poniedziałek, 31 stycznia 2011

Basen

Właśnie wróciłam z basenu. Popływałam i poobserwowałam innych ludzi, a oni pooglądali mnie. Całkiem dobrze się bawiłam. Nie wiedziałam, że w okolicy mieszkają tak interesujący ludzie (czyt. chłopcy, na których warto zawiesić oko ;). Posiedziałam chwilę w saunie. Przetestowałam dwie różne. Wcześniej, jeszcze przed basenem, w moim domu, nauczyłam małą dziewczynkę grać jakieś kawałki na pianinie. "Gumisie", "Pat i kot" i "Pada Śnieg". Przypomniały mi się moje początki. W sumie nie mam czego żałować, bo bez Szkoły Muzycznej na pewno byłabym teraz inną osobą, a kto wie czy nie gorszą. Momentami tęsknie zwłaszcza za dwoma nauczycielkami. Zauważyłam, że w moim życiu dużą rolę odgrywa ostatnio liczba '2'. Ciekawe dlaczego? Niestety nie dowiem się, bo nie będę prowadzić śledztw. Szkoda na to czasu.
Mój pokój wreszcie wygląda normalnie i można powiedzieć, że jest przejrzysty :P Jestem z siebie dumna, bo rozwiązywałam zadania z gramatyki niemieckiej. Zastanawiam się teraz czym się zająć. Czytam przyjemne komentarze, a jedne z tych, które najbardziej lubię, to te pisane przez mojego kuzyna. Pozdrawiam. Ferie zaczęłam sportowo. Wczoraj łyżwy, dzisiaj basen, a jutro? Zacznę biegać albo zjeżdżać na sankach xD Padłam po dzisiejszej rozmowie, jeśli to chociaż można tak nazwać. Ktoś do mnie zadzwonił, jakiś numer, którego nie miałam w kontaktach. Odebrałam, a tu: "Halo? Dzień dobry. Chciałbym przeprowadzić z panią ankietę". Zaczęłam się śmiać, bo od razu poznałam głos kolesia, który do mnie dzwonił. Skonsternowany G. (nie będę ujawniać szczegółowych danych tego kolegi ;P)nic się nie odzywał. Ja nie mogłam przestać się śmiać, ale w końcu zaczęłam udawać, że nie wiem co jest grane i powiedziałam, żeby zaczął tą ankietę. Krótkie "yy" i rozłączył się. Nie minęło nawet 5 minut, a zadzwonił drugi raz. Tym razem on się śmiał, ale mówił dalej. Poza tym doczekałam się jeszcze jednej rozmowy, ale już łączył się ze swojego numeru. Później dostałam sms-a z podpisem od właściciela komórki. Jak mogłabym sobie tego numeru nie zapisać? Pozdrawiam obu kolegów i życzę dalszych sukcesów w żartach przez telefon! :* :D Oby tak dalej. Za dobrze znam Was i Wasze głosy :)
Sweet Pear

niedziela, 30 stycznia 2011

Zima

Uczę się jeździć na łyżwach. Miałam je już 3 raz w życiu na nogach i o mało co się nie zabiłam. W jakiegoś faceta wleciała dziewczyna i przewrócił się tak, że aż zadrżał lód, a tam, gdzie leżał, był ślad krwi. Nie ma to jak dalsze próby po takim widoku... No tak, uwzięłam się i przez to nogi mnie bolały. Najlepiej powiedzieć, że to wszystko przez złe łyżwy. Szkoda, że nie ma przy mnie pewnej osoby. Naprawdę tęsknię. Muszę się wreszcie wybrać z Justyną na gorącą czekoladę. Chętnych do dodatkowego towarzystwa proszę o kontakt ;) Wszyscy mile widziani :D Po drodze z Oświęcimia słuchałam radia - "Eksperci wykazali, że prowadzenie samochodu jest najbardziej śmiertelną czynnością w życiu". Tu przypomniały mi się słowa mojego taty, które gdzieś tam kiedyś słyszał. "Życie jest najbardziej niebezpieczne. W 100% kończy się śmiercią".
Byłam u przyjaciółki. Jak ja chcę już lata! Oglądałyśmy razem filmiki z wakacji. Czasami mam ochotę cofnąć czas. Ciągle rozpamiętuję złe wydarzenia z ubiegłego roku. Nie potrafię przestać. To jest jak koszmar, który śni się co noc i nie ma się na niego żadnego wpływu. Dobrze, że są osoby, które potrafią wyciągnąć mnie z dołka, a nawet chcą to zrobić. Jednym z tych ludzi jest właśnie ta przyjaciółka. Uwielbiam ją, bo lubi mój głos jak śpiewam The Cranberries - Zombie. Trzeba się jakoś dowartościować. Przy okazji nauczyłam ją akordów do akompaniamentu :)
Teraz próbuję doprowadzić mój pokój do idealnego stanu. Słucham radia i nie wiem jaka to jest stacja, ale nawet pasują mi grane przez nią kawałki. Jestem w szoku, że taka banalna piosenka potrafi mi wejść w głowę i nie chcieć z niej wyjść. Po prostu jedno słowo: "Hello".
Sweet Pear

sobota, 29 stycznia 2011

Ferie

I kto nie cieszy się z ferii, które od dzisiaj zaczęły się w małopolsce i kilku innych województwach? Znam jedną taką osobę... Nie zdążyłam się z nią nawet pożegnać, a całe wolne od szkoły i nawet dłużej spędzi w szpitalu. Mam nadzieję, że prezent od nas się spodobał. Dodam, że jej urodziny wypadają właśnie w tym czasie. Ja od dzisiaj zaczynam sumienne przygotowania do konkursu z niemieckiego. Ciekawe co mi z tego wyjdzie...
Na przystanku nie było nikogo ciekawego. Tkwiłam na tej ławce i czekałam na zbawienie, którym był ukochany (i jeszcze czego?)autobus. Nie miałam wyboru - musiałam wsiąść, żeby wrócić wreszcie do domu. Po drodze zobaczyłam starego znajomego. Jak ja lubię, kiedy nikt mnie nie poznaje :) Oczywiście pisząc 'nikt' mam na myśli ludzi, których nie chcę, żeby mnie poznawali... Cały czas zastanawiam się nad strojem na szkolną dyskotekę. Za kogo się przebrać? Najbardziej konkretna była propozycja 'za Indiankę'. Czy pasuje mi taki kostium? Ta, wielki dylemat.
Dzisiaj odbierałam materiał na spódnicę. Jak będzie gotowa zobaczymy jak ja w tym czymś wyglądam. Jak to mówią 'ładnemu we wszystkim ładnie' - tu okaże się w końcu czy jestem ładna ;) Taki żółty kolor jak kwitnące słoneczniki. Przynajmniej przypomina mi lato i wyjadanie pestek od sąsiada. Przy okazji życzę mu udanej kariery sportowca, w szczególności piłkarza.
Nie mogę się doczekać Walentynek. Święto dla zakochanych, prawda? Nie wysłałam żadnej kartki. Nikomu. Pod pretekstem, że nie mam dla kogo wysyłać. W sumie to nieprawda, bo ktoś na pewno by się znalazł... Zaczynam wierzyć w romantyczną miłość do końca życia. Pieprzę te wszystkie smęty o wojnach, kłótniach i problemach na świecie. Od teraz żyję własnym życiem, w którym nie będzie miejsca na bzdety, z którymi nic nie można zrobić. Odcinam się od przeszłości, zwłaszcza tej źle kończącej się dla mnie.
Sweet Pear

czwartek, 27 stycznia 2011

ZKKM

Po dzisiejszym dniu nie mam już na nic siły, łącznie z tym wpisem na blogu. Pierwsza lekcja cudownie zaczęta - kartkówką z biologii. W głowie cały czas mi siedzi piosenka o miodku :P, czyli 'Sugar! Honey, honey. You're my candy girl!'. Później w-f i cuuuuuudowna gra w 2 ognie. Uwielbiam grać z ludźmi, którzy słuchają tego, co im próbuję powiedzieć. Ale przynajmniej w drugiej turze mogłam sobie pogadać i posiedzieć. Na fizyce był mix, który całkiem mi się podobał. Pasuje mi siedzenie tam, gdzie dzisiaj byłam. Nastrój poprawił mi się dopiero na polskim, kiedy już miałam przepisaną całą notatkę z religii (bo pani zachciało się dzisiaj zebrać zeszyty). Jakbym mocno nie próbowała - nie potrafię zachować kamiennej twarzy na lekcjach z panią U., to po prostu niemożliwe! "Zemsta będzie słodka." No właśnie. A ja muszę napisać kryminał. Na przystanku krótka rozmowa z kolegą, która od razu przywróciła uśmiech mojej twarzy. Co jest w tym człowieku, że prawie w ogóle go nie znam, a w tak krótkim czasie potrafi mnie pocieszyć? Niewielu jest takich ludzi, a tym bardziej niewielu takich znam. W autobusie olałam kogoś na kim mi zależy, można powiedzieć, że właśnie tego kolegę... Dlaczego? Głupie pytanie! Bo zachciało mi się pisać ten kryminał, a jak coś piszę nic nie może hamować mojej weny. Kolega hamowałby. Jak? Po prostu za dobrze mi się kojarzy, a ja chcę w tym kryminale stworzyć jak najbardziej mroczne postaci. Wszystko na co patrzyłam, zważywszy na porę roku, wprowadzało mnie w melancholijny stan. Zaczęłam ostatnio słuchać dziwnej muzyki. Teraz myślę co mogłam zrobić inaczej, niż zrobiłam. Lista jest za długa. Brakuje mi ostatnio tego optymizmu, którego miałam nadmiar po wakacjach. Swoją drogą nie mogę się doczekać następnych, bo ostatnie były wyjątkowo udane :) Marzę o temperaturach +30 i wypadami nad Sosinę. Narazie nacieszę się jedynie feriami. Czy chwaliłam się już, że jestem finalistką? Od dzisiaj możecie na mnie mówić 'kujon', bo teraz nim będę.
Sweet Pear

wtorek, 25 stycznia 2011

Cześć

Witam Was wszystkich na moim blogu, który postanowiłam założyć dzisiaj ze względu na bardzo interesujące wydarzenia, które mnie spotkały (ironia). Mój brat rozchorował się i musiałam być sama w szkole. Cieszę się, że ostatnio mam lepiej zahartowany organizm i rzadziej zapadam na różnego rodzaju choroby. Muszę się wreszcie zebrać i skończyć "Zemstę"... Nie jestem nigdy w stanie przeczytać od razu czegoś nowego, po tym jak wcześniej skończyłam zagłębianie się w książkę, która mnie zachwyciła. Tą lekturą był "Cień Wiatru", której autorem jest Carlos Luiz Zafon. Polecam wszystkim tę książkę. Mnie osobiście zapierało dech w piersi, kiedy odkrywałam kolejne strony tego nietypowego, w porównaniu do innych dzieł, które czytałam, tworu człowieka. Jak dla mnie jest to niepowtarzalna książka. Znając życie, mówię to na wyrost, ale i autor jest również niezastąpiony. Bardzo mi się spodobał barwny język, jakiego używa w książce. Co prawda to, co czytam to przekład z hiszpańskiego, jednak czuję, że mimo to zostało dużo wkładu oryginalnego autora. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o pisarzu, który tak mnie zachwycił. Zupełnie tak jak główny bohater książki, Daniel Sempre. Co za ironia losu albo zamierzona manipulacja Zafona - zachowałam się tak, jak postępował Daniel. Wczułam się w historię jego życia z wielkimi emocjami. Nie będę już więcej opowiadać, bo jeszcze zdradzę treść tej wspaniałej książki, a właśnie to jest w niej najlepsze, że do ostatniego zdania okrywa ją tajemnica. Zagadka, którą ma do rozwiązania Daniel Sempre. Każde następne wydarzenie jest powiązane z całą odkrywaną historią. Zachęcam więc do przeczytania.
A właśnie! Dostałam nową ksywkę dzisiaj w szkole. Pewnie będzie tak do mnie mówić parę osób :) Oby to byli ci ludzie, na których mi zależy. Swoją drogą nie mogę się skupić, bo mnie szczypie ręka po wf-ie, ale i tak niektórzy będą mówić, że dramatyzuję i przesadzam, bo to małe zadrapanie. Ja swoje wiem! Rzeczywiście malutkie... :) ale poudawać trzeba!
P. S. Czy wiedzieliście, że gdybyście byli jednym na milion w Chinach to byłoby 1000 ludzi takich jak wy? :D

Sweet Pear