piątek, 28 grudnia 2012

Survival of the dumbest

Czasami zadziwia mnie, do czego ludzie są zdolni.
"Gdyby facet miał telefon, tak jak poprzedni geniusz, nie musiałby udawać ptaka."
Myślę, że cytat z programu mówi sam za siebie :) Jakby tego nie było dość, znam też inne historyjki z opowieści nauczyciela. Może po prostu nie doceniam tych ludzi.
Śniło mi się, że dostałam płytę Maleńczuka, a niedługo potem spotkałam samego artystę. Ciekawe, co to oznacza? Być może po lekturze "Wstępu do psychoanalizy" uda mi się zrozumieć sny, choć sam Freud podkreślał na wstępie, iż jego wykłady nie służą całkowitemu zrozumieniu mechanizmów leczenia neurotycznie chorych, a jedynie wprowadzeniu w temat. Ciekawe, że autor tak kontrowersyjnych, jak na tamten czas, teorii, wypowiada się w ten sposób o swoim dziele.
Zaraz pojadę z bratem na pizzę. Ach, nie ma to jak odmiana po Wigilijnych potrawach, choć uszka to mogłabym jeść jeszcze długo. Żałuję, że nie jadłam w te święta krokietów babci. Są przepyszne! Powinnam popracować nad koncentracją na jednym temacie postu, ale jakoś nie potrafię się skupić, ponieważ dookoła jest tak wiele ciekawych rzeczy! Na przykład myślę o filmie, który wczoraj oglądałam. Była to "Emma" na podstawie książki Jane Austen. Nie podobała mi się. Jeśli kobiety w tamtych czasach były właśnie takie jak główna bohaterka, to niezmiernie się cieszę, że nie żyję w tamtych czasach. Owszem, byłoby to ciekawe doświadczenie, ale nie podoba mi się definicja moralności tamtych ludzi. Wyznaczanie partnera do małżeństwa swoim przyjaciółkom? Dwulicowość? Chociaż teraz też tak jest, to przynajmniej istnieje możliwość wyboru. Może po prostu przesadzam? W końcu nie mam pełnego oglądu na dane sprawy. Wracając do "Emmy", muszę stwierdzić, że już raczej do niej nie wrócę. Wolę bardziej współczesne filmy o miłości lub uniwersalne, a nie osadzone w danym czasie (XVIII lub XIXw.) i zamkniętej społeczności. Weźmy pod uwagę inny film, na przykład "Słodki listopad". Choć samo postępowanie bohaterów mi się nie podoba, to jednak całość wypada całkiem dobrze. Połączenie utworów grupy muzycznej Enya oraz wspaniałych ujęć dało niesamowity efekt. Tak się rozwodzę nad tym filmem, jakby był najlepszym, jakie widziałam. Nie jest. Najlepsze były "Wróg u bram""Upadek"i... (nie do zgadnięcia)"Zakochana złośnica", o której pisałam już nieskończoną przeliczalną ilość razy :) Może ten ostatni nie jest wybitnym dziełem filmografii, ale szybko poprawia mi nastrój. Zwłaszcza scena, w której Heath Ledger zaczyna śpiewać dla Katariny i moment po niej.

Już muszę się zbierać. Przydałoby się chociaż przebrać, skoro wychodzę do ludzi. Ileż można siedzieć w zwykłych dżinsach i męskiej (choć należy do mnie :))koszuli w paski?
Czekam na "smacznego".
SweetPear

środa, 26 grudnia 2012

Boxing day

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym życzyć dużej ilości żelek i, co się z tym wiąże, również pasty do zębów, abyś nie musiał chodzić za często do dentystów, choć wspomniani mogliby się z wizyt rzeczywiście ucieszyć.
Życzę ciepłych, zimowych wieczorów spędzonych w gronie rodzinnym, aby kilkuletnia kuzynka przestała się Ciebie bać (ach, w tym roku się udało! :)), dużej ilości śniegu i światła, przeżycia kolejnego końca świata, znalezienia "Przyjaciela do końca świata" oraz zdrowia, aby nie trzeba było nadrabiać żadnych zaległości.
Życzę smacznej herbaty z sokiem malinowym, opłatka z miodem, pysznego chałwowca, łódeczek z cykorii wypełnionych sałatką z tuńczyka, niesamowitych (bo) własnoręcznie lepionych uszek w liczbie 209 i dobrze doprawionego barszczu, a także nauczenia się picia kompotu z suszonych owoców, które to zwykle są przysmakami cioć i babć, nierozlewania grzańca, ani żadnych innych napojów (niekoniecznie alkoholowych), czasu na siestę pośniadaniową, poobiadową, popodwieczorkową, pokolacyjną, możliwości do słuchania cudownej świątecznej płyty Michaela Bublé'a i znalezienia osoby, która mogłaby tak pięknie jak on zaśpiewać, już z głębi serca, "All I want for Christmas is you".
Życzę, aby każdy miał możliwość oglądnięcia moich zdjęć, które wrzucę na serwer już niebawem, o ile mój aparat lub chociaż karta pamięci są jeszcze całe.
Życzę niezapomnianego Sylwestra (lub jak ktoś woli "zapomnianego", ale, jak dzisiaj się okazało, chyba jestem zwolennikiem prohibicji jak Kongres za czasów Thomasa Woodrowa Wilsona), owocnego w dobre emocje, sukcesy i trwałe przyjaźnie Nowego Roku oraz siły do dążenia do szczęścia dla siebie i innych.
Wesołych Świąt!
SweetPear

sobota, 15 grudnia 2012

Święta, idą Święta.

Wszędzie dookoła mnie są Mikołaje. Małe, duże, nawet czarne - po prostu rozmaite. Widziałam nawet jakiś marsz na Plantach, gdzie szła chyba setka ludzi w strojach Mikołaja. Tą szczególnie miłą dla dzieci postać można spotkać po prostu wszędzie, ale czy to już nie jest nadużywanie religijnego i społecznego symbolu?  Celowo nie użyłam przy żadnym przydomku "święty". Kiedy pierwszy raz w szkole podstawowej usłyszałam, że św. Mikołaj był biskupem, zdziwiłam się, a gdy dowiedziałam się, że wcale nie nosił tej porozciąganej, krasnalowatej czapki, mój świat o mało co się nie zawalił.
Dlaczego ta postać jest tak komercyjna? Przywołuje dobre wspomnienia. Pamiętam, gdy czekałam ze zniecierpliwieniem aż wreszcie, po całorocznym wysiłku, odwiedzi mnie i brata święty Mikołaj i obdaruje prezentami za to, że byliśmy grzeczni. Najbardziej lubiłam tłumaczenia dziadka, iż jechał do nas w odwiedziny i akurat spotkał Mikołaja na drodze, a ten przekazał mu prezenty dla wnucząt, bo były dobre caluteńki rok.
Rózgi raczej nigdy nie dostałam. Z resztą od zawsze chciałam być dobra i dążyłam do spełnienia oczekiwań innych. Myślę, że mam tak nadal. Nawet teraz lepiej, bo kiedyś duma i humorki (które wciąż się u mnie mocno przejawiają)nie pozwalały mi na należyte zakończenie sporów. Najgorzej było (i jest)z przyznawaniem racji. Pracuję nad tym. Moim postanowieniem będzie praca nad sobą. Myślę, że od tego trzeba zacząć, jeśli chce się zmieniać świat. Z resztą zdanie to powtarza się niejednokrotnie w wielu dziełach. Skoro o nich mowa, wspomnę, że jestem w trakcie czytania "Procesu" Franza Kafki. Niestety, zaległości w lekturze sobie nie nadrobię ze względu na to, iż nie wzięłam ze sobą książki.
Oglądnęłam "Listy do M.". Maciej Stuhr i Roma Gąsiorowska, no i wszechobecny Karolak, z czego akurat zbyt bardzo się nie cieszę. Gra bardzo... prawdziwe postaci, taka już jego uroda.
RybaRyba - kawiarnia na Straszewskiego.
Chciałam napisać dzisiaj epopeję narodową o symbolu Mikołaja albo chociaż esej, ale zrezygnowałam na rzecz delektowania się myślą o korzennych ciastkach (tak, nawet tych [albo zwłaszcza]z IKEI).
Dobrej nocy i śniegu po pas,
SweetPear a. k. a. "Słodka Gruszka", lecz po angielsku wszystko brzmi bardziej "światowo".

sobota, 24 listopada 2012

Jeszcze kwartał.

Muszę się pochwalić, że ubiegły (w rzeczywistości aktualny)tydzień był dla mnie niezwykle owocny. Do najważniejszych z moich działań zaliczę przedstawienie, poemat, zaliczony test i wykład matematyczny. Zabawne. Przypomniałam sobie, jak kiedyś gdzieś napisałam, że "nie jestem zakompleksioną nastolatką z(...) chorobami psychicznymi". Czy teraz mogłabym to z czystym sumieniem stwierdzić? Dojrzałam od tamtego czasu, ale czy wyleczyłam się z niskiej samooceny? Występuje tu swoisty paradoks. Nie wydaje mi się, żebym miała jakiekolwiek kompleksy, ale czuję się mało znacząca. Mój mózg dochodzi do perfekcji. Wykreował taką abstrakcję, że nie wiem, czy sam Dali poradziłby sobie ze zrozumieniem lub zobrazowaniem moich procesów myślowych. Może po prostu zbliżam się do modelu stereotypowej zasiedziałej kury domowej? Owa kobieta ma proste zadania do zrobienia, ale gnębi ją samotność i znajduje problemy do rozwiązania, choć one mogą nawet jeszcze nie istnieć (gdyby wszystkie kury domowe były matematyczkami, system kodowania oparty na liczbach pierwszych już dawno by upadł :)), co mi przypomina akcję "Julita Wócik i ziemniaki", czyli w skrócie - samotna kobieta w Galerii Sztuki na Zachęcie, obierająca 60 kg ziemniaków. Czy potrzebuje tyle jedzenia? Nie. Stąd pytanie: po co ona to robi? Chce urosnąć do rangi bohatera? Poczuć, że nie ma problemu, któremu by nie zaradziła? Może po prostu stara się znaleźć sens swojego działania i istnienia albo tylko cel, stający się wypełniaczem nadmiaru czasu? Piętrzy niepotrzebne zadania. Tak jak ja zbieram problemy. Można powiedzieć, że je kolekcjonuję. Każdego dnia przybywa przynajmniej pięć nowych. W ciągu tygodnia jestem w stanie zaradzić maksymalnie czterdziestu. Jak to mawia się w moich kręgach: "Trywialna matematyka" - zostaje trzydzieści lub więcej. Co z tym faktem można zrobić? A, no właśnie! NIC! Problemy zbierają się w stos, a ja zgarniam spadające spowrotem na górę i tak w kółko. Prawdziwy problem zaczyna się, kiedy problemy przekroczą problematyczną granicę ilości problemów. Wtedy eksploduję wewnętrznie. Czuję się źle psychicznie i nieraz fizycznie. Psychoanalityk mógłby stwierdzić, że mam skłonności do depresji i może miałby rację, ale najprawdopodobniej nie udzieliłby żadnej prawdziwie pożytecznej rady. Moje emocje sięgają zenitu, a ja i ludzie, którymi jestem otoczona, muszą sobie z nimi radzić. Koszmar. Jednakże ostatnio dostrzegłam nieśmiertelne "światełko w tunelu", ponieważ odczuwam większy spokój. Uczę się panować nad sobą i wcale nie wydaje mi się to syzyfową pracą. Już dzisiaj czuję się o niebo lepiej niż to było tydzień temu. Powoli, powoli, a może znowu stanę się niepoprawną optymistką i będę zarażać ludzi swoją energią? A nuż dowiem się jak więcej mówić?
Wrócę do swoich działań. W zasadzie to nie do końca swoich. Byłam w sobotę na premierze wspaniałego przedstawienia. Bardzo chętnie udałabym się tam jeszcze raz. Podobno dostanę zdjęcie z dedykacją od człowieka w niebieskich okularach :)
Lubię spotykać ludzi, z którymi mnie wiele w przeszłości łączyło. Tak jest właśnie z jedną z aktorek na przedstawieniu. Miałam zaszczyt wręczać jej różę :)
Starczy może kuracji na dziś. Życzę wszystkim słodkich koszmarów :)
SweetPear

niedziela, 28 października 2012

Ukryta pod ciepłym kocem, chowam się przed mrozem tego świata.

Pada śnieg, a ja, jak co roku, nie daję spokoju swojej wyobraźni (lub to ona nie daje spokoju mi?). Wczoraj czułam zapach świeżo upieczonej, ciepłej babki mojej mamy. Unosił się w powietrzu jak lekka mgiełka i pobudzał moje receptory smakowe. Niestety, był to fałszywy alarm, bo żadnego ciasta w naszym domu nie pieczono, ale mimo to skosztowałam (zakupionego)orzechowego. Ono zaś przywiodło mi na myśl pysznego i słodkiego chałwowca. Odchodząc od tematu, zastanawiam się, dlaczego nie można już kupić u nas w sklepie donutów polanych czekoladą i posypanych kawałkami orzechów? Bardzo mi smakowały i to chyba były najtańsze poprawiacze nastroju, jakie kiedykolwiek znalazłam (cena wynosiła 1,60 zł lub około tego). Nie, w sumie są inne, za które się jeszcze mniej płaci, ale nie poprawiają aż tak humoru i czasem wprowadzają w zbyt refleksyjny nastrój. Mowa o nieśmiertelnych "ciutach" (ok. 24 zł za kg), czyli malutkich cukiereczkach kupowanych mi przez zmarłego już dziadka, od którego przed lotem samolotem (ciekawe brzmienie :))dostałam pluszowego króliczka/zajączka (jest to zajączek, ale zwykle mówiłam króliczek)ochrzczonego przeze mnie jako Pysio. Siedzi sobie teraz na biurku z wyciągniętymi kończynami w moim kierunku i patrzy swoimi czarnymi oczami, będącymi odrobinę zbyt blisko siebie, ale właśnie to dodaje mu uroku. Oczywiście pluszak, nie dziadek. Ten drugi już od prawie 8 lat leży pod ziemią. Na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem odszedł, a na wspomnienie jego pozostało mi niewiele materialnych rzeczy: pierścień, który nosił, pastele olejne, pluszak Pysio i pianino. Podobno razem z babcią bardzo nas kochali. Niestety, jej już prawie wcale nie pamiętam. Zmarła ponad rok przed dziadkiem, a w mojej pamięci wiecznie pozostanie jako uśmiechnięta, szczupła staruszka, do której  jestem najbardziej podobna zdaniem krewnych, znających ją. Wiem, że miała zawsze czysty dom, była uczynna, prowadziła sklep, a w czasie wojny, jako młoda dziewczyna musiała ciężko pracować. Czy dowiem się kiedyś czegoś więcej, czy ta księga historii została już zamknięta na klucz?
Nie rozwinęłam tematu pasteli olejnych. Zawsze, kiedy przyjeżdżaliśmy do nich, wyciągali z szafki ze szklanymi drzwiczkami dwa pudełka z małymi, kolorowymi kredkami i czyste kartki lub zeszyt. To był prosty sposób na zajęcie nas, ale też przy okazji rozwijanie twórczej pasji. Tak bardzo podobały mi się te pastele, że kiedyś zainspirowana jakimś filmem, zdjęciem, czy kreskówką, otrzymałam możliwość narysowania czegoś na szklanej płycie, znajdującej się w garażu. Tak powstała duża, czerwona (lub bordowa, nie pamiętam)róża, która bardzo się spodobała dziadkowi. Najbliższa rodzina długo o niej mówiła, a ja, kiedy byłam w odwiedziny u nich, sprawdzałam, czy róża jeszcze tam jest. Była oparta o ścianę garażu i, choć wystawiona na wszelkie warunki pogodowe, nie starła się. Była ciągle tak świeża jak w dniu, w którym ją narysowałam. Miłe wspomnienie. Na każdą myśl o dzieciństwie wszystkie moje troski się ulatniają.
To była taka dygresja związana z nadchodzącymi Zaduszkami i amełykańskim Helołin, które tak do końca wcale z Ameryki nie pochodzi. Teraz czas na zimę za oknem i zmartwienia, co do kozaków, kurtek zimowych, czapek, szalików i rękawiczek, które trzeba będzie eksploatować. "Let it snow, let it snow, let it snow". Niedługo trzeba będzie zacząć ćwiczyć kolędy i zimowe piosenki. Brrr... Aż mi się chłodno zrobiło. Tak, jakbym dostała śnieżną kulką lub została wrzucona do śniegowej zaspy. Na szczęście mam przy sobie gorący rosół, który ogrzeje mnie jeszcze lepiej niż letnie słońce w Hiszpanii, a gdyby tak nie było, wciąż pozostaje możliwość okrycia się ciepłym kocem.
SweetPear

sobota, 20 października 2012

Pump Up the Volume

Uwielbiam buntowniczą filozofię nastolatków z lat 90. Kiedy oglądam filmy z tamtego okresu, widzę w nich tyle pasji i uczuć, że brakuje mi ich w nowszych produkcjach. Mogę tu przytoczyć chociażby "If Lucy fell" (choć o samych nastolatkach raczej mało traktuje)albo moją ulubioną "Zakochaną złośnicę", o której pewnie jeszcze  nie jeden raz napiszę. O czym tak w ogóle jest film "Więcej czadu!"? Myślę, że o łamaniu konwenansów głównie, ale poza tym o młodzieńczej miłości i pożądaniu. Mark, uczeń prestiżowej szkoły, dj radia grającego każdego dnia o 22, pozwala nam zrozumieć, że wcale nie jesteśmy tacy, za jakich chcemy uchodzić. Nieraz bardzo pewne i kontrowersyjne słowa wypowiadane są przez osoby na pozór ciche i konformistów, kiedy indziej ktoś odważny pokazuje swoją wrażliwą część duszy.
Takie zdemaskowanie budzi niepokój. Boimy się przyznać do drugiej strony swojej natury, odsłonić maskę, ponieważ ktoś może nas zranić. Chwila zastanowienia i rodzi się pytanie: po co w ogóle żyć w społeczeństwie, skoro ze wszystkich stron jesteśmy narażeni na obrażenia? Dlatego, że warto zaryzykować utratę twarzy, aby mieć okazję doświadczenia prawdziwego uczucia między ludźmi. Nie myślę tylko o miłości, ale o wszystkich interakcjach. Stanę w opozycji do niedowiarków lamentujących żałośnie, że nic dobrego ich w życiu nie spotka, limit szczęścia został już wyczerpany, a ich życie nie ma sensu. Każde, nawet najmniejsze istnienie jest bezcenne. Każdy, nawet najbardziej udręczony człowiek ma szansę na szczęście. Każdy, nawet najbardziej doświadczony przez życie zazna jeszcze czegoś dobrego.
Co jeśli właśnie teraz jest nasz najlepszy czas? Zmarnujemy go i przeleci nam przez palce przez lęk przed nieznanym? Nie można do tego dopuścić. Błąd. Nie mogę do tego dopuścić. Powinny się tu znajdować moje osobiste przemyślenia, może zapis walki wewnętrznej lub proces decyzyjny, ale ostatnio nie potrafię się otworzyć. Nie mam czasu? Wytłumaczenie dobre na wszystko. Usprawiedliwiam się, ale to przecież nie szkoła, gdzie jestem zobligowana do wyjaśniania każdej sekundy swej nieobecności. Moralnie mnie nie ma. Może jestem? Nie istnieję.
Jestem w końcu dobrym człowiekiem czy nie?
Przepraszam. Kieruję prosto z serca do wszystkich, których zraniłam.

SweetPear

piątek, 12 października 2012

Wycieczka integracyjna

Minął miesiąc. Wpisy nie były już dość długo dodawane, czego bardzo żałuję, ale postaram się poprawić. Nowa szkoła, nowe wrażenia, nowi ludzie. Co na to powiem? Bezkrytycznie stwierdzę, że jest cudownie! Wreszcie czuję, że jestem we właściwym miejscu. Atmosfera tutaj bardzo mi się podoba i chwilowo nie wyobrażam sobie, iż mogłabym dostać się do innej społeczności.
Wycieczka integracyjna była. Na Turbacz nie wyszliśmy i trudno. Przedzieraliśmy się przez gęsto zarośnięty las, gdyż zeszliśmy ze szlaku. Czułam się jak prawdziwy podróżnik, stąpając po mokrych gałęziach, ześlizgując się z wilgotnych kamieni i chwytając wymarłych korzeni. Pierwszy (i zapewne jedyny)raz znalazłam czterolistną koniczynkę! Ten weekend był dla mnie szczęśliwy. Spędziłam miło czas na rozmowach z ludźmi z klasy, którzy okazali się być jeszcze bardziej interesujący niż myślałam. Można tu przytoczyć ilość osób grających na gitarze (jak na mat-fiz przystało - specjalistyczna terminologia) - ile dusza zapragnie, kolegę, który sam stworzył grę karcianą, choć on sam używa raczej wyrażenia "planszowa", indywidua rozwiązujące zadania z fizyki na ognisku, operatora rożna, chłopaka składającego kostkę rubika w czasie krótszym niż 5 minut nawet z zamkniętymi oczami i wielu innych, o których można by długo pisać.
Otoczenie dość sprzyja, ale zaczyna mi przeszkadzać nadmiar - emocji, nauki, braku czasu, testów i coraz gorszych ocen. Dam radę? Nie mam wyboru. Jeśli jednak będzie bardzo źle, nie ma sensu wypruwać z siebie flaków dla osiągnięcia idealistycznego celu, jakim jest dla mnie bycie perfekcyjną uczennicą, wtedy pójdę do normalnej szkoły z normalnymi ludźmi i zostanę normalnym, a nie znerwicowanym (chociaż, kto wie...)człowiekiem.

SweetPear

niedziela, 2 września 2012

How I wish...

Spakowana, podekscytowana i czekająca w napięciu jak maratończyk tuż przed chwilą startu w olimpiadzie, dla którego wszystkie sekundy wydają się dłużyć w nieskończoność, wierzę, że nadchodzący rok szkolny będzie pomyślny. Umysł zdaje się być przygotowany do chłonięcia wiedzy, jaką zostanę zalana. Patrzę  z niepokojem w niebo, aby mieć pewność, że TEN dzień, na który długo czekałam - dzień, w którym spełnią się moje marzenia - wreszcie nadejdzie i będzie jednym z piękniejszych w moim życiu, gdyż najpiękniejszym zostać nie może, ponieważ tę pozycję zajęło inne wydarzenie. Pogoda, niestety, najprawdopodobniej nie dopisze - synoptycy przewidują burze.
Usiłuję walczyć ze swoją niechęcią, a zdaje się, że wszyscy dookoła mi to uniemożliwiają. Mam obsesję. Czy to już początki niezrównoważenia psychicznego? Jednocześnie wszystko mi szkodzi i pomaga. Zbyt ekscentryczne. Kończę z drobiazgowymi wyjaśnieniami procesów zachodzących w mojej głowie, ponieważ na nic mi się to nie zda. Ostatni dzień wolności. Czyżby? Nie w tym znaczeniu, za które zwykle to wyrażenie mają panowie w czarnych garniturach mający się zaraz spotkać z wybrankami swojego serca (lub innego narządu, mówiąc dosadnie)przystrojonymi w piękne (zwykle)białe, długie suknie. Nie będę się dzisiaj rozpisywać. Zacznę prowadzić dziennik, ale już w papierowej formie. Może jakieś moje przemyślenia z niego trafią tutaj, ale śmiem w to wątpić.
Życzę sobie powodzenia, wyrozumiałości, pewności siebie i szczęścia.
Czeka mnie sprawdzian wytrzymałości. Zdam?
Marzenie na dziś: być przytuloną przez tatę.
Spełnione.
Light - lekko jazzowy (w tym konkretnym utworze)rock, czyli nieśmiertelni członkowie The Rolling Stones
SweetPear

piątek, 31 sierpnia 2012

Wish you were here

Wish you were here
Próbuję utrzymywać dobry nastrój i na razie wychodzi mi to z powodzeniem. Słyszę komentarze mojej mamy, że, czego się nie chwycę, wszystko mi się udaje. Naprawdę? Nigdy nie dowierzam tym słowom. Moja wrodzona skromność, choć teraz nie wydaje się, żebym ją posiadała :), nie pozwala przyjąć do wiadomości, że tak może być. W każdym razie miło słyszeć komplementy. Potrafią bardzo wpłynąć na moje samopoczucie.
Czym jest miłość w życiu człowieka? Paliwem, ponieważ daje mu energię, którą przetwarza silnikiem uczuć. Siłą, dlatego że dla ukochanej osoby można pokonywać przeciwności losu oraz przekraczać wszelkie bariery. Marzeniem, które może się kiedyś spełnić. Celem. Odpowiedzialnością. Miarą. Motywacją. Pokutą. Pragnieniem. Centrum.
"Miarą miłości jest miłość bez miary."
św. Franciszek Salezy
Dlaczego jest tak ważna? Czemu nie potrafię bez niej żyć? Muszę przejść na bardziej osobisty ton, ponieważ nie znam tak dobrze psychiki ludzkiej, aby móc opisywać przykłady miejsca miłości w odwiecznej egzystencji człowieka. Nie lubię generalizować, kiedy nie mam pojęcia o prawdziwych regułach lub nie posiadam danych, dzięki którym mogłabym je sformułować. Miłość wiele dla mnie znaczy. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie potrafię bez niej żyć. Gwarancją szczęścia, piękna, opieki, celu oraz własnej wartości. Kiedy nikogo nie kocham, nie liczę się na świecie. Jestem nikim, a nawet gorzej - w ogóle mnie nie ma. Mówią, że miłość jest ślepa. Nie zgadzam się z tym zdaniem. Uważam, że ona pomaga w akceptacji wad drugiego człowieka, co jest dobrym zjawiskiem. Nie mówię tu o miłości patologicznej i toksycznych związkach, ponieważ one nie kierują się żadnymi zasadami. W tej sytuacji sprawa wygląda całkiem inaczej, ale to materiał na całkiem inny temat.
Uwielbiam pisać o miłości prawdziwej, namiętnej, szczerej i romantycznej. Taka jest idealna. Każdemu zdarzają się czasem chwile zwątpienia, moment przerwy na pytanie: "czy to na pewno moja bajka?", jednak opamiętuje się i wszelkie obiekcje odrzuca w kąt na rzecz realnego uczucia. Wtedy można powiedzieć, że to jest miłość dojrzała, nie sugerując się zdaniem Carlosa Ruiza Zafona:
"W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze."
Choć jest w nim trochę prawdy. Czasem trzeba uwierzyć w jej istnienie, które może się chować jak spłoszony zając uczucia przed chciwym myśliwym poznania. Spróbować, pomimo niechęci do integracji, zespolenia własnej duszy z inną, być może nie pokrewną, ale równie wartościową. Pogrążyć się w odczuwaniu tego, co najlepsze i najgorsze zarazem oraz odpłynąć razem ze statkiem niepewności płynącym w kierunku wolności. Wolności gwarantowanej nam wszystkim przez nas samych.
Marzenie na dziś: zobaczyć się i porozmawiać ze starym, dobrym rywalem.
Spełnione.
SweetPear

Wszyscy jesteśmy tacy skomplikowani

Dzisiaj wszystko mnie zachwyca. Mam wrażenie, że tyle rzeczy trzyma mnie na tym świecie i nie chce puścić, że aż sama myślami wznoszę się ponad chmury, a mój nos zaczyna węszyć wyżej niż sięgają wieżowce - taka jestem z siebie dumna :)
P. S. Mam nowe buty! :)
P. S. 2 Dlaczego piszę "P. S." skoro jeszcze chcę poruszyć inne tematy?
P. S. 3 ... i ładny sweterek,  ale gdzie ja tu wciskam się z moimi trywialnymi zachciankami, kiedy miałam snuć opowieści na wartościowe tematy?
Zostałam dzisiaj mile zaskoczona uwagą starszego pana, który z uśmiechem powiedział, patrząc na mnie, że to ewenement widzieć tak młodą osobę czytającą książkę. Później opowiedział trochę o historii i zrobił mi test, czy wiem, jakiego wydarzenia obchodzono niedawno 400 rocznicę? (Zdałam!) To odnośnie podbudowania mojej samooceny.
Możę nawiążę do mojego tytułu dzisiejszego wpisu? Otóż - cały świat wydaje mi się dzisiaj magiczny, pełen niesamowitych zdarzeń, uroku, ciepła, ale też absurdów. Nie będę uzasadniać, bo nie o to chodzi, ale chciałam pochwalić się nowym spojrzeniem na świat.
Teraz kolej na wartościowe tematy. Chyba nie przypomnę sobie, jakie dokładnie chciałam poruszyć. Pozostaje mi tylko nawiązać do humorystycznej kartki pocztowej z Empika, którą sobie dzisiaj kupiłam. Szczerze mówiąc, kiedy teraz na nią patrzę, przypominają mi się wszystkie zdjęcia, które miały przyklejone do lustra moje kuzynki.
Może jednak nie będę w żaden sposób nawiązywać? Pozostawiam jedynie obrazek do napawania się jego widokiem, jeżeli kogoś jeszcze nie znudziły moje zdania :)
Przecież wszyscy jesteśmy tacy skomplikowani!
Marzenie na dziś: zjeść drożdżówkę.
Spełnione.
SweetPear

czwartek, 30 sierpnia 2012

Kłótnia z samą sobą

Miałam odwiedzić rodziców taty, ale moje plany nie zostały zrealizowane. Myślę sobie ostatnio nad moim życiem i nie dochodzę do żadnych sensownych wniosków.
Nie chcę doprowadzać się na skraj rozpaczy. Nie można nienawidzić świata. Jednak powstanie wpis typu "czego nienawidzę w samej sobie?".
Zacznę od braku konsekwencji, później następuje nadmierna wrażliwość, słabe poczucie humoru i nietowarzyskość. Kolejną rzeczą jest to, że nie umiem tańczyć. Ani trochę. Od dziecka na parkiecie czułam się jak sztywny klocek. Ciężko się płynnie poruszać. Nawet nie przez wzgląd na wszystkich, że mnie obserwują i krytykują (jak większość sobie moje zachowanie tłumaczyła), ale przez wzgląd na partnera. Uważałam, że mój wzrost jest barierą, a szczupła sylwetka wiązała się z brakiem kształtów (w końcu większość tancerek ma się czym pochwalić). Mówią, że jestem zakompleksiona, a to nieprawda. Już dawno zaakceptowałam swoją figurę, charakter i zachowanie. Pracuję nad sobą, bo tego wymaga dążenie do doskonałości, a dążę do niej nieustannie. Może to jest jakaś przeszkoda? Kurczowe trzymanie się postawy perfekcjonistki, która nie przyjmuje do wiadomości żadnego niepowodzenia. Czy ja naprawdę taka jestem? Kiedyś nie miałam żadnego problemu z mówieniem. Wychodziło mi to lekko i naturalnie. Teraz unikam jakiegokolwiek potknięcia językowego, merytorycznego lub etycznego. Nie wiem, co mam mówić. Wydaje mi się, że to, co mam do powiedzenia, nie zainteresuje rozmówcy. W towarzystwie przyjaciółek nadrabiam uśmiechem podczas rozmowy, ponieważ jestem prawie pewna, że rzadko mnie słuchają, a jeśli nawet, to szybko ucieka im z pamięci to, co właśnie zakomunikowałam. Co teraz czuję? Smutek. Hamuję łzy. Następna rzecz, nad którą chciałam popracować. A może pomogłoby mi zdanie z "Buntownika z wyboru", które wypowiedział psycholog Sean Maguire (wspaniała rola Robina Williamsa)?
"To nie twoja wina."
Podczas przygotowań do tamtego konkursu zastanawiałam się, czy jestem buntowniczką. Jestem. Nie taką jak były dziewczyny w latach 70 i 80, które farbowały włosy na żywe kolory, nosiły mocny makijaż, ubierały się wyzywająco, niechlujnie i wbrew wszelkim normom społecznym oraz słuchały ostrej muzyki o bezpośrednich przesłaniach typu "Kill the president" grupy The Offspring. Ja buntuję się przeciwko nierównemu traktowaniu, niesprawiedliwości, stereotypom, czysto materialnemu postrzeganiu świata, bezmyślnemu podążaniu za "stadem", braku jakichkolwiek zasad, poniżaniu ludzi. Dbam o tradycje rodzinne i narodowe. Znowu wracam do roztrząsanego kiedyś przeze mnie patriotyzmu. W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. Co teraz czuję? Spokój, moje ciało jest zrelaksowane, a nastrój refleksyjny. Czy zdobędę się kiedyś na analizę własnego umysłu? Pójdę śladami mistrzów w tej dziedzinie, choć żadnego nie znam. Zatem będę swoim własnym mistrzem. Po części osiągnęłam swój cel, ponieważ chciałam sprowokować samą siebie do wyżaleń, narzekania, wyjawiania sekretów z dzieciństwa, tylko po to, aby uświadomić sobie, że tak naprawdę niczym nie zawiniłam, czasem znalazłam się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwym czasie, zdarzało się, że miałam po prostu pecha, ale w gruncie rzeczy jestem człowiekiem wartościowym, który dba, a przynajmniej się stara, o dobro innych. Sesja na dzisiaj skończona. Życzę samej sobie owocnych spotkań z klawiaturą i otwartym umysłem. Co teraz czuję? Radość, odprężenie i dumę.
Marzenie na dziś: utrzymać pokój w zupełnej czystości.
Spełnione.

SweetPear

środa, 29 sierpnia 2012

Czas ulgi

Minęła burza, nastąpił czas upojnych chwil na świeżym powietrzu, które nie jest zakłócone żadną mgłą niepewności. Nie muszę wytężać swojego wzroku, aby wreszcie dostrzec, że moje życie jest życiem, którego na tym świecie potrzeba. Swoją postawą kształtuję innych ludzi, a oni mnie. Wpływają na mój światopogląd i formułują poglądy. Czym stałabym się, gdybym była samotna? Jak zachowywaliby się ludzie z mojego otoczenia?
Zaczynam wierzyć w przeznaczenie. Nie takie jak na amerykańskich filmach, gdzie człowiek nie rusza się z domu, ponieważ ufa, że to los sam doprowadzi wymarzonego partnera do jego drzwi, który stanie na ich progu i ,patrząc na gospodarza, wyśpiewa, że jest on jego miłością od pierwszego wejrzenia, na którą czekał od urodzenia.  Jeśli coś ma się stać, w końcu się stanie. Zwykle w momencie, w którym można się  najmniej tego spodziewać.
Pan Lew był raz chory i leżał w łóżeczku, 
Więc przyszedł pan doktor: 
- Jak się masz, koteczku? 
- Niedobrze, lecz teraz na obiad jest pora - 
Rzekł Lew rozżalony i pożarł doktora.
L. Caroll "Alicja w Krainie Czarów"
Ja mogłabym kogoś zdominować? Śmieszne. Choć ciekawym doświadczeniem byłaby manipulacja ludźmi, panowanie nad nimi, sterowanie ich zachowaniami, wpływanie na ich uczucia i postrzeganie świata... To nie na moje sumienie. Nie potrafiłabym poruszać żadnym człowiekiem jak kuglarz marionetkami w teatrze. Wydaje mi się to niezgodne z podstawowymi zasadami moralnymi i prawem do wolności. Jak ludzie potrafią się wyzbyć wszelkich uczuć albo być na tyle bezmyślnymi, żeby zmuszać innego człowieka do robienia czegoś wbrew jego woli i wiedzy.
Marzenie na dziś: pomóc starszej pani.
Spełnione
SweetPear

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Noce i dnie

Przeczytałam 2 tomy "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej. Znalazłam moją ukochaną zakładkę do książek, którą dostałam od cioci. Kupiła ją w Grecji, a ja widziałam bardzo podobne (jeśli nie takie same), ale postanowiłam nie nabywać, żeby nikt nie posądzał mnie o brak oryginalności. Kiedy zginęła mi ona już po raz wtóry, zrozumiałam, jak bardzo pomyliłam się z decyzją.
Jutro, mam nadzieję, odwiedzę dziadka i babcię. Pojutrze przydałoby się zrobić zakupy. We środę spotkanie z osobą, z którą widziałam się niedawno. Odnowiłam trochę swój pokój. Mam teraz ładną zasłonkę, której wykonanie i pomysł zawdzięczam mamie, trzy zapachowe świeczki na ozdobę, pudełko po lodach obklejone materiałem do pakowania prezentów oraz odłożone na strych lalki porcelanowe, z których naszyjniki przełożyłam do przezroczystego pudełka. Kiedyś słyszałam, że elementy dekoracyjne najlepiej prezentują się w liczbie nieparzystej. Jestem skłonna z tym stwierdzeniem się zgodzić.
Odbyłam dzisiaj również rozmowę z osobą, która pomoże mi trochę w wyborze przyszłego zawodu. Być człowiekiem, od którego wymagają... wszystkiego czy raczej wolnym strzelcem? Kim chcę zostać? Jaka naprawdę jestem? Straciłam o tym całkowite pojęcie po okresie, w którym doskonale radziłam sobie ze wszystkimi uczuciami, chyba że była to iluzja, z której sobie nawet nie zdawałam sprawy. To był czas, kiedy umiałam także wpływać na innych ludzi. Czasami przypadkowo manipulować nimi. Teraz nie potrafię. Za to wiem, że chcę być silna, zmotywowana i szczęśliwa. Będę do tego zmierzać. Nie wiem jeszcze, jaką drogę obiorę, ale myślę, że moja dotychczasowa wiedza pomoże w dokonywaniu odpowiednich wyborów.
Moje marzenie na dziś: dostać wiersz.
Spełnione :)
SweetPear

środa, 22 sierpnia 2012

Upadki i wzloty, a ja wciąż się zbieram na powroty

W końcu się udało. Po dzisiejszym wyjeździe do Krakowa, gdzie podczas podróży spotkałam jedną z moich najlepszych nauczycielek z podstawówki, wypitej kawie latte na rynku, nie do końca załatwionych sprawach oraz wczorajszym skończonym pierwszym tomie "Nocy i dni" M. Dąbrowskiej jestem w stanie cokolwiek napisać. Czy będzie to interesujące czy nie, bez różnicy. Mam ochotę na wywnętrzanie się i odbiorcą moich żalów i narzekań, uniesień i zachwytów może być nawet internet i niektórzy czytelnicy :)
Podoba mi się to zdjęcie, choć jest rozmazane :)
Nie sądziłam, że przepisywanie danych z  faktur do tabelki w Excelu może być takie wciągające. Może w przyszłości będę księgową lub sekretarką? Hmm... Zawód architekta lub inżyniera dużo bardziej mi się podoba. Poznałam dzisiaj sympatycznego pana, którego zapewne często będę widywała w przyszłym roku szkolnym. Muszę nauczyć się systematyczności. Nie powinno być z tym problemu. Walka ze sobą zapowiada się na razie owocnie. Czy tak będzie zawsze? Szczerze? Wątpię.
Właśnie szukam bardzo, bardzo obcisłych rurek, których, pomimo tak szybko rozszerzającej się mody, w moim rozmiarze, dopasowanych do mojej sylwetki, jakby nie było. Chyba trochę jestem uzależniona od mody.
Myślę nad kolorem farby, którą będą pomalowane ściany w moim pokoju. Przydałoby im się już odświeżenie. Nie tylko ze względu na szaroczarne plamy nad kaloryferem i za komputerem. Chodzi o ogólną poprawę nastroju pomieszczenia i zmianę. Zmiany są dobre. Na zmianach opiera się świat. Już bredzę niczym w malignie, ale to przez to, że nie mogę się zdecydować. Miał być migdałowy, teraz zaczyna mi się udawać przekonywanie mojej mamy do ciemniejszych odcieni. Może curry albo coś wpadającego w brązy? Co może pasować do jasnozielonych i czarnych mebli? Oczywiście poza zielonym, bo kiedy mój pokój już prawie był oddany do użytku, wystarczyło pomalować ściany, a ja mogłam wybrać sobie kolor, mój tata, wiedząc jaki w końcu wybrałam, użył limonkowego odcienia, pomimo, że postawiłam na jasny, prawie kremowy żółty. No, cóż... Mężczyźni...
SweetPear

wtorek, 31 lipca 2012

Wyjeżdżam

Na krótko. Wtorek, środa, czwartek.
Dlaczego on jest taki... ? Czuję się winna. Mam wyrzuty sumienia, a nie powinnam. Dlaczego mnie to przygnębia? Miałam cieszyć się z wyjazdu w góry, a tu co? Dziwne jest to życie. Kolejne spotkanie trzeba będzie przełożyć. Przykro mi, naprawdę jest mi przykro. Nie lubię, kiedy próbuję wstać, a ktoś spycha mnie na dół, lecz, jak na ironię, lubię walkę. Nie przejawia się to w moim osobistym życiu zapewne nigdy, ale w głębi duszy skrywam, że to daje mi siłę i motywację. Lekki absurd, prawda? Zwykle do walki potrzeba siły i motywacji, a nie na odwrót? Przyzwyczaiłam się.
Być jak John Malkovich. Ujawniony został paniczny strach przed monotonią, końcem i brakiem realizacji w życiu. Każdy człowiek dąży do bycia kimś innym, niż tak naprawdę jest. To zjawisko jest powszechnie akceptowane. Overclocked. Nie ma miejsca na osobiste porachunki. Trzeba żyć. Nie dać się zaprogramować. Zaraz... My już jesteśmy zaprogramowani. Wyspa. Scarlett Johansson we własnej osobie. Zmusza do refleksji, choć zdaje się być, ot, takim amerykańskim filmem pełnym wybuchów, nagich ciał, romansu i pościgów.
Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc.

SweetPear

czwartek, 26 lipca 2012

Pożyjemy, zobaczymy

Mam ochotę na film i pomalowane paznokcie. Jakoś nic mi się dzisiaj nic nie chce. Dostałam aparat, który bardzo, bardzo, bardzo mi się podoba, więc może za jakiś czas pomęczę zdjęciami, jeśli mi się spodobają. Co do pierwszego zdania, ostatnio bardziej prawdopodobny jest film niż jakikolwiek lakier na moich paznokciach.
Pogoda raz jest, raz jej nie ma, ale humor mi dopisuje. Lepiej "Brat" czy może "Przyjaciel do końca świata"? Lubię Keirę Knightley. Wspominałam już? "Cierpienia młodego Wertera" przeczytane. Pozostaje jeszcze tylko oddać do biblioteki i wziąć się za czytanie książki do fizyki. Nawet już zaczęłam i jestem na 47 stronie. Wydaje mi się bardziej filozoficzna niż naukowa i taki był jej zamysł, ale nie jestem do końca przekonana, czy wpłynie to korzystnie na moją naukę. Pożyjemy, zobaczymy.
Odświeżyłam trochę gitarę. Mam ochotę na starsze utwory zespołu The Offspring. Były bardziej punkowe i to mi się w nich podobało. Pamiętam, że potrafiłam rozpoznać każdy utwór z ich pierwszej płyty z 1989 r. i podać jego tytuł po paru sekundach trwania melodii. Nie kleją mi się dzisiaj zdania. Skoro mowa o klejeniu to mam ochotę na pierogi. Od pierogów krótka droga do babci. Skoro już tak wędruję to łatwiej tam dotrzeć na rowerze. Roweru nie będzie przez tę pogodę. Pogoda taka sobie, ponieważ... No, właśnie! Dlaczego? Przecież jest lato. Mam ochotę w przyszłości zamieszkać w którymś z ciepłych południowych krajów Europy. Trochę to niepatriotyczne, ale co mam poradzić na to, że moja psychika nie działa sprawnie w polskich temperaturach. Pojechałam na trochę do Grecji, a ból psychiczny minął, jak ręką odjął. Pożyjemy, zobaczymy.
SweetPear

poniedziałek, 23 lipca 2012

Pardon

Jak można znać swoją wartość i jednocześnie mieć niską samoocenę? Tego nie da się połączyć! A jednak... Czy możliwe jest, że okłamuję samą siebie w tak fundamentalnej kwestii? 28 tyg 4 dni, czy to nie wspaniałe? :)
Lubię pisać szyfrem. Szyfry są fajne. Labirynty także. Antyk również. Zoyi glrcolcrs rcw.Kiedy jesteśmy pozbawieni pewnych rzeczy, często okazuje się, że, wbrew naszej opinii, wcale ich nie potrzebujemy lub jesteśmy w stanie zastąpić je innymi. Nie mówię o ludziach. Nie. To tak nie działa.
Przypomniał mi się wpis do mojego pamiętnika, kiedy miałam 6 lat i pisałam w dość dziwaczny sposób (często celowo)małą literkę "f": "myszki są fajne". Przyszywana ciocia, która akurat przebywała u nas w mieszkaniu w celu wypicia kawy i pogawędki ze swoją przyjaciółką (moją mamą), całkiem inaczej odczytała ten tekst, który w jej wykonaniu brzmiał "myszki są pijane". Głupia historia, ale chyba nigdy jej nie zapomnę. Idiotyczne wspomnienia trzymają się nas najdłużej.
To samo z pamiątkami. Pamiątek się nie wybiera, same się do ciebie przyczepiają i nie chcą odpaść. Pamiątki są wieczne. Pamiątki nie są pamiątkami. Co za brednie!
Myślę, że przejażdżka po Krakowie i wzdłuż fragmentu Wisły dobrze mi zrobiła, ale do mojego mózgu nie dotarły jeszcze impulsy wpływające na pobudzenie jego części odpowiadającej za tworzenie.
Trzeba iść wreszcie spać. Dobranoc.
SweetPear

niedziela, 22 lipca 2012

Ojciec? (Nie)obecny!

Mój ojciec, w zasadzie tata, bo tak na niego zawsze mówiłam, nadal mówię i mówić będę, bywa nieobecny. Przecież ojciec musi mieć autorytet, dziecko powinno darzyć go szacunkiem i kochać z całego serca, a do tego trzeba i czasu, i wysiłku i obecności. Nie będę owijać w bawełnę. Powiem wprost: często czuję, iż tak naprawdę mój tata jest, mimo że nie mieszka z nami.
Przypomniał mi się grecki model rodziny (najprawdopodobniej zaczerpnięty z mitologii, jednak jego etymologia może być nawet odwrotna), gdzie jest Grek, jest jego żona, dzieci i... kochanka. Mimo tego dosyć patologicznego systemu, dla ojca najważniejsze jest ognisko domowe. Kochanka schodzi na dalszy plan. Nie wyobrażam sobie istnienia w takim schemacie, a jednak moje życie trochę go przypomina.
Mój tata dzwoni przynajmniej dwa razy w tygodniu i pyta. O co? O wszystko!
"Czy nie potrzebujecie czegoś?", "Czy nie trzeba Was zawieźć do szkoły?", "Czy macie ciepło w domu?", "Czy...?"
Bywa to rutynowe i nużące, ale przynajmniej czuję jego obecność w moim życiu. Dzięki temu, że jest, wspiera mnie, troszczy się o mnie i rozmawia. Nie mam z nim tak dobrego kontaktu, jak kiedyś, lecz liczę na poprawę naszych relacji.
Dobrze jest mieć ojca. Czasami brak mi tak zwykłych rzeczy jak jego jajecznica z boczkiem, dość luźne podejście do czasu i definicji słowa "zaraz", narzekanie na wszystko, czy wychodzenie z łazienki w ciemnozielonym ręczniku i kierowanie się wprost do sypialni. Nie lubi, kiedy ktoś się spóźnia, a sam nigdy się nie spieszy. No, może, gdy jedziemy samochodem. Wtedy wyprzedza większość aut, uprzednio układając w specyficzny sposób ręce na kierownicy. Myślę, że nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Uwielbia samoloty i stare samochody. Kiedyś chyba też lubił fotografię, bo mamy starego, dobrego Zenita i sporo zdjęć autorstwa taty. Od zawsze kochał motoryzację, o czym świadczą jego kolekcja czasopism tematycznych, książek oraz motor stojący w garażu.
Osobiście nie posiadam już nic z wymienionej powyżej listy, ale mam za to wycieczki rowerowe, wyjazdy w góry oraz podróże na zloty starych samochodów. Rola taty w moim życiu jest zakłócona. Nie jest typowym wzorem mężczyzny, którego podświadomie szukają młode dziewczyny. Jego zdanie nie jest dla mnie priorytetowe. Nie jest już głową naszej rodziny. Nie przeszkadza mi to. Przyzwyczaiłam się , że jednocześnie jest i go nie ma. Czy to dziwne? Z punktu widzenia bezstronnego obserwatora na pewno. Mógłby uznać to za absurd. Tak właśnie cała sytuacja zostałaby przez niego odebrana, ale który człowiek na Ziemi jest całkowicie bezstronny? Wskażcie mi go, bo inaczej nie uwierzę.
Kocham swojego tatę. Lubię każdą sekundę spędzoną w jego towarzystwie. Nawet siedząc z bratem w mieszkaniu taty przed telewizorem, kiedy on jest w kuchni i gotuje, czuję, że tak właśnie musi być. Nauczyłam się akceptować zastaną rzeczywistość. Kiedyś chciałam, żeby on i mama znowu byli razem. W zasadzie nadal tego chcę, ale to niemożliwe. Jestem świadoma. Tata zniszczył nasze życie oraz jego ład i porządek, lecz dzięki temu zrozumiałam, że nigdy nie jesteśmy pewni, czy coś jest w 100% stałe. Kocham go mimo wszystko. W końcu jest moim ojcem.
Chcę zostać architektem i zmieniać świat. Pragnę uczynić go bardziej stabilnym tam, gdzie jest to konieczne. Planuję stać się też architektem serc i, w przeciwieństwie do mojego taty, projektować oraz budować, a nie burzyć. Ciągle się uczyć i dążyć do doskonałości. Nie spoczywać na laurach i iść. Dokąd? Iść tam, gdzie jeszcze nie był nikt. Z kim? Najlepiej z moim tatą.

SweetPear

piątek, 20 lipca 2012

41 stopni to jednak trochę za mało...

...czyli Grecja to kraj ciepłych miejsc, ludzi i pomieszczeń, ale właśnie dlatego musiałam się okryć szalem. Pewien pan (wcale nie powiem, że był to przewodnik o imieniu Ryszard)zapewniał wycieczkę, iż w Atenach będzie 41 stopni w cieniu (z resztą słusznie zapewniał, gdyż tyle w istocie było, jeśli nie więcej)i trzeba wziąć coś, aby okryć ramiona. Przygotowałam się na to pakując do plecaka niebieski szal należący do mojej mamy, który mi na wyjazd pożyczyła, stąd zdjęcia z wycieczki przedstawiające mnie w stroju raczej nietypowym jak na południowe państwo w Europie. Uwielbiam architekturę starożytnych Greków. Studiowanie ich budowli, nawet, albo zwłaszcza, od strony teoretycznej zaczyna mi się bardzo, ale to bardzo, podobać :)
Jednymi z pozytywnych wspomnień są komentarze dotyczące mojego kapelusza, zdjęcie z kapitanem statku płynącego na wyspę Skiatos, śmiech dziewczyn z pokoju, gra w Makao, koledzy z 11 i 10, piękne morze, wspaniała pogoda, ciepli ludzie, kawa od Greka, który potrafi mówić po Polsku i odwiedział już nasz kraj, zdjęcia zrobione na dachu hotelu, kelner ze statku płynącego z Grecji do Ancony we Włoszech, rejs i pochylanie się na wietrze, blady Francuz i jego koleżanki, murzyni na plaży, których lubiła M, jej radość z przyjęcia na studia i energia, którą dostarczano mi ze wszystkich stron.
Mogłabym tam zostać dłużej, gdyby znalazło się miejsce dla jeszcze kilku osób. Moim osobistym sukcesem jest to, że przez 2 tygodnie płakałam tylko raz. Nie wiem, czy to relaks, pogoda, ludzie na to wpłynęli, ale chciałabym, żeby już tak pozostało. Okazuje się, że chyba wcale nie jestem tak niefotogeniczna jak myślałam :) 
Czekam na zdjęcia, spotkania i do zobaczenia.
Wrzuciłam monetę przed mały ołtarzyk w Meteorach, co znaczy, że jeszcze tam powrócę. Mam nadzieję, iż tak się stanie.
Dziękuję wszystkim za uśmiech, miłe słowa, czochranie moich włosów, branie kapelusza, podglądanie kart, dawanie jedzenia, smarowanie kremem z filtrem, opalanie się ze mną, pływanie, łowienie muszli i wiele innych. Do zobaczenia raz jeszcze :)

SweetPear

piątek, 29 czerwca 2012

Nie stało się nic

Nic, nic. Myślę, że nie stało się nic.
Dziwi mnie bardzo moja reakcja i postawa względem całkowitego końca życia w danym środowisku. Kończę szkołę. Nie zobaczę więcej tych wszystkich ludzi, którzy byli dla mnie niezwykle dobrzy, ale również tych mniej przyjaznych. Co się ze mną stanie? W żaden sposób jeszcze nie odczuwam tej zmiany. Nie myślę nic. Wydaje mi się to tak naturalne, że ani się nie cieszę, ani nie smucę. Nie potrafię żyć długo w takim stanie.
Trzeba będzie się trochę najeździć. Długa droga przede mną.
Jak podnieść sobie samoocenę? Czytanie tysiąca dziwacznych poradników w internecie i stosowanie się do ich wskazań nie pomaga.
"Dżuma" i "Cierpienia młodego Wertera" czekają na mnie. Plus spotkanie z nieznajomą w tym tygodniu. 
Przedstawienie wyszło... mnie dobrze, innym wyśmienicie :D Szkoda, że tylko raz :)
Dziękuję.
SweetPear

sobota, 23 czerwca 2012

Samochwała

Jest pewien wierszyk Jana Brzechwy:
"Samochwała w kącie stała
I wciąż tak opowiadała (...)"
Postanowiłam, że dziś zamienię się rolami z tą dziewczynką :)
Po kolei:
100%,
100%,
97%,
88%,
100%,
100%.
Jestem z siebie bardzo zadowolona, choć szkoda tego jednego punkta, którego brakło. Nie cieszę się zewnętrznie, ale w środku czuję satysfakcję, że ciągła praca nie poszła na marne. Powoli siły wracają. Dzisiaj rolę odgrywam dużo lepiej. 
L, F, F, I, I, IV, BDB.
Cieszę się, że jest, jak jest, bo jest lepiej, niż zwykle jest. Pada, czy nie pada? Przysłoniłam okna. Brakuje chłodnego, świeżego powietrza. Gdyby moje łzy można było wykorzystać na cele charytatywne, to w Afryce nie brakowałoby wody, jak to ktoś niedawno ujął.
Próby, próby i tylko próby. We środę się to skończy :) 
SweetPear

niedziela, 10 czerwca 2012

Plan

Po co się silić na długie i skomplikowane tytuły? Mój jest prosty. O moim życiu i jego części, która nie idzie po mojej myśli. Trudno. Nie mogę wybrać, bo i jak mam to zrobić? Czy lepsza szkoła bliżej czy dalej? Ta druga wyżej w rankingach, ale wiązałoby się to z opuszczeniem domu. Z resztą na studia ponoć i tak się powinnam dostać.
Nie wiem. Po prostu nie wiem. Kosztuje mnie to tyle nerwów, że powoli przestaję wytrzymywać. Wymyśliłam sobie plan, a teraz co? Bądź tu człowieku mądry i dumny ze swoich decyzji. Jedyne czego nauczyłam się w ostatnim czasie to żeby nie żałować własnych wyborów. Skoro postąpiłam tak, a nie inaczej, znaczy, że właśnie tak miało potoczyć się moje życie. Jedna z pozycji na mojej długiej liście przeczytana. Teraz trzeba się wziąć za następną, ale którą?
Zastanawiam się, jak będzie wyglądać moje życie za 8 lat. Przyjmijmy, że czeka mnie okres katorgi, jaki zostal przeznaczony Rodionowi Romanowiczu Raskolnikowi. Co zmieni w moim istnieniu? Czy również będzie mi towarzyszyć szczera miłość? Jak to musi być miło w życiu, kiedy cały świat obuduje się wokół centrum, którym staje się ukochana osoba. Co chwilę myślę o mojej babci i dziadku. Inspirują mnie do szukania. Do szukania miłości. Do szukania celu w życiu. Do szukania ludzkich uczuć. Do szukania tego, co prawdziwe. Dziękuję :)
Wreszcie się doczekałam. Dobrej nocy.
SweetPear

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Gdy rozum śpi, budzą się upiory.

Kończę już z tymi moimi pseudo-psychologiczno-filozoficznymi wpisami. Czy mają większy sens? Wątpię. Tylko wprowadzają mnie w melancholijny nastrój, który przestał już być tylko melancholią, a przerodził się w coś znacznie głębszego. Pytam się: jaki to ma sens? Nie dostaję odpowiedzi. Nikt mi jej nie udzieli, ponieważ nikt nie wie, co naprawdę dzieje się w mojej głowie. Mam ochotę na wakacje, relaks, podjęcie dobrej decyzji, laptopa, żelki, lody i gorącą czekoladę, ale musi być bardzo gęsta. 
Właśnie sobie uświadomiłam, że nie mam sukienki, a już za niecałe dwa tygodnie będzie mi bardzo potrzebna. Chciałam też nowe buty, ale chyba będę musiała się z tą myślą rozstać. Swoją drogą ludzie zawsze mi mówią, że "ładnemu we wszystkim ładnie" i powtarzają, iż jestem ładna, a w rzeczywistości, jeśli chodzi na przykład o wybór rzeczonej sukienki, dochodzi mnóstwo wątpliwości, wskazań i ograniczeń typu: za długa, zły dekolt, za szeroka, złe wycięcie, masz zbyt szerokie ramiona do tego kroju, zły kolor. 50% tych uwag składa się z przymiotnika "zły", a drugie 50% z przyimków "za" i "zbyt". Co tu począć? Dochodzi do tego, że mam dylemat kobiety stojącej przed szafą i kontemplującej nad jej zawartością, której ostatecznie towarzyszy stwierdzenie "nie mam się w co ubrać". Tak też będzie, więc albo coś szybko kupię, albo pójdę w czymś, co już mam, ale raczej średnio będzie się nadawać na tego typu uroczystość. 
Dzięukuję za pomoc w walce ze sobą samą, rady, wsparcie i wyrozumiałość. Będę lepszym człowiekiem. Pozostaje jeszcze poprawić moją samoocenę, ale jak?
Odkryłam też, że potrzebuję kontaktu z innymi ludźmi i przebywanie ze znajomymi ma pozytwyny wpływ na mój organizm i sposób myślenia, pomimo mojej miłości do bycia indywidualistką. Cóż, w życiu nie zawsze można mieć to, co się akurat lubi.
Szerokiej drogi, miłej wycieczki, dobrej pogody i wszystkiego najlepszego na wycieczce :)
SweetPear

sobota, 26 maja 2012

Wyliczanka

Wszystko teraz jest robione na jedno kopyto. Swego czasu zastanawiało mnie to powiedzenie, ponieważ używa się go najczęściej w odniesieniu do ubrań. Kopyto zaś jest przedmiotem potrzebnym szewcowi, stąd interesująca jest dla mnie etymologia i użycie tego powiedzenia. 
142 - ładna liczba, nieprawdaż?
Chciałabym, żebyś te sto lat, których zapewne wielu Tobie życzyło, spędził ze mną :)
Wiem, że nie umiem dobrze pisać, ale pragnę się nauczyć, a żeby się nauczyć trzeba ćwiczyć. Tak więc ćwiczę, i ćwiczę, i ćwiczę i ćwiczę, a co z tego wychodzi? Nie mam pojęcia. Być może kiedyś osiągnę swoich 1001 celi, które sobie codziennie stawiam. Do niektórych udaje mi się w końcu dotrzeć, ale, mimo że nieraz są już nawet na wyciągnięcie mojej ręki, w ostatniej chwili tracę możliwość pozytywnego zakończenia kamienistej drogi, po której muszę chodzić.
A co z listą książek? Przepiszę sobie ją tutaj. Być może z czasem wykreślę jakieś pozycje. Teoretycznie kolejność nie ma znaczenia, a jak to w praktyce wyjdzie - zobaczymy.
  1. Jane Austen "Duma i uprzedzenie"
  2. Władysław Bartoszewski "Warto być przyzwoitym"
  3. John Boyne "Chłopiec w pasiastej piżamie"
  4. Albert Camus "Dżuma"
  5. Lewis Caroll "Alicja w Krainie Czarów"
  6. Joanna Chmielewska "Jak wytrzymać z mężczyzną"
  7. Joanna Chmielewska "Wszystko czerwone"
  8. Paulo Coelho "Alchemik"
  9. Salvador Dali "Ukryte twarze"
  10. Maria Dąbrowska "Noce i dnie" (I i II tom, więcej nie)
  11. Fiodor Dostojewski "Biesy"
  12. Fiodor Dostojewski "Bracia Karamazow"
  13. Fiodor Dostojewski "Zbrodnia i kara"
  14. Arthur Conan Doyle "Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa"
  15. Umberto Eco "Baudolino"
  16. Umberto Eco "Cmentarz w Pradze"
  17. Umberto Eco "Czytanie świata: eseje"
  18. Umberto Eco "Imię róży"
  19. Jacques Fesch "Za pięć godzin zobaczę Jezusa"
  20. Francis Scott Fitzgerald "Wielki Gatsby"
  21. Anne Frank "Dziennik"
  22. Zygmunt Freud "Wstęp do psychoanalizy"
  23. Johann Wolfgang von Goethe "Cierpienia młodego Wertera"
  24. Thomas Harris "Milczenie owiec"
  25. Khaled Hosseini "Chłopiec z latawcem"
  26. Victor Hugo "Nędznicy"
  27. Franz Kafka "Proces"
  28. Stephen King "Cztery pory roku"
  29. Ryszard Kapuściński "Wojna futbolowa"
  30. Leszek Kołakowski "Mini wywiady o maxi sprawach. Trzy serie"
  31. Leszek Kołakowski "Rozmowy z diabłem"
  32. Nelle Harper Lee "Zabić drozda"
  33. Yiwu Liao "Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych"
  34. Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe"
  35. Stanisław Lem "Eden"
  36. Stanisław Lem "Solaris"
  37. Vladimir Nabokov "Lolita"
  38. George Orwell "Folwark zwierzęcy"
  39. George Orwell "Rok 1984"
  40. Amos Oz "Jak uleczyć fanatyka"
  41. Terry Pratchett "Świat dysku" (wybrane części)
  42. Mario Puzo "Ojciec chrzestny"
  43. Antoine de Saint-Exupery "Nocny lot" 
  44. Mary Shelley "Frankenstein"
  45. Aleksander Sołżenicyn "Oddział chorych na raka"
  46. John Steinbeck "Na wschód od Edenu"
  47. Leonie Swann "Triumf owiec. Thriller a zarazem komedia filozoficzna"
  48. Lew Tołstoj "Anna Karenina"
  49. John Ronald Reuel Tolkien "Hobbit, czyli tam i z powrotem"
  50. John Ronald Reuel Tolkien "Władca Pierścieni" (1-3)

Kartie

niedziela, 13 maja 2012

O sufrażystkach słów kilka lub w ogóle

Rzeczy w biblioteczce ułożone. Jutro nareszcie jadę na basen :) Mówiłam już, że lubię pływać? Pogoda nie dopisuje, jak zwykle tłumaczę to faktem, że tata wziął właśnie wolne. Tak wygląda właśnie łańcuch reakcji. Do przeczytania tysiące książek. Czas zajęty w 150%, więc czy chcę, czy nie chcę, muszę robić kilka rzeczy naraz. Wczoraj byłam na spacerze i pogryzły mnie komary. Nie martwię się jednak niczym, ponieważ do końca roku szkolnego pozostało tylko
47 dni!
Rola kobiet w historii świata. Ojj, bardzo trudny i szeroki temat. Jak ja to napiszę? Chwytam się za głowę. Pozostaje mi jedynie odłożyć wszystko, przejść ścieżką kilku folderów na komputerze i włączyć grę, która pochłonie mnie całkowicie. До свидания!

SweetPear

wtorek, 1 maja 2012

Krótka historia krótkiego wycinka krótkiego do opowiadania krótkiego dnia

Jest wspaniała pogoda do opalania się, więc po powrocie do domu i zjedzeniu obiadu (tortilla + kurczak z ryżem, więc w sumie dwa obiady, ale miałam nie pisać o jedzeniu, więc już kończę ten temat :p), przebrałam się w strój kąpielowy i odpięłam ramiączka. Tak oto razem z niebieskim ręcznikiem, słuchawkami, telefonem poszłam się opalać. 
Mam dzisiaj dzień kontrastów. Mnóstwo wydarzeń zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Jak co roku mam wysypkę w okolicach dekoltu, obtarły mnie buty, jestem cała czerwona na twarzy. Teraz nowości (o dziwo baaaardzo pozytywne)- taki jakby spacer, życzliwość ludzi, rozmowa z uczniami, zaoszczędzone pieniądze (dziękuję jeszcze raz, choć pewnie adresat nie przeczyta, bo niby jak?)i... słońce! :D
Dzisiaj króciutko :) Miłego dnia.
SweetPear

sobota, 28 kwietnia 2012

Co w sobie lubię?

Myślałam nad napisaniem specjalnego posta na temat podany w tytule, ale byłaby to oznaka zadufania w sobie, próżności i bycia egocentrykiem, więc pozostanę jedynie przy wykonaniu prywatnej listy dla siebie. Wizualizacja - to jest to! Kim tak naprawdę chcę być?
Może lepiej odwrotnie - kim nie chcę być?
Oto jest zagadka. Nie chcę być:
zadufaną w sobie dziewczyną,
egoistką,
hipokrytką (ale to niemożliwe),
nadwrażliwym człowiekiem,
kimś, kto robi cokolwiek wbrew sobie,
lekarzem,
osobą podatną na wszelkie wpływy społeczeństwa,
nudna (tutaj też ciężko),
okrutna,
złośliwa,
wymuszająca na wszystkich podporządkowanie się moim schematom.
Na razie lista kończy się w tym momencie, ale podejrzewam, że jeszcze trochę może się w przyszłości zmienić. 
Zauważyłam dzisiaj, że mam po jednym ulubionym drzewie na każdą porę roku:
wiosna - magnolia,
lato - brzoza,
jesień - kasztanowiec
zima - może świerk, ale w sumie nie uznaję zimy jako porę roku, ponieważ jej nie lubię i już ;)
Dziwny ten dzisiejszy wpis. Pora przespać od 8 do 10 godzin w spokoju. Dobranoc.
SweetPear

piątek, 27 kwietnia 2012

O północy w Paryżu lub o 22:28 w Polsce, gdzie może być równie romantycznie

Zaczęłam oglądać "Once" i początkowo spodobał mi się jego nastrój, ale im dłużej trwał film, tym bardziej byłam znużona, więc tak oto, po niecałych czterdziestu minutach oglądania, zrezygnowałam i przeniosłam się przed komputer. Czasami nie rozumiem, jak można żyć w tak ograniczonym świecie jak mój? Zamiast kolacji pochłaniam kolejne "Werther's-y" i zastanawiam się, jak uczcić dzisiejszy sukces mamy. Jestem z niej niezwykle dumna :) Pozbierałam stosy kartek leżących uprzednio prawie na całej powierzchni podłogi w moim pokoju i posegregowałam je w odpowiedni sposób, więc, jeśli będą potrzebne, bez problemu znajdę te, które mogą się przydać. Moja sypialnia zaczyna wyglądać... przejrzyście. Jedno muszę przyznać - najlepiej sprząta się przy muzyce.
Przydałoby się iść spać, ale ja nie przepadam za usypianiem się. Coraz gorzej mi to wychodzi. Zazwyczaj jest tak, że wpatruję się bezmyślnie w sufit, starając się odpędzić wszelkie emocje i myśli, jednak bezskutecznie, ponieważ, mimo że mi się to udaje, wciąż nie mogę zasnąć. Chyba jestem prawdziwą kobietą z wszystkimi humorami, bzdurami, nawykami, hormonami, cechami i innymi "ami", bo lista jest długa. Prawie jak antropocentryzm w starożytnej Grecji, według Zygmunta Kubiaka, czyli "Jestem człowiekiem - cóż ja na to poradzę?". 
To już jest koniec. Koniec analizowania. Koniec rozpatrywania. Koniec przemyślania. Koniec spotykania. Koniec badania. Koniec szukania. Koniec czytania. Koniec rozwiązywania. Koniec przeglądania. Będzie mi tego bardzo brakować. Właściwie to już czuję pustkę. W życiu człowieka najważniejsze jest, żeby mógł znaleźć coś, czemu będzie mógł się w pełni oddać. Czy tym "czymś" stanie się praca, ukochana osoba, czy może zainteresowanie to osobisty wybór. Liczy się to, żeby prawdziwie uwielbiał swoje zajęcie. Taki ze mnie filozof, ot co. 
Starczy na dzisiaj mojego gadania, bo zaczyna to być bezsensowny bełkot. Dobranoc.
P.S. Użyłam słowa "terryfying" :)
SweetPear

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Igrzyska głodowe

Dobra, chyba jest lepiej. Zaczęłam uczyć się scenariusza na niemiecki. Jutro test, We wtorek biegi i targi, w piątek rozdanie, w sobotę dzień otwarty w I LO. Czas zbyt szybko leci. Momentami zdaje mi się, że mam już za sobą całe życie. To chyba oznaka starości duszy i umysłu. Trzeba napisać list motywacyjny. Przeglądałam oferty w gazecie. Chyba się zbyt bardzo nudzę. Teraz, kiedy już nie muszę ciężko pracować, a w sumie powinnam nadal. To nieprawda, że nie jestem leniwa. Mam ochotę zrobić listę swoich wad, jak kiedyś zrobiłam taką dotyczącą cech przedstawicieli rodzaju męskiego, ale nie sądzę, żeby miało mi to pomóc.
Rezygnuję - zapuszczam włosy dalej, nie idę do fryzjera. 3 lata abstynencji nożyczkowej, no, może z paroma ścięciami, ale całe wieki! Przypomniał mi się mężczyzna w autobusie, który wpatrywał się we mnie przez większość drogi. Oczywiście unikałam jego wzroku, nie dając po sobie poznać, że wiem, iż po prostu się na mnie "gapi". Czułam się trochę skrępowana, aż w końcu powiedział, że mam bardzo ładne, długie włosy. Odetchnęłam z ulgą, gdyż moja wyobraźnia podsuwała mi najgorsze scenariusze, jak to już z nią bywa. W ten sposób rozpoczęła się najdziwniejsza rozmowa w moim życiu, dotycząca mnie :)
Skoro mowa o autobusach, bawi mnie wspominanie kolejnego pasażera, który zakładał się z kolegą, że zgadnie, ile mam lat. Był pod lekkim wpływem alkoholu. Co chwilę podchodził do mnie z pytaniem i wracał do kolegi. Kiedy przestałam zwracać na niego uwagę, podszedł do kasera i z szerokim uśmiechem na twarzy wsuwał do otworu bilet, mówiąc głośno "Am, am! Am, am!"
Długo możnaby opowiadać o ciekawych postaciach podróżujących autobusami, ale nie w tym rzecz, by obgadywać obcych ludzi. Moje wpisy schodzą na psy. Nie ma w nich moich przemyśleń, ale przynajmniej mam miejsce do wyżalania się, użalania się, przeżywania i wszystkiego innego zawierającego "ż" w środku, choć nie wiem, co to jeszcze może być :) 
Widziałam "Igrzyska śmierci" i sądzę, że to był dobry film, bo głęboko zapadł mi w pamięci i pomimo usilnych starań skupienia swojej uwagi na czymkolwiek innym, nie mogłam przestać o nim myśleć.
Ludzie są jak zabawki, które, w rękach złego właściciela, potrafią wyrządzić wielką krzywdę człowiekowi.
SweetPear

wtorek, 10 kwietnia 2012

Let it snow, choć mamy środek wiosny

Haaa... Super! Rozwiązywałam dzisiaj testy, bo ot tak wzięło mnie na kontrolę swojego zdrowia, sprawdzające, czy mam depresję. Co się okazało? W trzech (na trzy)wynik wskazywał na ciężką depresję. Niby to tylko głupie testy internetowe, które do prawdziwej medycyny mają się...nijak, ale jednak chyba coś jest odrobinę na rzeczy. Jakieś rady? Nie mam zamiaru brać leków za 150 zł od buteleczki, które pięknie reklamują witryny internetowe, próbując wmówić mi, że to potrzebne i pomoże. Czytałam kiedyś, że im placebo jest droższe, tym bardziej skuteczne i chyba muszę się z tą teorią zgodzić. Jak lek, na który wydaliśmy ciężkie pieniądze zarobione w pocie czoła, mógłby nie zadziałać? Nieważne czy jest rzeczywistym medykamentem, czy zamiast syropu pijemy wodę z dodatkiem barwnika.
Skoro mowa o barwnikach - udało mi się znaleźć trzy w domu, przez co nie trzeba było ich kupować. Piękne kolory jajek: ognista czerwień, nasycony pomarańcz, przypominający zachód słońca latem i błękit paryski, choć niewprawione oko określiłoby je raczej jako ciemny niebieski i pomarańczowoczerwony, bo te odcienie są prawie takie same :) Odzywa się ostatnio moja artystyczna część duszy. Zrobiłam szkic. Ze zdjęcia na telefonie. Nie skończyłam go, ale połowa wyszła całkiem nieźle jak na mnie. Przeglądałam oferty kierunków i wstępne egzaminy.
Im szybciej pogodzisz się ze światem, tym szybciej będzie Ci dane się zestarzeć.
    Jak łza spod rzęs


    Wypłakana skrycie


    Tak śmierć ma sens
    I ma sens życie
    Ma sens...
    Ma sens...


    Ma sens...

SweetPear

środa, 4 kwietnia 2012

Kalinichta

Dzisiaj znowu wiosna wiosną, o dziwo, ani nie jesień, ani nie zima. Świat zaczyna nabierać więcej barw. Podoba mi się to. Post nie o jedzeniu, gdyż, iż, bo, ponieważ, że, dlatego, podobno ta tematyka obniża wartość moich postów. Jakby to chociaż było możliwe! Dzisiaj nie mogę się rozpisać, gdyż po prostu nie mam o czym. Tak, widziałam "W ciemności". Czy mi się podobał? Trudno powiedzieć. Krew była, strzały były, seks był, nagie kobiety były... Czego więcej wymagać od polskiego filmu? Jestem zbyt krytyczna, ale naprawdę nie mam o czym pisać. Pozostanę na tym, co dotychczas zrobiłam, żeby jakośc posta nie uległa zmianie.
Dobranoc.
SweetPear

wtorek, 3 kwietnia 2012

Cicha noc, ale nie taka znowu cicha i nie taka znowu noc, gdyż niedługo Święta, ale Wielkanocne

Myślę, że może uda mi się wreszcie zacząć pisać dziennik. Ciekawym pomysłem będzie przeczytanie swoich wspomnień po roku. Pomoże mi to na pewno również w organizacji czasu, a z tym bywa różnie.
Czas podjąć decyzję, gdzie kontynuować naukę. Wybór wcale nie jest taki prosty, ale przynajmniej nie muszę się zbytnio martwić wynikami :) Cieszę się, że tyle przeżyłam podczas mojego pobytu w obecnej szkole. Powoli zaczyna docierać do mnie, choćbym nie wiem jak bardzo się wypierała, że już nigdy nie będzie tak jak teraz i wcale nie będę wracać, aby odwiedzić ukochane (lub nie)nauczycielki. Chciałabym nie rozstawać się z wieloma ludźmi, ponieważ dawali mi wielkie pokłady energii każdego dnia. Czuję, jakby ktoś powoli odłączał mnie od źródła zasilania. Czytam "Pałac północy" Zafóna i uważam, że w książkach, które mam okazję poznawać, jest za wiele mroku. 
Już nie narzekam. W gruncie rzeczy, pomimo iż uparcie sądzę, że jestem pechowcem, mam wielkie szczęście. Widzieć codziennie promienny uśmiech, głębokie spojrzenie, czuć delikatny dotyk i spokojny oddech, słyszeć głos, bez którego życie jest całkiem inne i wiedzieć, że to nie jest żaden piękny film, ani ulotny sen, lecz prawdziwe życie - nie każdemu tak sprzyja los. 
Napiszę nową książkę. Od początku do końca. Poćwiczę rysunek. Przeczytam resztę zakupionych dzieł Zafóna i posłucham jego kompozycji. Powtórzę wiedzę o architekturze i przeczytam tom od taty. Posprzątam pokój i utrzymam go w tym porządku. Gdybym zrobiła listę czynności, które zamierzam wykonać, byłaby dłuższa niż moje ostatnie opowiadanie :) Chciałabym się nauczyć pisać bardziej felietonistycznym stylem albo przypomnieć sobie, jak kiedyś tworzyłam barwne opisy. 
Dzisiejszy dzień w skrócie:
Wstałam niewyspana około 6:24. Powoli zebrałam się z łóżka i wykonałam wszyskie poranne czynności łącznie z jedzeniem śniadania, choć to nie udało mi się w całości, lecz w połowie, gdyż druga część zajęłaby mi zbyt dużo czasu, dlatego wpakowałam ją do plecaka. 
W szkole, jak to w szkole, ciągłe niespodzianki, ale nic zaskakującego. Matematyka, następnie... co było potem? Już sama tracę rachubę. W każdym razie miał być test z informatyki, ale go nie było i został przełożony na "po świętach". To samo z zagrywką na wf-ie. Ach - wzięłam głęboki wdech. - Jak ja mam przetrwać bez Ciebie? Wiem, że to możliwe, ale nie mogę znieść myśli, że tak musi się kiedyś stać. Najchętniej odłożyłabym problemy i nie myślała nic a nic, jednak byłaby to oznaka tchórzostwa, a na paraliżujący strach nie mogę pozwolić. Jadłam przepyszny obiad :) Wiem, wiem! Będę zapisywać prawie jak Bridget Jones, ile i co zjadłam. 
Bułka dyniowa z masłem i szynką (?) + herbata z sokiem malinowym, bułka kajzerka z serem, masłem i szynką, zupa _____(jaka to była zupa?), makaron z truskawkami + kompot :D, czekoladka, paczka chipsów "Lays'" o smaku chili, paczka kwaśnych żelków (żelek?)z Tesco :) cappuccino, bułka z miodem, pewne ilości wody mineralnej :)
P. S. Skończyłam rysunki! :D Zrobiłam zadania z fizyki! :D Utrwaliłam obrazki lakierem do włosów! :D Na mnie już czas, bo muszę być jutro przytomna, żeby zapamiętać jak najwięcej z tego filmu. Nie zdziwiłabym się, gdybyśmy dostali jakieś zadanie z nim związane... Może to już jakieś zboczenie? Dobranoc.
SweetPear