czwartek, 23 lutego 2012

Urodziny :)

Sto lat, sto lat, niech żyję sobie nam! :)
Nie robiłam żadnych postanowień noworocznych to może wymyślę coś z okazji urodzin? Jakby nie było - jestem już starsza, co za tym idzie, powinnam być dojrzalsza, więc trzeba uczynić coś w tym kierunku. Dzisiejszy post chyba poświęcę postanowieniom.
1. Ciesz się każdym dniem, nieważne czy udany, czy nie, na pewno był podczas niego jakikolwiek powód do radości :)
2. Bądź otwarta na wszystkich ludzi, inaczej zaczniesz żyć jak dzikie, odizolowane w klatce zwierzę, a tego nie chcemy :P
3. Zostań laureatką, nawet podwójną :D
4. Doceniaj każdy dobry odruch drugiego człowieka.
5. Nie bądź przewrażliwiona, ani bez serca, znajdź po prostu złoty środek.
6. Przeczytaj choć część książek noblistów. Coetzee zaliczony, więc dowiedz się, jak przeczytać jego nazwisko :)
7. Zacznij ćwiczyć jakikolwiek sport lub po prostu używaj więcej ruchu.
Prowadzę swoisty monolog, pokuszę się o stwierdzenie, że nawet dialog, bo dzisiaj mam wrażenie, iż występują we mnie dwie osoby. Co dziwne, jak u Fausta. Czy mówiłam już jak bardzo szkodzą mi te lektury? Zamiast cieszyć się, skakać wyżej niż kangury, jeść kilogramy słodyczy, rozmawiać o cudownych lub nie, pięknych lub obleśnych gwiazdach kina i beztrosko patrzeć na świat, ja doszukuję się jakiegoś sensu istnienia, analogii do lektur i wszystkiego, o czym ludzie zaczynają zwykle myśleć podczas pisania matury lub pracy magisterskiej albo pod koniec życia. Ad rem przynajmniej wreszcie się cieszę :)
23 lutego - dzień dla mnie szczęśliwy, dla innych mniej. Dzisiaj odbywa się pogrzeb mojej dalekiej krewnej, niech spoczywa w pokoju.
Nie zapominajcie o zmarłych. Powtarzam to już po raz kolejny, ostatnio chyba podczas wpisu o cmentarzu Rakowickim, ale sądzę, że to ważne. Korzystajcie z każdej okazji do spędzenia czasu z drugą osobą, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będzie Wasz lub jej ostatni dzień. Polecam film "Druga szansa".
SweetPear

wtorek, 21 lutego 2012

Pracuję nad sobą i nad własnym światem oraz jego postrzeganiem

No to dziś post z serii "pracuję nad sobą i nad własnym światem oraz jego postrzeganiem", czyli, co w moim życiu jest najpiękniejsze :D
Począwszy od tego, że obudziłam się rano, popatrzyłam przez okno i zobaczyłam niebo, wspaniałe, czyste, pokryte kłębiastymi chmurami o kolorze śnieżnej bieli, zebrałam się z ciepłego, wygrzanego łóżka i zeszłam po drewnianych schodach o niezykle głębokim odcieniu brązu, skończywszy na nieskończonym śniadaniu. Choć to powtórzenie i sens ostatnich słów brzmi dość groteskowo, to tak właśnie było. Nie mam tu na myśli nieskończoności w znaczeniu, jakie zawarte było w książce "Niekończąca się historia". Był też film o takim samym tytule :) Beztroskie wspomnienia z dzieciństwa - to też jest kwintesencja szczęścia osiągniętego przeze mnie w życiu. Do czego tak naprawdę dążę? Do przekonania samej siebie do wiary. Chcę zwizualizować sobie własne osiągnięcia i myśleć pozytywnie. Szczerze? Uważam się za mistrzynię odchodzenia od tematu i rozprawiania o wszystkim i o niczym.
Po sniadaniu, a dokładnie jego połowie, gdyż drugą bułkę złapałam w pośpiechu, skierowałam się do samochodu. Wcisnęłam na stopy nowe buty, których nie chciałam i tłumaczyłam to nienawiścią do kozaków i zimy. Całkiem ciepłe :) Zaskoczyła mnie temperatura na zewnątrz, na szczęście pozytywnie. Śnieg topnieje, z czego wynika, że coraz bliżej wiosna! Ach, nie mogę się doczekać czasu, kiedy zrzucę wreszcie z siebie grube swetry i kurtki zimowe, a zacznę chodzić w lekkich, pozytywnie się kojarzących ubraniach. A od wiosny coraz bliżej lato... :)
Posiedziałam chwilę u mamy, poczytałam materiały od mojej polonistki, której, w głównej mierze, zawdzięczam swoje sukcesy. To nic, że czasem płaczę, z lub bez powodu. Możliwe, że ma to podłoże we wspomnieniach z dzieciństwa, niczym z psychoanalizy Freuda lub interpretacji Ericha Fromma, jednakże "kompleksu Edypa" nie doszukałam u siebie nigdy. Po wyjściu z miejsca pracy mojej rodzicielki swoje kroki skierowałam w stronę szkoły. Czy to nie dziwne, żeby w ferie się uczyć? Nie, jak najbardziej nie :) Pochwaliłam się sukcesami towarzysza, swoje skwitowałam jedynie niepocieszonym uśmiechem, ale w gruncie rzeczy, kiedy tak o tym myślę, ja również odniosłam sukces i nie powinnam umniejszać swojej roli. Ach, czy to nie wspaniałe realizować się na wielu płaszczyznach? Mimo wszystko, chyba najbardziej cieszę się z tego, że mam przy sobie osobę niezwykle niezwykłą, która nie pasuje do codzienności, a każdy dzień z nią jest jak fragment pięknego snu, z którego człowiek nie chce się budzić. Doszukuję się w tym osobniku swojego odbicia lustrzanego, ale, na całe szczęście, pomimo podobieństw, których nam nie można odmówić, różnimy się. Dziękuję za to, że mam szczęście na wyciągnięcie ręki, a dzięki temu, iż nie podpisałam cyrografu jak Faust z dzieła Goethego, najchętniej wykrzyczałabym "Trwaj chwilo, jesteś taka piękna" na wszystkie strony świata. Muszę ukierunkować tę energię, która mnie rozpiera, a znajduje niestety ujście w ciągłym lęku, obawach i buncie. Pora zrobić coś dobrego dla ludzkości. Świat jest piękny!
P. S. Niedługo świętujemy urodziny najwspanialszej osoby, która urodziła się wiele lub niewiele lat temu 23 lutego :D Ach, cóż za skromność, nieprawdaż, mistrzu? :)
SweetPear