poniedziałek, 31 października 2011

Dirty Dancing

Czym dla Ciebie jest życie i śmierć? Zastanawialiście się kiedyś, po co tak właściwie istniejecie? Dlaczego świat wygląda tak, a nie inaczej? Jaka wartość jest najważniejsza? Czemu życie kończy się śmiercią? Ja myślę nad tym cały czas. Wciąż szukam drogi, która będzie prowadziła mnie do lepszego życia. Wielkie słowa, ale co one tak naprawdę znaczą? Lepsze życie - dla każdego jest czymś innym. Jedni chcą bogactwa, inni popularności, władzy, przyjaciół, samotności (lub nie)i można tak wymieniać w nieskończoność...
     Jaki sens jednak mają wartości ziemskie, skoro i tak kiedyś się skończą? Życie to najbardziej niebezpieczne zajęcie. W 100% przypadków kończy się śmiercią. Ten troszkę zabawny żarcik opowiedział mi kiedyś mój tata. Śmiałam się, ale w tym jednym, niepozornym żarcie przemycona jest filozofia. Bardzo dziwne są te moje wywody :) Co ma żart do sensu ludzkiej egzystencji? Dla ignorantów nic. Kiedyś trzeba umrzeć i na pewno nigdy nie będzie się do końca na to gotowym. Są jednak ludzie, którzy mimo ziemskiej śmierci, tak naprawdę nie odeszli ze świata. Przykładem jest choćby taki Ikar, prawda? Juliusz Cezar, Hitler, Napoleon, Homer... Czy to nie sprytne, że swoim życiem pokierowali tak, iż istnieją nadal? Ich ciało umarło, ale dusza i osiągnięcia są wieczne.
    Tak w sumie to ja jestem zadowolona z siebie. Coraz rzadziej spotykam się z tym, że nie zrobiłam wszystkiego, żeby coś osiągnąć. Wypruwam z siebie flaki, ale powoli zaczyna to dawać jakieś skutki :) Jak się cieszę! Momentami mam wrażenie, że wzbijam się wysoko w przestworza :D Zapewne niedługo czeka mnie upadek i podejrzewam, że będzie bolesny, ale póki co korzystam ze szczęścia i napawam się nim tak bardzo jak narkoman ostatnią działką. Moje porównania jak zwykle są bardzo obrazowe, ale sądzę, że da się do tego przyzwyczaić.
  
Wracam do korzeni. Stare filmy, stara muzyka, dzieciństwo. Uważam, że moje życie jest dość interesujące. Nie potrafię o nim za dużo opowiadać, ale przeżyłam już całkiem dużo doświadczeń. Na koniec jakaś rada ode mnie. Wiara w siebie i w swoje możliwości jest najważniejsza. Nie można się zrażać. Nie pozwólcie, żeby ktoś wmawiał Wam, że coś się nie uda, jeśli Wy w to wierzycie. Każdy człowiek ma swoją wartość.
SweetPear

sobota, 29 października 2011

Upadek Ikara

Dzisiaj tak całkiem inaczej, z racji tego, że jestem świeżo po konkursie z polskiego, targają mną wszelakie emocje, kolejny raz nie udało mi się dostać tej upragnionej '5' z historii, pomimo godzin spędzonych nad podręcznikami i notatkami, ale za to mogę się poszczycić sukcesami z matematyki (chociaż w ocenach i z niej nie wychodzi mi do końca tak, jak powinno [tak, tak, mam 4])- udało mi się przejść do rejonu. Jestem z siebie bardzo dumna, za niedługo będzie to podchodzić pod narcyzm, ale trudno. Czeka mnie teraz mnóstwo pracy. Chyba jest ze mną coś nie tak, bo żeby mnie zadowolić wystarczy 1,79 zł wydane na donuta :)
To może tekst utworu Jacka Kaczmarskiego (polecam posłuchanie piosenki - tytuł w temacie notki). Zaznaczone zdanie chyba stanie się moim mottem.
 
Pług rozgryza grudy bure
Karnie dźwiga brzemię wół
Szumne drzewa rosną w górę
Szumne rzeki płyną w dół
Tłustą ziemią oracz kroczy
Płytki w niej odciska ślad
Całym światem jego oczu
Ociężały wołu zad.
Odurzone nieba skalą
Morze marszczy się beztrosko
Z migotliwą tańczy falą
Białe piórko z kroplą wosku.
 
Wodzi kręty szlak wędrowca
Wąwozami w cieniu wzgórz
Wodzi pasterz bierne owce
Pod nożyce i pod nóż
W płynnym świetle oddalenia
Drży niepewny siebie cel
Miasto blasku, port wytchnienia
Szmaragd, błękit, róż i biel.
Odurzone nieba skalą
Morze marszczy się beztrosko
Z migotliwą tańczy falą
Białe piórko z kroplą wosku.
 
Mrówczy ruch na wantach statku
W słońce godzi masztu grot
Nie rozmyśla o upadku
Kto na rychły liczy wzlot

Lśnienie płaszczyzn nie zna granic
Dla bezliku dróg i miejsc
Nie zagląda w głąb otchłani
Kogo żagiel niesie w rejs.
Odurzone nieba skalą
Morze marszczy się beztrosko
Z migotliwą tańczy falą
Białe piórko z kroplą wosku.
 
Śpiewa pasterz, beczy owca,
Klaszczą żagle, stęka wół.
Fala dźwiga tors żaglowca,
Drzewa - w górę, rzeki - w dół.
Nad urwiskiem gnie się gałąź,
Znieruchomiał na niej ptak:
Ptasim wzrokiem objął całość
Lecz - nie pojął jej i tak.
Porażone nieba skalą
Morze cierpnie gęsią skórką...
Z migotliwą znika falą
Z kroplą wosku martwe piórko.
SweetPear

poniedziałek, 24 października 2011

Wiara czyni cuda

Żyję zamknięta w swoim małym światku marzeń. Nie dopuszczam do siebie myśli, że coś mogłoby pójść nie tak. Wierzę w miłość i inne wartości. Próbuję żyć tak, żeby na starość móc popatrzeć na siebie, przypomnieć sobie to, co było i być dumną.
Wiara czyni cuda. Wiara czyni cuda. Wiara czyni cuda. Podobno mózg ludzki nie zapamiętuje słowa "nie" :) A przynajmniej nie tak łatwo jak "tak". Moje wypowiedzi specjalnie są tak dziwnie skonstruowane. To dziwne, ale po prostu mnie to bawi. Po co chować swoje myśli i uczucia w środku? Zaczynam się obnażać psychicznie. Doprawdy, jestem psychologiczną ekshibicjonistką - zaczynam to robić dla zabawy. Szczerze mówiąc, myślę, że już dawno powinnam trafić "do czubków". Osatecznie być całkowicie odizolowaną od społeczeństwa.
Jakimś niespodziewanym trafem jeszcze nie jestem. Powtarzam sobie niektóre rzeczy po kilka razy, ślepo wierząc, że mają sens. To jeden z moich kaprysów. Za miesiąc, może dwa mi się znudzi.
Dlaczego ja jestem taka zmienna? Przecież dużo łatwiej jest być cały czas tą samą osobą o stałych poglądach, stałych marzeniach, stałych uczuciach, stałych myślach, stałych ocenach i celach. Jak zwykle na przekór wszystkim. To zaczyna być już bardziej na pokaz i denerwuje mnie to, że nad tym nie panuję. Buntownik z wyboru... Może to tak jak w tym filmie - strach przed możliwościami lub brak wartości w życiu? Czasem dobrze uświadomić sobie, co jest najważniejsze. To wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Jak wybrać sobie odpowiednią ścieżkę życia?
Odnawianie kontaktów ze starymi znajomymi jest strasznie pracochłonne, ale warto :)
Życzę wszystkim, aby potrafili dojrzeć w życiu to, co dobre, nie zrażali się niepowodzeniami i wierzyli. Wiara czyni cuda.
SweetPear

niedziela, 23 października 2011

Zostawcie nas

Staję się coraz bardziej nerwowa, a nie wiem, czym jest to spowodowane. To nie przemęczenie i inne kłamstwa wciskane mi przez ludzi. Jak można być tak naiwnym? 37,2 - bardzo sprzyjająca temperatura. Na pewno pomoże mi to w nauce, odpoczynku i tym wszystkim, co muszę i chcę zrobić. Zadziwiające jest, ile rzeczy istnieje na tym świecie, które zwykle podziwiałam z zapartym tchem, a teraz nawet nie mogę na nie patrzeć, bo ogarnia mnie odraza. Może to nie wszyscy się zmieniają, tylko ja? Czy da się nie zauważyć, czegoś tak wyraźnego? Ach... Nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo chciałabym przestać żyć w iluzji, kłamstwie i świecie, który z jednej strony stoi przede mną otworem, a z drugiej nie daje żadnych możliwości. Bycie niezrozumianym filozofem jest naprawdę fajne. Szkoda tylko, że nie dochodzę do żadnych wniosków. Myślę, myślę i myślę, a nic z tego myślenia nie wychodzi. Co zrobić, żeby piękny statek nie płynął dalej do portu przeznaczenia?
Nie wierzcie ludziom, którzy mówią, że im wszystko (lub nic)w życiu wychodzi. Większość z nich to pozerzy, którzy starają się zwrócić na siebie uwagę pustymi zdaniami, w żaden sposób nie związanymi z rzeczywistością. Jestem świadoma tego, że są także wyjątki, z resztą jak od każdej reguły.
my zazdrościliśmy
roślinom i kamieniom
zazdrościliśmy psom

Inspiruję się Tadeuszem Różewiczem. Nie wiem dlaczego, ale w pewien sposób czuję wyjątkową więź łączącą mnie z nim. Dla tych, którzy nie znają mnie wystarczająco - drugie zdanie wcale nie mówi o poecie.
zostawcie nas

SweetPear

poniedziałek, 17 października 2011

Bunt

Czy warto sprzeciwiać się innym? Walczyć o dobro absolutne? W imię czego całe poświęcenie? Bunt. Czasami chciałabym, żeby moje życie nie było tak przesiąknięte konformizmem. Jednak zgadzam się na o wiele więcej rzeczy, niż myślałam. Jak to możliwe? Jak można uważać się za indywidualistkę i zarazem zachowywać wszelkie normy przyjęte w społeczeństwie? Nie potrafię zmusić samej siebie do buntu. Chciałabym potrafić ryzykować tak, jak kiedyś. Bez działania nie ma korzyści. Bez prób i błędów nic się nie osiągnie.
Przeczytałam dzisiaj kilka różnych felietonów Jacka Kaczmarskiego. Największe wrażenie wywarły na mnie słowa:
"I dlatego często myślę o tym i boję się, aby na starość nie obejrzeć się wstecz i nie ujrzeć samych niespełnionych marzeń i nadzei."

Ludzie często zapominają o wartościach w swoim życiu. Ich istnienie ogranicza się do podstawowych czynności. Coraz mniej współczucia, zainteresowania się drugą osobą. Po co patrzeć na innych? "Liczę się ja, moje życie i moje potrzeby. Nikt nie jest mi potrzebny." Mogłoby się zdawać, że to indywidualizm i dochodzi do paradoksu. Muszę ułożyć sobie w głowie opinie na nurtujące mnie zagadnienia.
Za niedługo zacznie się dla mnie czas ważnych decyzji. Co robić w życiu? Jak się zachowywać? Czy lepsze będzie to czy to? Wybory, które wpłyną na bieg całego życia i nie będzie już odwołania. Nie ma opcji 'reset', żeby cofnąć się do momentu rozwidlenia scieżki i podążyć dla odmiany odpowiednią. Szkoda, czasami naprawdę żałuję, że od wyborów nie będzie odwrotu. Może jednak warto zaryzykować w życiu? Ktoś ciągle mnie do tego inspiruje, ale co robić, kiedy się nie jest pewnym? Zaczynam czuć się jak Knox Overstreet ze "Stowarzyszenia Umarłych Poetów". Czy można zacząć czuć coś do kogoś, kogo się prawie w ogóle nie zna?
SweetPear

sobota, 15 października 2011

Schemat

I jak się dołować przy tak dobrym nastroju? Bardzo się cieszę, bo wreszcie zaczeły mi się udawać niektóre rzeczy. Mimo to, niestety, nie umiem już myśleć szablonowo, tak jak kiedyś. Zastanawiam się jak ja napiszę testy na koniec szkoły, bo wiedzy nie przybywa, a możliwości maleją. Jak to możliwe być dobrym z matematyki a jednocześnie robić coraz gorsze błędy? Denerwuje mnie to, że wszędzie wymagają od nas konkretnego postępowania. Odejście od normy wiąże się z pomyłką. Czytając "Buszującego w zbożu", a następnie "Stowarzyszenie Umarłych Poetów", doszłam do wniosku, że chcę coś zmienić. Nie mam zamiaru być wiecznie ganiona za indywidualność. Czy drobne odejście od klucza jest błędem?
Czuję się całkiem dobrze. Uświadomiłam sobie, że jest masa ludzi, których powinnam przeprosić. Za co? Różne powody. Jak się na to zebrać? Hmm... Nieciekawie. Od czego i kogo zacząć? Czy jest ktoś chętny, kto pomoże mi znaleźć odpowiedzi na te pytania? Mam nadzieję, że tak :) Ogólnie to ja zadaję strasznie dużo pytań, więc lepiej się do tego przyzwyczaić.
Mam wyrzuty sumienia, że nigdy nie powiedziałam niektórym osobom tego, co myślę. Jak można zamartwiać się czymś, czego nie ma? Tak, trzeba być mną. Dociera do mnie, że marnuję zbyt wiele chwil życia. Niepotrzebnie. Niewskazane wręcz jest moje zachowanie. Uświadomiłam sobie ostatnio, że życie jest za krótkie na chowanie się po kątach, ciągły strach i brak jakiegokolwiek celu. Mam zamiar sformułować sobie jasno i wyraźnie drogę, którą chcę podążać.
Przepraszam.
Serdecznie, szczerze, niewymuszenie, z własnej woli chciałam przeprosić Kasię. Wiem, że czasem mówię niepotrzebne rzeczy, ale nigdy nie chciałam Cię w żaden sposób urazić. Nie denerwuj się tak na mnie i doceń dobre chęci :)
P. S. Na następny raz mów, kiedy Ci coś przeszkadza. Nie obiecuję, że to zmienię w 100%, ale postaram się.
4 miesiące i 14 dni - tak nie może być.
Trwają prace nad odbudową mojej samooceny, popracuje ktoś nad tym ze mną?
SweetPear

niedziela, 9 października 2011

Skinny love

Dlaczego ludzie przechodzą załamania? Bo w życiu nie zawsze wszystko układa się po ich myśli. Dlaczego się tak dzieje? Nie wiadomo. Od urodzenia po prostu jesteśmy przyzwyczajeni i nikt nawet nie próbuje
tego zmienić. Jak? Nie da się. Moje życie jest na zmianę pasmem niepowodzeń i szęścia. Na tym etapie przeżywam ten lepszy okres, chociaż dowiedziałam się dzisiaj czegoś, co niekoniecznie chcę przyjąć do wiadomości. Oszukuję sama siebie. Chcę czy nie chcę? Zależy od nastroju... Jestem ostatnio okropnie wrażliwa. Zastanawiam się, kim jest "niepoprawna romantyczka"? Przeczytalam odpowiedź traktującą ten temat dość wyraźnie - "kobieta, do której nie dociera, że faceci to idioci". Po części się z tym stwierdzeniem zgadzam. Jestem właśnie romantyczką, z każdym dniem coraz bardziej kruchą i rozmarzoną. Częściej niż dawniej kieruję się uczuciami. Wszystko zaczyna mieć dla mnie symboliczne znaczenie. Marzę o cudownym księciu, dla którego będę ideałem. O kimś, kto będzie przynosił mi kwiaty, pocieszał, wspierał, pouczał. Chcę kogoś, kto będzie przy mnie duchem i ciałem oraz nigdy nie opuści. Wiem, że wydaję się być wyjątkowo naiwna. Wielu ludzi sądzi, że mam jeszcze czas na taką miłość, ale ja nie chcę czekać. Nie liczy się dla mnie nic, poza prawdziwym uczuciem. To jest mój główny temat rozmyślań, to jest to, za czym tęsknię i czego pragnę. Co do buntu i systemu, który narzucają nam bezustannie, uważam, że nadszedł czas na zmiany. Nie dam sobą manipulować. Nie poddam się bez walki i utrzymam swój kręgosłup moralny.

Dlaczego nie? Dlaczego nie spróbować być kimś innym? Tak na momencik.

 Kolejna z tych 'anemicznych' piosenek, których ostatnio słucham:

wtorek, 4 października 2011

Maraton życia

Jaki sens ma życie bez celu? Zaczynam odczuwać zmęczenie. Wszyscy mówią, że za dużo na siebie wzięłam. To nieprawda. Wszystko udałoby się bez problemu, gdyby nie wypadki losowe i niespodziewane zdarzenia. Nie planowałam choroby. Nie brałam pod uwagę odpowiedzi na lekcji. Nie myślałam o tym, że akurat dopadnie mnie chandra.
Moje życie wcale nie jest idealne. Jest niezłe, ale nie tak, jak wydaje się innym. Każdy ma tajemnice, o których nigdy nikomu nie mówi. Nawet jeśli tylko podświadomie. Ludzie patrzą na mnie i uważają, że chcieliby być tacy jak ja. Widzą szczupłą osobę, bez kompleksów, spełniającą (według nich)akutalne kanony piękna, mającą dobrych znajomych i przyjaciół, uosabiająca większość cech, którymi można zainteresować przedstawicieli płci przeciwnej. To nieprawda. Moja wypowiedź specjalnie jest trochę przesadzona, żeby uzmysłowić wszystkim, którzy mnie idealizują, że to głupie. Nie jestem doskonała i świetnie zdaję sobie z tego sprawę.
Nie jestem nieśmiała, ale także nie jestem duszą towarzystwa. Męczy mnie ciągłe bycie w centrum zainteresowania, dlatego nawet nie próbuję do niego dotrzeć. Można pomyśleć, że chowam się z boku. Boję się. Czego? Sama nie wiem. Boję się, że to, co mam, w jednej chwili zniknie. Tak jak sen Kopciuszka z baśni, po wybiciu północy. Wbrew pozorom z infantylnych kreskówek i książek czytanych dzieciom "na dobranoc", można wynieść wiele wartości, a także wysnuć nowe myśli i spostrzeżenia na jakiś temat.
Czuję się jak Kopciuszek - jak zepchnięty na margines, przez swoje siostry, człowiek. Może ja jednak chciałabym być duszą towarzystwa, ale sama siebie okłamuję? Całe życie jest jedną wielką iluzją. Nie wiadomo co myśleć, robić, czuć. Czym się kierować? Czego słuchać? Kogo naśladować? A przede wszystkim: jakim być człowiekiem?
SweetPear