sobota, 12 lutego 2011

Wyimaginowany problem

Mam ostatnio taki mętlik w głowie... Niby wszystko, czego wcześniej chciałam, spełnia się, ale nie wiem, czy jestem na to gotowa. Powoli zaczynam stawać się osobą, którą jako dziecko nie chciałam się nigdy stać. To jak labirynt, z którego jest kilka wyjść, a każde prowadzi do innego miejsca. Ja chyba wybrałam to złe. Rozmawiam cały czas z jedną osobą i czuję, że mogłoby być coś więcej i zaczyna to do mnie docierać, ale jestem świadoma także przeszkód, których, jak na normalny albo niestandardowy związek, jest stanowczo za dużo. Ja nie chciałam, żeby to tak wyglądało. Powstrzymywałam się, ale człowiek jest słaby i naiwny.
Czy związek na odległość jest możliwy? Tak, taki cudowny, udany, zupełnie jak na filmach. Zawsze w to wierzyłam, że nie ma takiej rzeczy, która mogłaby przeszkodzić prawdziwej miłości. Takie hasła są całkiem dobre, ale do czasu, kiedy samemu nie znajdzie się w takiej sytuacji i nie popatrzy prawdzie w oczy. Ile ja bym dała za umiejętność czytania ludziom w myślach!
Dzisiaj wybieram się do przyjaciółki. Mam nadzieję, że dalej będzie zadowolona z tego, że mam zamiar ją odwiedzić. Super, że jej rodzice zaproponowali wziąć mnie ze sobą. Nie mogę się doczekać! Potrzebuję towarzystwa osoby, która nie będzie narzekać na to, co robię albo co już zrobiłam. Aż nawet z trudem mi się siebie słucha - jak ja pieprzę. A mówiłam, że nie mam żadnych problemów. Taa, trzeba było sobie właśnie samemu stworzyć... Ale czemu akurat takie?! Właśnie odzywa się we mnie dusza prawdziwego Polaka. Za chwilę dojdzie do tego, że będę nałogowo wypijać litry wódki. I to jest właśnie życie na poziomie. Poziomie poniżej zera...
Sweet Pear

piątek, 4 lutego 2011

Wróciłam ze Słowacji :)

We wtorek byłam pociągiem w Krakowie, ściślej w Galerii Krakowskiej. Jak mogłabym nie skorzystać z wyprzedaży? Pochodziłam po różnych sklepach. Wymarzyłam sobie już urodzinowy prezent. Tatuś kupi 'tabakową' sukieneczkę, tak, tak. Moja rodzicielka wydała swoje cenne pieniądze, żeby mnie uszczęśliwić i kupiła bluzkę, która oczywiście na początku mi się nie podobała, ale po tym, jak ją przymierzyłam, mogę szczerze powiedzieć, że "nie opuszczę Cię aż do śmierci". Jak zwykle byłam zadowolona, w końcu uwielbiam jeździć pociągami, a w takim towarzystwie to tym bardziej. Wróciłam dosyć późno, ale naprawdę warto było.
We środę byłam na gorącej czekoladzie z Panną J. Czekałam na przystanku i patrzyłam na kompletnie nieudolną "L-kę" i śmiałam się sama do siebie. Jakaś kobieta na przystanku zapytała czy mam już prawo jazdy. Ja skonsternowana spojrzałam na nią i odpowiedziałam, że to jeszcze nie ten wiek. Ona zdziwiona oznajmiła mi, że myślała, że mam już więcej niż 18 lat. Uśmiechnęłam się w myślach. Czemu wmawiacie mi, że też mam obsesje? Ja mam zdrowe podejście do wszystkiego, o mnie się nie martwcie. W kawiarence, czy jak inaczej to nazwać, przy ul. 29 listopada siedziałam z przyjaciółką i piłam jedną z najlepszych, jakie dotychczas miałam okazję próbować, gorącą czekoladę. Muszę kiedyś kogoś zabrać w to miejsce, bo naprawdę atmosfera tam jest po prostu niesamowicie niezwykła.
Dzisiaj byłam na nartach na Słowacji. Było wspaniale! Stok idealnie przygotowany. Warunki pogodowe były cudowne. Temperatura -10'C i dość porywisty wiatr u góry stoku zmroziły mi palce u rąk, ale dwie pary rękawiczek pomogły trochę złagodzić ból. Słońce świeciło delikatnie i nie było mgły. Dzięki temu można było zobaczyć dokładny zarys Tatr. Na stoku prawie w ogóle nie było ludzi. Trasa nie jest nawet porównywalna z tym koszmarem jaki jest w bardzo popularnej Białce Tatrzańskiej. Różnica warunków w Białce i na tym stoku (nie podam nazwy, bo nie chcę, żeby to się kiedykolwiek zmieniło!)to wielka przepaść. Wypiłam wyśmienitą gorącą czekoladę z bitą śmietaną posypaną cynamonem i choć tej przyprawy nie lubię to ten smak trafił w mój gust. Dodam, że podał mi ją całkiem ekhm... interesujący pan. Jak on ładnie mówił po polsku, z takim fajnym słowackim akcentem ;) Od razu przypomniało mi się przejście graniczne między Polską a Ukrainą. To było dosyć nietypowe doświadczenie. Ukraińcy pytali mnie o różne rzeczy, jak na wywiadzie. Czy ja wyglądam podejrzanie?! Polacy natomiast przywitali mnie całkiem przyjemnie, pomimo mojego zdjęcia w paszporcie. Dodam, że było robione jak miałam pięć lat, więć raczej troszkę się zmieniłam od tego czasu ;) Bezcenna była ich mina, kiedy patrzyli co chwilę na mój paszport i na mnie. A Wy się dziwicie, że mogłabym przeżyć te wakacje jeszcze raz?
Sweet Pear