piątek, 30 grudnia 2011

Desperado

Jest lepiej, mimo że kakao nie było i nie wypiłam :) Za to oglądnęłam "Desperado" i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobał, oczywiście Antonio Banderas, chcociaż film też niczego sobie :D Odkurzyłam stare utwory, wzięłam się do pracy. Wczoraj zarwałam trochę nocy, gdyż wciągnęła mnie książka Goldinga.
Czy ja mam aż tak bardzo poprzestawiane w głowie? Nie da się tego chyba inaczej ująć. Tak, jak mówiłam - minęły 2 dni i już jest lepiej. Chyba mam już jakąś wiedzę o własnej psychice albo sama na nią wpływam. Obie wersje są prawdopodobne. Mniejsza z tym. Sprezentowana mi na Wigilię sukienka została wymieniona na całkiem inną. Mam nadzieję, że będzie podobać się innym tak samo jak mi. Byle nie przytyć za dużo, bo może okazać się za mała.
Jeszcze 2 dni i Sylwester. Wszyscy odliczają. Tik tak. Tik tak. Tik tak. Tik tak. Tik tak. Tik tak. Czy tylko ja odczuwam przepływ czasu w tak nieskoordynowany sposób? Tik tak. Raz wolno. Tik tak. Raz szybko. Tik tak. A ja wciąż czuję się, jakbym stała w miejscu. Nic się nie zmienia, ale wszystko znika.
Z okazji Sylwestra, bo nie wiem, czy będę miała jeszcze szansę, chciałabym życzyć Szczęśliwego Nowego Roku, udanych podboi miłosnych, sukcesów, akceptacji, ciepła, spełnienia marzeń, wytrwałości w dążeniu do celów, dotrzymywania obietnic, prawdy, jak najlepszych doświadczeń oraz zdrowia.
Bądźcie bezpieczni dla siebie i otoczenia, nie żartuję :)
Dobrej zabawy!
SweetPear

wtorek, 27 grudnia 2011

Debata Tischnerowska

Jak udawać wszechobecną radość? Próbuję zakończyć toczącą się w mojej głowie bitwę myśli. Nie mogę, nie potrafię, nie jestem w stanie się skupić. To chyba miłość. Dawno jej tu nie było. W słuchawkach wspaniałe dźwięki "Under the Bridge" RHCP. Ogarnęły mnie spokój, zaduma, melancholia. Mówiłam, że zakochana jestem pełna energii, pozytywnych myśli, chęci do wszystkiego i siły. Myliłam się. Bardzo. Kiedy myśli się i mówi o miłości, to nie bierze się nawet pod uwagę tej nieszczęśliwej. Ja brałam. Nie spodziewałam się, że jednak nie będzie choćby krzty szans na udany związek. Nigdy nie czułam się tak bardzo bezradna. Cholera. Pieprzyć miłość. Teraz "All I want for Christmas is you" w wykonaniu Michaela Buble. Czytam "Dogmat Chrystusa" Ericha Fromma. Specyficzny człowiek, dość dziwny. Dlaczego tacy ludzie doszukują się głębszego sensu we wszystkim, co się dzieje? Dla nich całość jest prawdą, jeśli wszystko do siebie pasuje. Poszczególne części całości są prawdą w jednej całości, fałszem w innej - jak pisał Leszek Kołakowski w "Debacie Tischnerowskiej". Całość jest fałszem, jeśli jakaś jej część do niej nie pasuje lub odwrotnie część jest fałszem, jeśli nie pasuje do całości.
Potrzebuję spotkania z kimkolwiek. Byle oderwać się choć na chwilę od przyziemnych spraw. Mam doła, definitywnie. Na nic zdają się teraz tłumaczenia. Jestem zamknięta na wszystkie nowości.
Cudowny Rod Stewart z jego coverem "I've got you under my skin". Rozluźniająca muzyka. 2 dni temu noc spędzona na płaczu w poduszkę. Skumulowane negatywne emocje wreszcie ze mnie wypłynęły, szkoda, że dosłownie. Zrobię sobie kakao, za dwa dni mi przejdzie.
SweetPear

sobota, 24 grudnia 2011

Merry Christmas, Everyone!

Dzisiaj wspaniały dzień. Jedni lubią go bardziej, inni mniej, a ja muszę przyznać, że to chyba mój ulubiony czas w roku :)
Z tej okazji chciałam wszystkim życzyć:
Zdrowia, szczęścia, pieniędzy (ale nie w nadmiarze, bo "co za dużo, to niezdrowo"), miłości, żebyście znaleźli osobę, z którą będziecie do końca życia cieszyli się każdym dniem, kochającej rodziny, spełnienia wszystkich marzeń, sukcesów, dobrej pogody, zarówno na zewnątrz, jak i w środku ;), radości, przyjaciół, na których można zawsze liczyć, jeszcze raz szczęścia, żebyście potrafili docenić to, co już macie, bo każdy został obdarzony czymś cudownym, co można wykorzystać dla dobra innych, aby nikt nie płakał i nie był smutny, chociaż wszyscy wiemy, jakie życie potrafi być trudne, aby każdy dzień był dla Was niesamowitym przeżyciem, żeby ludzie wokół byli przyjaźni i szczerzy, abyście radzili sobie z każdymi problemami i przeszkodami, mieli siłę do walki i pokonywania przeciwności, żebyście byli sobą, nie przejmowali się tym, co mówią inni i życzę Wam, spokoju, bo każdemu czasem jest potrzebny.
Wesołych Świąt! :)

SweetPear 207 dni i koniec

czwartek, 22 grudnia 2011

All I want for christmas is you

Nareszcie chwila ulgi. Cele osiągnięte, choć jeszcze parę niewinnych marzeń krąży po mojej naiwnej głowie. Uwaga, uwaga! Możecie być ze mnie dumni (lub nie), bo udało mi się dostać do finału konkursu z języka niemieckiego. Jestem strasznie zadowolona i wciąż nie mogę uwierzyć w swoje szczęście! To samo z wynikiem z języka polskiego - w najśmielszych snach nie sądziłam, że mogę zdobyć aż tyle punktów! Szczere ukłony dla tych, dzięki którym mi się to udało. Powiem, że do pewnego czasu (hmm... kiedy zaczął padać śnieg?), do soboty, byłam bardzo zadowolona z tegorocznej zimy. Nie było dla mnie problemem to, że nie musiałam myśleć o kozakach, które pewnie jak co roku będą największym koszmarem. Dlaczego w tych sklepach nie ma żadnych normalnych butów z wąską cholewką?! Tak to jest, gdy ma się stopy jak płetwonurek lub kangur, jak to dzisiaj ktoś powiedział :P Swoją drogą, ludzie wokół mnie są wyjątkowo mili :) Nie przeszkadzało mi w tej zimie to, że nie było mrozu, nie musiałam się ślizgać po chodnikach, moje ręce nie potrzebowały kilogramów kremu, żeby skóra nie pękała (tak, to też koszmar), nie trzęsłam się jak ktoś chory na epilepsję (z drugiej strony, jeśli wszyscy ludzie spełnialiby obietnice, to nie byłoby takie złe ;))i nie ryzykowałam tego, że mogę dostać śnieżką. Myślałam w ten sposób właśnie do dzisiaj. Przyznam, że to był dobry dzień, podczas którego doceniłam wartość i piękno otaczającego mnie świata. Wiem, brzmi to jak bełkot działacza nikomu-nieznanej-i-nigdy-niemożliwej-do-poznania-spółki-lub-zrzeszenia-lub-stowarzyszenia-czy-tam-klubu, ale naprawdę. Uwielbiam poranne krajobrazy, kiedy drzewa, puste pola i krzaki są pokryte cienką warstwą szronu, droga lekko lśni, a wschodzące Słońce rozświetla czubki roślin. Wszystko jest wtedy niewyobrażalnie piękne, wręcz wydaje się nienaturalne. Z resztą lubię surrealistyczne twory nie od dziś.
Pewne rzeczy się kończą, inne zaczynają. Nie potrafiłabym się przyjaźnić z kimś, kto mnie nie rozumie i nawet nie próbuje. A co do nowości to myślę, że wreszcie zaczynam czuć w sobie prawdziwego człowieka, nie takiego z papieru (odsyłam do piosenki Maryli Rodowicz - A my tak łatwopalni). Uświadomiłam sobie dzisiaj, że nie powinnam czekać, ale jednak zbyt trudno się przełamać. Chyba właśnie to jest mój problem - strach przed... wszystkim. Jak się zmienić? Może lepiej wcale?
Co mam robić? Chyba przestaję wierzyć w przyjaźń damsko-męską.
Nie chcę zawodu. To jest najgorsze - strach przed odrzuceniem.
SweetPear