niedziela, 24 lipca 2011

Poznań :)

Byłam w Poznaniu, tylko na 4 dni, ale zawsze tam chciałam pojechać. Zastanawiam się teraz, dlaczego? Może to naciskanie na wartość sentymentalną koziołków na wieży ratusza, którym byłam otoczona już od czasu podstawówki? W sumie Poznań jest miastem, które bardzo mi się spodobało. Mieszkałam blisko Starego Rynku, na ul. Wronieckiej. Walizkę było ciężko toczyć po tej kamiennej dróżce, ale na szczęście nie ja musiałam to robić ;) Tak, to z mojego pomysłu wybraliśmy się właśnie tam. Pozwiedzaliśmy mnóstwo miejsc, naprawdę wartych zobaczenia. Droga trwała około 7 godzin. Pociągiem oczywiście i pomimo tych narzekań na Polskie Koleje, byłam zadowolona, że spóźnił się na naszą stację docelową tylko kilkanaście minut :) Pogoda do podróży była idealna, bo ani nie padało (a wg prognoz miało lać!), ani nie było upałów, więc tak w sam raz. Przyznam się, że kocham jazdę pociągiem, stąd ten czas nie był dla mnie tak trudny do wytrzymania. W pierwszy dzień pochodziliśmy trochę i poznawaliśmy miasto, oczywiście pomalutku (mówiąc metaforycznie, bo w rzeczywistości gnaliśmy jak szaleni)odkrywaliśmy kolejne zakątki.
Drugiego dnia zobaczyliśmy Pałac w Rogalinie i Zamek w Kórniku. Pałac był czymś pięknym, do wszystkich zwiedzających dochodziły myśli, że jest większy nawet od Łańcuta, jednak, jak się okazało, wcale tak nie było. Odrestaurowany, czeka jedynie na wykończenie. Zamek w Kórniku nie zachwycił mnie aż tak. Po pierwsze - strasznie niemiła obstawa. Taaak, mówię obstawa, bo nie wiem jak to inaczej nazwać. Panie, które krzywo patrzą się na wszystkich i wyglądają, jakby musiały tu stać za darmo i uśmiechać się do ludzi, chociaż nawet nie próbowały wykrzywić twarzy na ten kształt... Nazwa też mnie strasznie zirytowała - Kórnik - nienawidzę błędów ortograficznych, a jak widzę takie nazwy to mi się śmiać chce :P
W trzeci dzień zostaliśmy w Poznaniu, ale nie można powiedzieć, że to było lenistwo. 6 godzin na przejście 6 wystaw muzealnych to wielkie osiągnięcie. Byłam też na tych słynnych Jeżycach, które były głównym miejscem akcji książek Małgorzaty Musierowicz. Pierwszą książką tej autorki, jaką przeczytałam była "Kłamczucha". Ciekawe dlaczego?
Ostatni dzień był dosyć pechowy. Nie dość, że nogi padały mi ze zmęczenia, to jeszcze miałam nastrój do bani. Podczas drogi powrotnej pociągiem siedział na przeciwko mnie całkiem przystojny, powiem, że nawet w moim stylu (brązowe oczy :D) facet/chłopak. W zasadzie nie wiem. Później dołączyła się jakaś grupa, zdaje mi się, Holendrów. Ogólnie to jestem bardzo zadowolona z wyjazdu, zwłaszcza, że polubiłam książki Terrego Prattcheta (jeśli zrobiłam błąd w nazwisku, przepraszam).
Zakochałam się w Dywanie :)
P. S. Za tydzień mijają już 3 miesiące :(
SweetPear

sobota, 16 lipca 2011

Po premierze

Hmm... No tak... Byłam na tak długo wyczekiwanym przeze mnie filmie. O czym mowa? Oczywiście o Harry'm Potter'rze (czy jak się to pisze :)). Zdałam sobię sprawę z tego, że ta premiera wcale nie była taka, jakiej oczekiwałam. Myślałam, że po obejrzeniu nie będę chciała wyjść z sali kinowej. Tak się nie stało. Być może to producenci i reżyser zawalili całą sprawę tworząc coś, co nie nadaje się już tylko dla fanów młodego czarodzieja, ale jest przeznaczone dla mas. Po przeczytaniu książki żałowałam, że ta opowieść już się skończyła. To było smutne. Ten film podniósł mnie na duchu i utwierdził w przekonaniu, że "Harry Potter i więzień Azkabanu" to najlepsze dzieło z całej serii. Może to jednak nie jest wina producentów? Może wszystkie części od początku były nastawione na zysk i komercję, tylko ja po prostu dojrzałam do tego, aby wreszcie to zobaczyć? Może jestem już za duża na marzenia o magii, smokach i czarach? Żadne z przypuszczeń nie poprawia mi nastroju. Zdaję sobie sprawę, że z każdym rokiem jestem starsza. Z upływem czasu spada na mnie coraz więcej obowiązków. Kiedy skończy się ta presja wywierana przez cały świat (tak, nie jestem na tyle ograniczona, żeby zwalać całą winę tylko i wyłącznie na media i polityków)? Dopiero u kresu życia. Kiedy nie będzie się już liczyć nic, tak jak u małego dziecka, które cieszy się każdą chwilą i zachwyca nawet najdrobniejszą rzeczą.
Życzę wszystkim żyjącym w nieustannym ruchu, żeby potrafili zatrzymać się na chwilę. Pomyśleć nad życiem i jego sensem. Zrozumieć, że jest się otaczanym codziennie przez tyle pięknych chwil. Nigdy nie należy przestawać wierzyć. Wierzyć w cuda.
SweetPear

czwartek, 14 lipca 2011

Lato, lato! :)

W pełni korzystam z temperatur, które nieustannie funduje nam teraz nasz klimat. Aktywnie i mniej aktywnie spędzam czas. Zaraz pójdę się opalać. Jutro idę na premierę "Harry'ego Potter'a i Insygniów Śmierci cz.II". Mam nadzieję, że ten film mile mnie zaskoczy.
Wczoraj pływałam, opalałam się i korzystałam z życia, krótko mówiąc. Zastanawiam się tylko, czemu dawne wydarzenia wracają do mnie? Przecież nie będzie już reaktywacji, jak w X-men'ach. To, co było, minęło i nic na to nie da się poradzić. Możliwe, że niektóre rzeczy można było zrobić lepiej. Przecież nie ma człowieka, który nie chciałby poprawić żadnego wydarzenia w swoim życiu. Ja postanowiłam pogodzić się z losem i odpuścić rozpamiętywanie. Wiem, wiem, użalam się nad sobą, ale osoby o moim pokroju osobowości po prostu tak mają. Zaakceptujcie to.
Jestem dziewczyną, która szuka chłopaka na całe życie. Do śmierci. Oczywiście, nie byle jakiego. Cenię w przedstawicielach płci silniejszej poczucie humoru, dystans do siebie, elegancję i ostatnio romantyzm. Wierzę w cuda i w to, że spotkam kogoś, kogo będę kochać, nawet jeśli nie będzie spełniał tych bezsensownych warunków. Pragnę osoby, która pokocha we mnie naturalność i której będę mogła zaufać. Szukam kogoś, kto będzie o mnie dbał i nigdy mnie nie zlekceważy. Jaka ja jestem żałosna! Wierzę w ideały, za szybko się angażuję, łatwo ufam ludziom, co niektórzy biorą za naiwność...
Chcę, żeby ludzie zaczęli traktować mnie na serio. Nie jestem kłębkiem kurzu, na który niektórzy mają alergię. Nie jestem wrakiem człowieka. Jestem młodą dziewczyną z perspektywami, ambicjami i nie do końca określonym planem na życie. Pogódźcie się z tym i zaufajcie mi, tak jak ja ufam Wam.

SweetPear