołków na wieży ratusza, którym byłam otoczona już od czasu podstawówki? W sumie Poznań jest miastem, które bardzo mi się spodobało. Mieszkałam blisko Starego Rynku, na ul. Wronieckiej. Walizkę było ciężko toczyć po tej kamiennej dróżce, ale na szczęście nie ja musiałam to robić ;) Tak, to z mojego pomysłu wybraliśmy się właśnie tam. Pozwiedzaliśmy mnóstwo miejsc, naprawdę wartych zobaczenia. Droga trwała około 7 godzin. Pociągiem oczywiście i pomimo tych narzekań na Polskie Koleje, byłam zadowolona, że spóźnił się na naszą stację docelową tylko kilkanaście minut :) Pogoda do podróży była idealna, bo ani nie padało (a wg prognoz miało lać!), ani nie było upałów, więc tak w sam raz. Przyznam się, że kocham jazdę pociągiem, stąd ten czas nie był dla mnie tak trudny do wytrzymania. W pierwszy dzień pochodziliśmy trochę i poznawaliśmy miasto, oczywiście pomalutku (mówiąc metaforycznie, bo w rzeczywistości gnaliśmy jak szaleni)odkrywaliśmy kolejne zakątki.
Drugiego dnia zobaczyliśmy Pałac w Rogalinie i Zamek w Kórniku. Pałac był czymś pięknym, do wszystkich zwiedzających dochodziły myśli, że jest większy nawet od Łańcuta, jednak, jak się okazało, wcale tak nie było. Odrestaurowany, czeka jedynie na wykończenie. Zamek w Kórniku nie zachwycił mnie aż tak. Po pierwsze - strasznie niemiła obstawa. Taaak, mówię obstawa, bo nie wiem jak to inaczej nazwać. Panie, które krzywo patrzą się na wszystkich i wyglądają, jakby musiały tu stać za darmo i uśmiechać się do ludzi, chociaż nawet nie próbowały wykrzywić twarzy na ten kształt... Nazwa też mnie strasznie zirytowała - Kórnik - nienawidzę błędów ortograficznych, a jak widzę takie nazwy to mi się śmiać chce :P
W trzeci dzień zostaliśmy w Poznaniu, ale nie można powiedzieć, że to było lenistwo. 6 godzin na przejście 6 wystaw muzealnych to wielkie osiągnięcie. Byłam też na tych słynnych Jeżycach, które były głównym miejscem akcji książek Małgorzaty Musierowicz. Pierwszą książką tej autorki, jaką przeczytałam była "Kłamczucha". Ciekawe dlaczego?
Ostatni dzień był dosyć pechowy. Nie dość, że nogi padały mi ze zmęczenia, to jeszcze miałam nastrój do bani. Podczas drogi powrotnej pociągiem siedział na przeciwko mnie całkiem przystojny, powiem, że nawet w moim stylu (brązowe oczy :D) facet/chłopak. W zasadzie nie wiem. Później dołączyła się jakaś grupa, zdaje mi się, Holendrów. Ogólnie to jestem bardzo zadowolona z wyjazdu, zwłaszcza, że polubiłam książki Terrego Prattcheta (jeśli zrobiłam błąd w nazwisku, przepraszam).
Zakochałam się w Dywanie :)
P. S. Za tydzień mijają już 3 miesiące :(
SweetPear

sobota, 16 lipca 2011

Po premierze

Hmm... No tak... Byłam na tak długo wyczekiwanym przeze mnie filmie. O czym mowa? Oczywiście o Harry'm Potter'rze (czy jak się to pisze :)). Zdałam sobię sprawę z tego, że ta premiera wcale nie była taka, jakiej oczekiwałam. Myślałam, że po obejrzeniu nie będę chciała wyjść z sali kinowej. Tak się nie stało. Być może to producenci i reżyser zawalili całą sprawę tworząc coś, co nie nadaje się już tylko dla fanów młodego czarodzieja, ale jest przeznaczone dla mas. Po przeczytaniu książki żałowałam, że ta opowieść już się skończyła. To było smutne. Ten film podniósł mnie na duchu i utwierdził w przekonaniu, że "Harry Potter i więzień Azkabanu" to najlepsze dzieło z całej serii. Może to jednak nie jest wina producentów? Może wszystkie części od początku były nastawione na zysk i komercję, tylko ja po prostu dojrzałam do tego, aby wreszcie to zobaczyć? Może jestem już za duża na marzenia o magii, smokach i czarach? Żadne z przypuszczeń nie poprawia mi nastroju. Zdaję sobie sprawę, że z każdym rokiem jestem starsza. Z upływem czasu spada na mnie coraz więcej obowiązków. Kiedy skończy się ta presja wywierana przez cały świat (tak, nie jestem na tyle ograniczona, żeby zwalać całą winę tylko i wyłącznie na media i polityków)? Dopiero u kresu życia. Kiedy nie będzie się już liczyć nic, tak jak u małego dziecka, które cieszy się każdą chwilą i zachwyca nawet najdrobniejszą rzeczą.
Życzę wszystkim żyjącym w nieustannym ruchu, żeby potrafili zatrzymać się na chwilę. Pomyśleć nad życiem i jego sensem. Zrozumieć, że jest się otaczanym codziennie przez tyle pięknych chwil. Nigdy nie należy przestawać wierzyć. Wierzyć w cuda.
SweetPear

czwartek, 14 lipca 2011

Lato, lato! :)

W pełni korzystam z temperatur, które nieustannie funduje nam teraz nasz klimat. Aktywnie i mniej aktywnie spędzam czas. Zaraz pójdę się opalać. Jutro idę na premierę "Harry'ego Potter'a i Insygniów Śmierci cz.II". Mam nadzieję, że ten film mile mnie zaskoczy.
Wczoraj pływałam, opalałam się i korzystałam z życia, krótko mówiąc. Zastanawiam się tylko, czemu dawne wydarzenia wracają do mnie? Przecież nie będzie już reaktywacji, jak w X-men'ach. To, co było, minęło i nic na to nie da się poradzić. Możliwe, że niektóre rzeczy można było zrobić lepiej. Przecież nie ma człowieka, który nie chciałby poprawić żadnego wydarzenia w swoim życiu. Ja postanowiłam pogodzić się z losem i odpuścić rozpamiętywanie. Wiem, wiem, użalam się nad sobą, ale osoby o moim pokroju osobowości po prostu tak mają. Zaakceptujcie to.
Jestem dziewczyną, która szuka chłopaka na całe życie. Do śmierci. Oczywiście, nie byle jakiego. Cenię w przedstawicielach płci silniejszej poczucie humoru, dystans do siebie, elegancję i ostatnio romantyzm. Wierzę w cuda i w to, że spotkam kogoś, kogo będę kochać, nawet jeśli nie będzie spełniał tych bezsensownych warunków. Pragnę osoby, która pokocha we mnie naturalność i której będę mogła zaufać. Szukam kogoś, kto będzie o mnie dbał i nigdy mnie nie zlekceważy. Jaka ja jestem żałosna! Wierzę w ideały, za szybko się angażuję, łatwo ufam ludziom, co niektórzy biorą za naiwność...
Chcę, żeby ludzie zaczęli traktować mnie na serio. Nie jestem kłębkiem kurzu, na który niektórzy mają alergię. Nie jestem wrakiem człowieka. Jestem młodą dziewczyną z perspektywami, ambicjami i nie do końca określonym planem na życie. Pogódźcie się z tym i zaufajcie mi, tak jak ja ufam Wam.

SweetPear

niedziela, 26 czerwca 2011

Dolina Pięciu Stawów Polskich

Tak, jak się można domyślić właśnie tam byłam. To był bardziej taki spacerek, chociaż dość wyczerpujący, a nie wchodzenie na szczyty. Tam jest nieziemsko pięknie. Zrobiłam parę zdjęć kaczkom, a właściwie kaczorom ;) Podczas wychodzenia pogoda całkowicie dopisywała, natomiast później, od momentu zejścia do schroniska koło Morskiego Oka, zaczęło kropić, a później lać. Jestem zakochana w polskich górach. Wychodziłam wytrwale, ale zaczęłam narzekać w czasie deszczu. Przemokły mi buty, woda z peleryny przeciwdeszczowej zaczęła mi ściekać na twarz, było mi gorąco, a do tego dżinsy miałam całe mokre z przodu. Wracając do tego, co jes dzisiaj tematem mojego posta, do gór. Widoki zapierały dech w piersiach. Widziałam największy wodospad w Tatrach - Siklawę. Zastanawiałam skąd wzięła się ta nazwa. Oświecił mnie tata, mówiąc, że tak górale nazywali wodospady. 
Zaczyna padać, ale mam zamiar wybrać się na koncert. Pójdę, znaczy chcę iść. 
Szkoda, że okazuje się, że osoby, na których mi zależy nie są ze mną do końca szczere... Cóż, tak się poznaje ludzi. Przypominam, że najbardziej nienawidzę hipokryzji, mimo tego, że czasem właśnie jestem hipokrytką, to staram się poprawiać i nie zachowywać się w ten sposób. Błagam, niech moje życie przestanie być przesiąknięte kłamstwami! Wolę bolesną prawdę, niż niewiarygodne kłamstwa. Potrzebuję zmian w życiu, najlepiej miłości, ale jej nie da się znaleźć ot tak. Niestety :(
SweetPear

piątek, 24 czerwca 2011

Wreszcie czas wolny

Pamiętam jak już na początku roku szkolnego nie mogłam się doczekać czasu wakacji. Chciałam ich bardziej niż czegokolwiek innego. Być może dlatego, że lato to moja ulubiona pora roku. Ja po prostu kocham upały, pływanie, opalanie się i aktywne spędzanie czasu. Już dzisiaj zaczęłam korzystać z ciepła. Pomimo tego, że nie opalałam się i tak jestem zadowolona ze wszystkiego. Wczoraj zasmakowałam pierwszych poziomek. Prawdopodobnie przestawię się z truskawek na tę mniejszą wersję ;) Znowu będę uczyć się gry na gitarze. Przydałoby się też coś poćwiczyć na pianinie. 
Aktualnie wsłuchuję się w Radio Indie Rock. Ciekawe jakie piosenki będą królować w tym roku na mojej liście odtwarzania? W każdym razie nie będę się nudzić. Czas już mam totalnie zaplanowany. Szkoda tylko, że będzie mi mijał razem z przedstawicielkami mojej płci, a nie tej, którą się interesuję. Jednak nie ma to jak przyjaciółki :) Nawet jak czasem się kłócimy, nie wiemy o sobie wszystkiego, jesteśmy inne to bez siebie byłoby ciężko przetrwać, mimo wszystko. Cieszę się, że mam Was i mogę na Was liczyć :)
Wczoraj byłam na urodzinach. Integracja poszła pomyślnie. Pod stołem leżała Biki, ale do teraz zastanawia mnie czemu akurat pod moimi nogami?! Potulna psinka :P Polubiłam muzyczny gust Ani i Marysi. Słuchanie the Cranberries należy ostatnio do moich ulubionych zajęć. Tata pożyczy mi pare płyt, w tym jedną tego zespołu. Dobrze mieć przy sobie ludzi, dla których się coś znaczy.
Zapamiętajcie moje imię dobrze, bo nie lubię, kiedy ktoś myli mnie z kimś innym. Na przykład dzisiaj kolega, chociaż to podobno mój daleki kuzyn, ale nie ważne, wita się ze mną, mówiąc: "Cześć, Justyna". Zamurowało mnie, bo pierwszy raz mnie tak ktoś nazwał.
P.S. Zaobserwowałam ciekawą rzecz, a dzisiejsze spotkanie tylko potwierdziło tę regułę. Mianowicie pewna osoba zawsze kiedy mnie widzi i wita się ze mną uśmiecha się tak, jakby właśnie usłyszała ode mnie jakiś dobry żart. To nieprawda, że byłam czerwona! No, może... Ale tylko troszeczkę :P
Życzę wszystkim udanych wakacji! :D Opalcie się i do zobaczenia podczas albo po :)
SweetPear

czwartek, 2 czerwca 2011

Koniec

Jestem zdołowana, na skraju załamania. Uważam, że za dużo wszystkiego na mnie spadło, zwłaszcza w czasie, w którym nie wychodzi mi w miłości. Marzyłam o tym by być szczęśliwą z nim. Każdy dorasta w swoim tempie, w życiu nic nie powinno się przyspieszać. Zawsze przecież ceniłam naturalność. Póki nasze życie nie składa się z miliona kłamstw i dwóch milionów niedopowiedzeń, nie jest aż tak źle. Ja powoli zbliżałam się do tej krytycznej statystyki. Męczy mnie to, po prostu nie potrafię ukrywać tak istotnych dla mnie spraw. Może i wielu ludzi będzie mi to miało za złe, ale w tej chwili to nie jest istotne. Najważniejsze jest szczęście, rodzina, cele. Nie myślę o innych osobach, skoro one nie myślą o mnie. Zraziłam się do facetów, przynajmniej tych jednego pokroju. Natomiast bliższa stała mi się grupa, której nigdy bym o to nie podejrzewała. Mam nadzieję, że moje życie i paru znajomych, a zwłaszcza krewnych, się poprawi. Sądzę, że moim priorytetem powinno być teraz spełnianie własnych marzeń. Dość podkładania się pod stopy innych, jak wycieraczka. Koniec z nieustannym myśleniem, czy moje zachowanie kogoś nie zrani. Czas na zmiany i to gruntowne, bez których moje dalsze życie nie ma większego sensu. Moje postanowienia i tak pozostaną tylko planami w głowie, ale od czegoś trzeba zacząć, a najlepszym początkiem jest rewolucja w umyśle.
SweetPear

wtorek, 17 maja 2011

Powrót do Polski

Tak, już od wczoraj jestem na terenie kraju ludzi narzekających na wszystko, jednocześnie uważających się za najlepszych w piciu wódki i wielu innych rzeczach, a także myślących, że Polki to najpiękniejsze kobiety na świecie. Miło jest wrócić do swojej ojczyzny, nawet jeśli wita się ją w krótkich spodenkach podczas lejącego jak z cebra deszczu i temperatury prawie o połowę niższej niż miałam okazji doświadczać w Hiszpanii. Muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się tamten klimat. Ja wprost uwielbiam upały, a wiadomość, że termometry, nawet podczas zimy, często nie schodzą poniżej zera, była dla mnie oszałamiająca. Pierwsza myśl - chcę tu mieszkać! Biorąc pod uwagę moje plany na przyszłość rozglądałam się po budynkach. Wyglądały jak ze zdjęć - zwykle pomarańczowe, różowe lub żółtawe kolory tynku na zewnątrz, zielone lub czasem niebieskie okiennice, nastrojowe balkoniki i równo rosnące drzewka na trawniku. Cudowny widok. Jazda autokarem była dość uciążliwa i niewygodna, ale i ona miała swoje plusy. Roślinność śródziemnomorska stała się moją ulubioną.
Resztę dopowiem innym razem, ponieważ dziś nie mam za dużo czasu. Życzę udanego tygodnia :)
SweetPear

sobota, 30 kwietnia 2011

Nie rozglądaj się

Nie patrz w okół, bo wszystko, czego pragniesz i potrzebujesz, masz przy swoim boku. Zaczęło się - reaktywacja komputera. Akurat tydzień przed wyjazdem! Jest dobrze. Słońce świeci, ładna pogoda. Wolne, a do tego jestem szczęśliwa.
Odkryłam, że mam 'dżinsy cud', ponieważ zawsze, gdy je ubieram spotykam jakiegoś fajnego chłopaka, a ludzie zaczynają zwracać na mnie dużo większą uwagę. Tak, jest już pierwszy obowiązkowy ciuch, który biorę ze sobą do Hiszpanii ;) Staję się wyjątkowo monotematyczna, ale... no po prostu strasznie ekscytuję się tym wyjazdem. Co prawda mogłam siedzieć z kolegą, jednak prawdopodobnie lepszym wariantem będzie podróż z przyjaciółką. (Tak, za Tobą będę tęsknić i nawet nie próbuj wmówić mnie albo sobie, że tak nie będzie!)
Zjadłam właśnie jedne z moich ulubionych lodów i zastanawiam się, czy nie wziąć sobie jeszcze więcej. Orzech włoski, mmmm :)
Dzisiaj muszę zająć się tym, bez czego nie można się obejść, ale oczywiście będzie czas na odpoczynek i spokój. Polecam film "Pokerowy blef". Pokochałam grę aktorską Erica Bany. Najpierw "Troja", później ten film z Drew Barrymore. Jestem po prostu zachwycona!
P.S. Uważam, że postacie z filmów są często zbyt idealne i niemożliwe do doścignięcia, szkoda.
SweetPear

Tak jak noc po ciężkim dniu

Może i cytat w tytule nie jest zbyt wyrafinowany, ale kiedyś słuchałam właśnie takiej muzyki. Dzisiejszy dzień był dla mnie próbą wytrzymałości. Prześladuje mnie pech, chociaż wcale nie jestem przesądna, jednak uważam, że to już nie są zwykłe przypadki. Wiem, wiem, teraz to już karykaturalnie przesadzam, ale to tak specjalnie, bo nie mam nic do zarzucenia mojemu życiu. Przeszłam dzisiaj długą drogę. Kilka razy od szkoły, a później musiałam i tak jeszcze zahaczyć o sklep komputerowym, gdzie oddałam mój (i brata ;p)sprzęt do naprawy.
Świetny był jakiś młody, którego pierwszy raz na oczy widziałam. Jechał sobie na rowerze, poptarzył się na mnie i zarzucił 'fajna jesteś'. Reszta tego dnia była cudowna. Miałam okazję pochodzić wreszcie w letnio-wiosennych ubraniach, a do tego jeszcze to spotkanie. Humor już do końca był idealny.
Nie miałam dzisiaj okazji zrobić niektórych rzeczy, jakie miałam w planach, ale myślę, że nic się nie stanie jeśli odłożę je na później albo w ogóle z nich zrezygnuję. A co do czwartego podejścia liczę na dobry (jak najlepszy!)wynik. Może tym razem wreszcie się udało?
Musi, musi, musi, musi, musi być najlepsza pogoda w Hiszpanii! Ja natomiast zajmę się przeszukiwaniem książek i odnajdywaniem miejsc akcji. Przekartkuję "Cień wiatru", ponieważ tam było mnóstwo różnych lokalizacji, które po prostu muszę zobaczyć.
Już teraz będę tęsknić za tymi wszystkimi, których nie będzie ze mną przez te 10 dni. Zdążymy się jeszcze spotkać, prawda? To jest obowiązkowe!
Tak, o Tobie też myślę. Zwłaszcza o Tobie :)
SweetPear

środa, 27 kwietnia 2011

Reino de España

Jak w tytule. Niecierpliwie czekam na wyjazd do kraju byków, torreadorów, najlepszych klubów piłkarskich. Moim osobistym celem wycieczki jest również poznanie ojczyzny Carlosa Ruiza Zafóna. Największe znaczenie ma dla mnie jednak mój sekretny zamiar, niestety nie wyjawię go. Nie mogę się doczekać wizyty w kraju, który zasłynął z Pucharu Króla, FC Barcelony, Realu Madryt i wygranych mistrzostw w RPA. Szykuję już rzeczy, które muszę zabrać i uczę się podstawowych zwrotów po hiszpańsku. Sprawdziłam nawet jaki język jest najbardziej popularny w kraju. Jest to kastylijski, czyli, dla nas Polaków, hiszpański.
Dzisiaj byłam na zakupach z przyjaciółką. Niestety druga nie mogła iść, ale na pocieszenie dla niej powiem, że nie kupiłam nic poza miętowymi lodami z czekoladą ;) A mogłam jednak wziąć ten cytrynowy sorbet.
Znowu zastanawiam się nad moją dalszą edukacją. Może Kraków będzie najlepszy? W mojej głowie jest istny mętlik! Na nic ostatnio nie potrafię się zdecydować. Wybiorę jeden wariant - zaczynam zastanawiać się, czy ten drugi nie był może bardziej odpowiedni? Muszę wziąć się w garść i skończyć z tym użalaniem się nad sobą. Pora zacząć pracę nad sobą, bo przecież aktualny stan nie może trwać w nieskończoność.
Najdziwniejsze jest to, że moje decyzje są z jednej strony popierane, z drugiej całkowicie ganione. Czas to zmienić albo przestać słuchać tych sprzecznych ze sobą osądów. Najlepiej byłoby gdybym żyła tak jak ja chcę, ale groziłoby mi wtedy zupełne odosobnienie i prędzej czy później zdziwaczałabym. Wizja wręcz pustelniczej samotności jest dość przerażająca.
Koniec już z tym, życzę miłego dnia.
SweetPear

środa, 13 kwietnia 2011

The Scientist

Piosenka z tytułu cały czas chodzi mi po głowie.
'tell me your secrets and ask me your questions, oh lets go back to the start
running in circles, coming in ta-les, heads are a science apart'

Oglądnęłam teledysk i muszę powiedzieć, że mnie bardzo wzruszył. Nie, nie aż tak bardzo, żebym miała płakać, ale odezwała się we mnie ta refleksyjna część, która zastanawia się nad losem innych. Myślę teraz o wszystkim. Uczę się grać akustyczną wersję na gitarze. Może znajdę wersję też na fortepian?
Rozpływam się w moich snach. Niby nic złego się nie dzieje, ale jednak nie wszystko idzie po mojej myśli. To znaczy w każdym wypadku mogłoby być lepiej. Denerwuje mnie to, że staję się typowym Polakiem i ciągle narzekam na wszystko! Muszę z tym skończyć.
Pogoda robi mi na złość. Patrząc dzisiaj rano w okno, liczyłam na to, że w końcu gdzieś z kimś się wybiorę. Niestety z czasem robiło się coraz gorzej, aż w końcu zrezygnowałam z jakichkolwiek planów i postawiłam na nieproduktywne siedzenie w domu. Może i nie byłoby tak źle, gdybym wzięła się za coś praktycznego (lepszego niż słuchanie muzyki, rozwiązywanie zagadek i uczenie się piosenek), ale nie. Nie próbowałam nawet. Trochę posprzątałam u siebie, ale to minimalny wkład w to, co powinnam zrobić.
Może jutro będzie lepiej? Oby.
SweetPear

sobota, 9 kwietnia 2011

Chcę dobrej pogody!

Napiszę petycję do Słońca, żeby świeciło nad Polską ciut mocniej, do wiatru, żeby przestał tak zachłannie wiać, a do chmur, żeby nie zatrzymywały się tak długo nad naszą okolicą. Mam nadzieję, że to coś da, bo nie mogę się już doczekać lepszej pogody. Ostatnio całkiem dużo się u mnie działo, naprawdę.
We czwartek byłam na biegach przełajowych (innymi słowy ściganie się po lesie). Dowiedziałam się, że to będzie sztafeta strasznie późno, ale poszło całkiem nieźle. Jestem z siebie dumna :) Jeszcze nigdy nie starałam się aż tak bardzo i jeszcze nigdy nie byłam tak usatysfakcjonowana dzięki swojemu trudowi włożonemu w jak osiągnięcie jak najlepszych wyników. Muszę przyznać, że konkurencja była ostra, ale towarzystwo całkiem przyjemne. Kibicowałam swojej drużynie, chociaż dopiero wtedy, kiedy odzyskałam siły. Płeć przeciwna lepiej poradziła sobie, ale to pewnie dzięki temu dopingowaniu ;P Byłam strasznie zmęczona. W tej chwili nadal mam zakwasy i ciężko jest mi siedzieć w miejscu, a kiedy się śmieję lub kaszlę boli wszystko mnie boli.
Chwilą odpoczynku było dla mnie siedzenie na przystanku. Pełne skupienie nad łamigłówkami "Sudoku". Tak się oddałam temu zajęciu, że aż nie wiedziałam co się dzieje koło mnie. Dopiero kiedy usiadł koło mnie chłopak ze szkoły odzyskałam pełną świadomość. Przeprowadziłam dzisiaj ciekawe dochodzenie w związku z wczorajszym dniem. Oby więcej takich chwil. Zobaczymy co się stanie w przyszłości. Kasia, życz mi powodzenia :D
Ogólnie próbuję ułożyć sobie wszystko to, co się dzieje. Komputer mi padł, więc będzie ciężko przeżyć weekend. Może wyjdę gdzieś na pizzę? Po wygranym zakładzie na pewno ^^
SweetPear

sobota, 26 marca 2011

Tendencja wzrostowa mojego nastroju

Ostatnio naprawdę czuję sporą poprawę. Czego? Po prostu wszystkiego! Udaje mi się dostać do informacji, których wcześniej nikt mi nie chciał udzielić. Ogólnie jestem szczęśliwa ponad poziom, a przecież nic takiego w moim życiu się nie wydarzyło. Przestałam rozpatrywać moją całą przeszłość. Nikt i nic nie jest w stanie zaburzyć mojej samooceny. Dodam, że jest wprost cholernie wysoka. Spróbowałam sobie ostatnio wyobrazić prawdopodobną przyszłość. Myśl, że już teraz musiałabym się rozstać z osobami, za którymi tak przepadam i bez których nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, przeraża mnie. Obawiam się, że to, co mnie czeka, może okazać się zbyt trudne do przejścia. Życie nie jest grą, w której czyta się instrukcje i wpisuje kody. O ile łatwiejsze byłoby ludzkie istnienie, gdyby takie drobne oszustwa pomagałyby. W takim razie, czy w świecie kodów i instrukcji, czy takie zachowanie byłoby nieuczciwe i niemoralne? Nie ważne, muszę zejść wreszcie na ziemię, bo tylko bym 'gdybała'...
Czy osoba, do której nic nie czuję może stać się dla mnie kimś ważnym? Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Dzisiaj był 'Dzień otwarty'. Mam nadzieję, że szybko zobaczę zdjęcia ;) Dopięłam zasłonki i liczę na to, że to będzie strzał w dziesiątkę. Czy ja mam jakieś skłonności do opieki nad dziećmi? Może odziedziczyłam to po mamie (oby nie!)? Ile starych i nowych twarzy dzisiaj zobaczyłam. Mam nadzieję, że w przyszłości będę jeszcze je widzieć.
Co jest lepsze? Laptop czy stancjonarny komputer? Właśnie przeżywam ten dylemat, bo mam zamiar oszczędzać na kupno jednego z nich, ale ciągle nie mogę się zdecydować, na który. Może wreszcie wymyślę co jest lepsze? Muszę zakupić sobie kamerkę internetową albo ostatecznie od kogoś pożyczyć. Życzę Wam wszystkim dobrej końcówki dnia i przyjemnej nocy.
SweetPear

piątek, 18 marca 2011

Czym dla Ciebie jest ojczyzna?

Pewne osoby ucieszą się, a przynajmniej tak myślę, widząc, że mam nowy wpis na blogu. Przepraszam, ale ciążyło nade mną jakieś fatum przeszkadzające w dodaniu kolejnych notek. Nawet jeśli to sobie ubzdurałam, to i tak miałam dosyć wystarczającego pecha.
Ostatni tydzień minął mi całkiem szybko. Dziwne jest tęsknić za kimś, kogo się słabo zna. Ciągle nie mogę zrozumieć w jaki sposób działa to u mnie. Moje myśli skupione są cały czas na jednym i tym samym. Aktualnie jestem wyczerpana psychicznie i fizycznie, mogę też dodać, że emocjonalnie, bo przechodzę właśnie moment sporu rozumu z sercem. Mam nadzieję, że weekend pomoże mi doładować moją potencjalną energię. Sobota zapowiada się naprawdę ciekawie. Muszę zastanowić się, co mam zamiar robić w życiu. Może sobotni wyjazd do Krakowa wskaże mi drogę, którą chciałabym podążać.
Sporo zajęć wzięłam na swoje barki, ale dzięki temu zaczęłam rozumieć niektóre osoby, mimo tego, że wcześniej się im dziwiłam. Jaki nasz świat jest dziwny. Nie mogę się skupić na niczym konkretnym. Opatruję swoje rany po wszystkich wyrządzonych szkodach.
Zastanawiam się nad moim patriotyzmem. Czy ja jestem prawdziwym Polakiem? Czy, gdyby była taka potrzeba, potrafiłabym się poświęcić dla ojczyzny? Mówię "tak", bo wiem, że taka odpowiedź jest prawidłowa, ale gdyby jednak przyszło mi ginąć, czy bez zawahania zgodziłabym się na taką śmierć?
Pozdrawiam wszystkich, którzy mają swoją ścieżkę życiową i nie żałują, że podążyli właśnie nią. Chciałabym, żeby i mnie kiedyś dostąpiła taka jasność umysłu. Moim marzeniem jest spełnienie życzeń, ale to, czego tak naprawdę pragnę na długo zostanie tajemnicą. Taki stan rzeczy jest właśnie najbardziej odpowiedni - zatajenie imaginacji. Spowoduje to, że sama, swoimi siłami spełnię swoje marzenia i nikt inny nie będzie mógł mi ich zabrać.
SweetPear

sobota, 12 lutego 2011

Wyimaginowany problem

Mam ostatnio taki mętlik w głowie... Niby wszystko, czego wcześniej chciałam, spełnia się, ale nie wiem, czy jestem na to gotowa. Powoli zaczynam stawać się osobą, którą jako dziecko nie chciałam się nigdy stać. To jak labirynt, z którego jest kilka wyjść, a każde prowadzi do innego miejsca. Ja chyba wybrałam to złe. Rozmawiam cały czas z jedną osobą i czuję, że mogłoby być coś więcej i zaczyna to do mnie docierać, ale jestem świadoma także przeszkód, których, jak na normalny albo niestandardowy związek, jest stanowczo za dużo. Ja nie chciałam, żeby to tak wyglądało. Powstrzymywałam się, ale człowiek jest słaby i naiwny.
Czy związek na odległość jest możliwy? Tak, taki cudowny, udany, zupełnie jak na filmach. Zawsze w to wierzyłam, że nie ma takiej rzeczy, która mogłaby przeszkodzić prawdziwej miłości. Takie hasła są całkiem dobre, ale do czasu, kiedy samemu nie znajdzie się w takiej sytuacji i nie popatrzy prawdzie w oczy. Ile ja bym dała za umiejętność czytania ludziom w myślach!
Dzisiaj wybieram się do przyjaciółki. Mam nadzieję, że dalej będzie zadowolona z tego, że mam zamiar ją odwiedzić. Super, że jej rodzice zaproponowali wziąć mnie ze sobą. Nie mogę się doczekać! Potrzebuję towarzystwa osoby, która nie będzie narzekać na to, co robię albo co już zrobiłam. Aż nawet z trudem mi się siebie słucha - jak ja pieprzę. A mówiłam, że nie mam żadnych problemów. Taa, trzeba było sobie właśnie samemu stworzyć... Ale czemu akurat takie?! Właśnie odzywa się we mnie dusza prawdziwego Polaka. Za chwilę dojdzie do tego, że będę nałogowo wypijać litry wódki. I to jest właśnie życie na poziomie. Poziomie poniżej zera...
Sweet Pear

piątek, 4 lutego 2011

Wróciłam ze Słowacji :)

We wtorek byłam pociągiem w Krakowie, ściślej w Galerii Krakowskiej. Jak mogłabym nie skorzystać z wyprzedaży? Pochodziłam po różnych sklepach. Wymarzyłam sobie już urodzinowy prezent. Tatuś kupi 'tabakową' sukieneczkę, tak, tak. Moja rodzicielka wydała swoje cenne pieniądze, żeby mnie uszczęśliwić i kupiła bluzkę, która oczywiście na początku mi się nie podobała, ale po tym, jak ją przymierzyłam, mogę szczerze powiedzieć, że "nie opuszczę Cię aż do śmierci". Jak zwykle byłam zadowolona, w końcu uwielbiam jeździć pociągami, a w takim towarzystwie to tym bardziej. Wróciłam dosyć późno, ale naprawdę warto było.
We środę byłam na gorącej czekoladzie z Panną J. Czekałam na przystanku i patrzyłam na kompletnie nieudolną "L-kę" i śmiałam się sama do siebie. Jakaś kobieta na przystanku zapytała czy mam już prawo jazdy. Ja skonsternowana spojrzałam na nią i odpowiedziałam, że to jeszcze nie ten wiek. Ona zdziwiona oznajmiła mi, że myślała, że mam już więcej niż 18 lat. Uśmiechnęłam się w myślach. Czemu wmawiacie mi, że też mam obsesje? Ja mam zdrowe podejście do wszystkiego, o mnie się nie martwcie. W kawiarence, czy jak inaczej to nazwać, przy ul. 29 listopada siedziałam z przyjaciółką i piłam jedną z najlepszych, jakie dotychczas miałam okazję próbować, gorącą czekoladę. Muszę kiedyś kogoś zabrać w to miejsce, bo naprawdę atmosfera tam jest po prostu niesamowicie niezwykła.
Dzisiaj byłam na nartach na Słowacji. Było wspaniale! Stok idealnie przygotowany. Warunki pogodowe były cudowne. Temperatura -10'C i dość porywisty wiatr u góry stoku zmroziły mi palce u rąk, ale dwie pary rękawiczek pomogły trochę złagodzić ból. Słońce świeciło delikatnie i nie było mgły. Dzięki temu można było zobaczyć dokładny zarys Tatr. Na stoku prawie w ogóle nie było ludzi. Trasa nie jest nawet porównywalna z tym koszmarem jaki jest w bardzo popularnej Białce Tatrzańskiej. Różnica warunków w Białce i na tym stoku (nie podam nazwy, bo nie chcę, żeby to się kiedykolwiek zmieniło!)to wielka przepaść. Wypiłam wyśmienitą gorącą czekoladę z bitą śmietaną posypaną cynamonem i choć tej przyprawy nie lubię to ten smak trafił w mój gust. Dodam, że podał mi ją całkiem ekhm... interesujący pan. Jak on ładnie mówił po polsku, z takim fajnym słowackim akcentem ;) Od razu przypomniało mi się przejście graniczne między Polską a Ukrainą. To było dosyć nietypowe doświadczenie. Ukraińcy pytali mnie o różne rzeczy, jak na wywiadzie. Czy ja wyglądam podejrzanie?! Polacy natomiast przywitali mnie całkiem przyjemnie, pomimo mojego zdjęcia w paszporcie. Dodam, że było robione jak miałam pięć lat, więć raczej troszkę się zmieniłam od tego czasu ;) Bezcenna była ich mina, kiedy patrzyli co chwilę na mój paszport i na mnie. A Wy się dziwicie, że mogłabym przeżyć te wakacje jeszcze raz?
Sweet Pear

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Basen

Właśnie wróciłam z basenu. Popływałam i poobserwowałam innych ludzi, a oni pooglądali mnie. Całkiem dobrze się bawiłam. Nie wiedziałam, że w okolicy mieszkają tak interesujący ludzie (czyt. chłopcy, na których warto zawiesić oko ;). Posiedziałam chwilę w saunie. Przetestowałam dwie różne. Wcześniej, jeszcze przed basenem, w moim domu, nauczyłam małą dziewczynkę grać jakieś kawałki na pianinie. "Gumisie", "Pat i kot" i "Pada Śnieg". Przypomniały mi się moje początki. W sumie nie mam czego żałować, bo bez Szkoły Muzycznej na pewno byłabym teraz inną osobą, a kto wie czy nie gorszą. Momentami tęsknie zwłaszcza za dwoma nauczycielkami. Zauważyłam, że w moim życiu dużą rolę odgrywa ostatnio liczba '2'. Ciekawe dlaczego? Niestety nie dowiem się, bo nie będę prowadzić śledztw. Szkoda na to czasu.
Mój pokój wreszcie wygląda normalnie i można powiedzieć, że jest przejrzysty :P Jestem z siebie dumna, bo rozwiązywałam zadania z gramatyki niemieckiej. Zastanawiam się teraz czym się zająć. Czytam przyjemne komentarze, a jedne z tych, które najbardziej lubię, to te pisane przez mojego kuzyna. Pozdrawiam. Ferie zaczęłam sportowo. Wczoraj łyżwy, dzisiaj basen, a jutro? Zacznę biegać albo zjeżdżać na sankach xD Padłam po dzisiejszej rozmowie, jeśli to chociaż można tak nazwać. Ktoś do mnie zadzwonił, jakiś numer, którego nie miałam w kontaktach. Odebrałam, a tu: "Halo? Dzień dobry. Chciałbym przeprowadzić z panią ankietę". Zaczęłam się śmiać, bo od razu poznałam głos kolesia, który do mnie dzwonił. Skonsternowany G. (nie będę ujawniać szczegółowych danych tego kolegi ;P)nic się nie odzywał. Ja nie mogłam przestać się śmiać, ale w końcu zaczęłam udawać, że nie wiem co jest grane i powiedziałam, żeby zaczął tą ankietę. Krótkie "yy" i rozłączył się. Nie minęło nawet 5 minut, a zadzwonił drugi raz. Tym razem on się śmiał, ale mówił dalej. Poza tym doczekałam się jeszcze jednej rozmowy, ale już łączył się ze swojego numeru. Później dostałam sms-a z podpisem od właściciela komórki. Jak mogłabym sobie tego numeru nie zapisać? Pozdrawiam obu kolegów i życzę dalszych sukcesów w żartach przez telefon! :* :D Oby tak dalej. Za dobrze znam Was i Wasze głosy :)
Sweet Pear

niedziela, 30 stycznia 2011

Zima

Uczę się jeździć na łyżwach. Miałam je już 3 raz w życiu na nogach i o mało co się nie zabiłam. W jakiegoś faceta wleciała dziewczyna i przewrócił się tak, że aż zadrżał lód, a tam, gdzie leżał, był ślad krwi. Nie ma to jak dalsze próby po takim widoku... No tak, uwzięłam się i przez to nogi mnie bolały. Najlepiej powiedzieć, że to wszystko przez złe łyżwy. Szkoda, że nie ma przy mnie pewnej osoby. Naprawdę tęsknię. Muszę się wreszcie wybrać z Justyną na gorącą czekoladę. Chętnych do dodatkowego towarzystwa proszę o kontakt ;) Wszyscy mile widziani :D Po drodze z Oświęcimia słuchałam radia - "Eksperci wykazali, że prowadzenie samochodu jest najbardziej śmiertelną czynnością w życiu". Tu przypomniały mi się słowa mojego taty, które gdzieś tam kiedyś słyszał. "Życie jest najbardziej niebezpieczne. W 100% kończy się śmiercią".
Byłam u przyjaciółki. Jak ja chcę już lata! Oglądałyśmy razem filmiki z wakacji. Czasami mam ochotę cofnąć czas. Ciągle rozpamiętuję złe wydarzenia z ubiegłego roku. Nie potrafię przestać. To jest jak koszmar, który śni się co noc i nie ma się na niego żadnego wpływu. Dobrze, że są osoby, które potrafią wyciągnąć mnie z dołka, a nawet chcą to zrobić. Jednym z tych ludzi jest właśnie ta przyjaciółka. Uwielbiam ją, bo lubi mój głos jak śpiewam The Cranberries - Zombie. Trzeba się jakoś dowartościować. Przy okazji nauczyłam ją akordów do akompaniamentu :)
Teraz próbuję doprowadzić mój pokój do idealnego stanu. Słucham radia i nie wiem jaka to jest stacja, ale nawet pasują mi grane przez nią kawałki. Jestem w szoku, że taka banalna piosenka potrafi mi wejść w głowę i nie chcieć z niej wyjść. Po prostu jedno słowo: "Hello".
Sweet Pear

sobota, 29 stycznia 2011

Ferie

I kto nie cieszy się z ferii, które od dzisiaj zaczęły się w małopolsce i kilku innych województwach? Znam jedną taką osobę... Nie zdążyłam się z nią nawet pożegnać, a całe wolne od szkoły i nawet dłużej spędzi w szpitalu. Mam nadzieję, że prezent od nas się spodobał. Dodam, że jej urodziny wypadają właśnie w tym czasie. Ja od dzisiaj zaczynam sumienne przygotowania do konkursu z niemieckiego. Ciekawe co mi z tego wyjdzie...
Na przystanku nie było nikogo ciekawego. Tkwiłam na tej ławce i czekałam na zbawienie, którym był ukochany (i jeszcze czego?)autobus. Nie miałam wyboru - musiałam wsiąść, żeby wrócić wreszcie do domu. Po drodze zobaczyłam starego znajomego. Jak ja lubię, kiedy nikt mnie nie poznaje :) Oczywiście pisząc 'nikt' mam na myśli ludzi, których nie chcę, żeby mnie poznawali... Cały czas zastanawiam się nad strojem na szkolną dyskotekę. Za kogo się przebrać? Najbardziej konkretna była propozycja 'za Indiankę'. Czy pasuje mi taki kostium? Ta, wielki dylemat.
Dzisiaj odbierałam materiał na spódnicę. Jak będzie gotowa zobaczymy jak ja w tym czymś wyglądam. Jak to mówią 'ładnemu we wszystkim ładnie' - tu okaże się w końcu czy jestem ładna ;) Taki żółty kolor jak kwitnące słoneczniki. Przynajmniej przypomina mi lato i wyjadanie pestek od sąsiada. Przy okazji życzę mu udanej kariery sportowca, w szczególności piłkarza.
Nie mogę się doczekać Walentynek. Święto dla zakochanych, prawda? Nie wysłałam żadnej kartki. Nikomu. Pod pretekstem, że nie mam dla kogo wysyłać. W sumie to nieprawda, bo ktoś na pewno by się znalazł... Zaczynam wierzyć w romantyczną miłość do końca życia. Pieprzę te wszystkie smęty o wojnach, kłótniach i problemach na świecie. Od teraz żyję własnym życiem, w którym nie będzie miejsca na bzdety, z którymi nic nie można zrobić. Odcinam się od przeszłości, zwłaszcza tej źle kończącej się dla mnie.
Sweet Pear

czwartek, 27 stycznia 2011

ZKKM

Po dzisiejszym dniu nie mam już na nic siły, łącznie z tym wpisem na blogu. Pierwsza lekcja cudownie zaczęta - kartkówką z biologii. W głowie cały czas mi siedzi piosenka o miodku :P, czyli 'Sugar! Honey, honey. You're my candy girl!'. Później w-f i cuuuuuudowna gra w 2 ognie. Uwielbiam grać z ludźmi, którzy słuchają tego, co im próbuję powiedzieć. Ale przynajmniej w drugiej turze mogłam sobie pogadać i posiedzieć. Na fizyce był mix, który całkiem mi się podobał. Pasuje mi siedzenie tam, gdzie dzisiaj byłam. Nastrój poprawił mi się dopiero na polskim, kiedy już miałam przepisaną całą notatkę z religii (bo pani zachciało się dzisiaj zebrać zeszyty). Jakbym mocno nie próbowała - nie potrafię zachować kamiennej twarzy na lekcjach z panią U., to po prostu niemożliwe! "Zemsta będzie słodka." No właśnie. A ja muszę napisać kryminał. Na przystanku krótka rozmowa z kolegą, która od razu przywróciła uśmiech mojej twarzy. Co jest w tym człowieku, że prawie w ogóle go nie znam, a w tak krótkim czasie potrafi mnie pocieszyć? Niewielu jest takich ludzi, a tym bardziej niewielu takich znam. W autobusie olałam kogoś na kim mi zależy, można powiedzieć, że właśnie tego kolegę... Dlaczego? Głupie pytanie! Bo zachciało mi się pisać ten kryminał, a jak coś piszę nic nie może hamować mojej weny. Kolega hamowałby. Jak? Po prostu za dobrze mi się kojarzy, a ja chcę w tym kryminale stworzyć jak najbardziej mroczne postaci. Wszystko na co patrzyłam, zważywszy na porę roku, wprowadzało mnie w melancholijny stan. Zaczęłam ostatnio słuchać dziwnej muzyki. Teraz myślę co mogłam zrobić inaczej, niż zrobiłam. Lista jest za długa. Brakuje mi ostatnio tego optymizmu, którego miałam nadmiar po wakacjach. Swoją drogą nie mogę się doczekać następnych, bo ostatnie były wyjątkowo udane :) Marzę o temperaturach +30 i wypadami nad Sosinę. Narazie nacieszę się jedynie feriami. Czy chwaliłam się już, że jestem finalistką? Od dzisiaj możecie na mnie mówić 'kujon', bo teraz nim będę.
Sweet Pear

wtorek, 25 stycznia 2011

Cześć

Witam Was wszystkich na moim blogu, który postanowiłam założyć dzisiaj ze względu na bardzo interesujące wydarzenia, które mnie spotkały (ironia). Mój brat rozchorował się i musiałam być sama w szkole. Cieszę się, że ostatnio mam lepiej zahartowany organizm i rzadziej zapadam na różnego rodzaju choroby. Muszę się wreszcie zebrać i skończyć "Zemstę"... Nie jestem nigdy w stanie przeczytać od razu czegoś nowego, po tym jak wcześniej skończyłam zagłębianie się w książkę, która mnie zachwyciła. Tą lekturą był "Cień Wiatru", której autorem jest Carlos Luiz Zafon. Polecam wszystkim tę książkę. Mnie osobiście zapierało dech w piersi, kiedy odkrywałam kolejne strony tego nietypowego, w porównaniu do innych dzieł, które czytałam, tworu człowieka. Jak dla mnie jest to niepowtarzalna książka. Znając życie, mówię to na wyrost, ale i autor jest również niezastąpiony. Bardzo mi się spodobał barwny język, jakiego używa w książce. Co prawda to, co czytam to przekład z hiszpańskiego, jednak czuję, że mimo to zostało dużo wkładu oryginalnego autora. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o pisarzu, który tak mnie zachwycił. Zupełnie tak jak główny bohater książki, Daniel Sempre. Co za ironia losu albo zamierzona manipulacja Zafona - zachowałam się tak, jak postępował Daniel. Wczułam się w historię jego życia z wielkimi emocjami. Nie będę już więcej opowiadać, bo jeszcze zdradzę treść tej wspaniałej książki, a właśnie to jest w niej najlepsze, że do ostatniego zdania okrywa ją tajemnica. Zagadka, którą ma do rozwiązania Daniel Sempre. Każde następne wydarzenie jest powiązane z całą odkrywaną historią. Zachęcam więc do przeczytania.
A właśnie! Dostałam nową ksywkę dzisiaj w szkole. Pewnie będzie tak do mnie mówić parę osób :) Oby to byli ci ludzie, na których mi zależy. Swoją drogą nie mogę się skupić, bo mnie szczypie ręka po wf-ie, ale i tak niektórzy będą mówić, że dramatyzuję i przesadzam, bo to małe zadrapanie. Ja swoje wiem! Rzeczywiście malutkie... :) ale poudawać trzeba!
P. S. Czy wiedzieliście, że gdybyście byli jednym na milion w Chinach to byłoby 1000 ludzi takich jak wy? :D

Sweet Pear