środa, 28 marca 2012

Bohemian Rhapsody

Udało się! Udało się! Udało się! :D
Muszę podziękować osobom, bez których na pewno nie odniosłabym takiego sukcesu :) Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję! :D
Mam dzisiaj cudowny dzień. Ze wszystkim jest lepiej niż myślałam. Wsłuchuję się teraz w "Bohemian Rhapsody" Queen'u i jest wspaniale. Niby powinnam się uczyć, ale, szczerze mówiąc, nie jestem w stanie się skupić. To wszystko jest takie niewiarygodne. Mam za dobrą pamięć do niepotrzebnych bzdur. Mój nastrój jak zwykle zmienia się falami. Wczoraj było okropnie, nic mi nie wychodziło, a dzisiaj? Aż brak mi słów! Zaczynam porządki zarówno w plikach, linkach i folderach na komputerze, jak i notatkach, książkach oraz zeszytach w pokoju. Będzie dobrze. Na niedzielę zapowiada się herbatka, ale jeszcze nie na 100%, uprzedzam. Nie wiem dlaczego, ale skojarzyło mi się to z "Alicją w krainie czarów", zwłaszcza w reżyserii Tima Burtona. Uwielbiam Helenę Bohnam Carter oraz Johnny'ego Depp'a. Uważam teatr za bardziej ambitną i interesującą formę sztuki, a, jak na ironię, częściej oglądam filmy oraz opowiadam o nich z większą pasją. Może oszukuję samą siebię z dramatami? Kto wie? Czy ja nie jestem odrobinę zbyt rozpuszczona i zarozumiała? Podobno brak mi wiary w siebie. Jak nauczyć się brać życie mniej na serio? Temu, kto odpowie mi na pytania i dzięki komu zrozumiem wreszcie jak wygląda i powinno wyglądać całe moje życie, dam wszystko, czego zapragnie. Tymczasem muszę się już żegnać i nauczyć. Dobranoc.
SweetPear

wtorek, 27 marca 2012

Rozbijmy nasz obóz tutaj

Jutro mój los będzie ostatecznie rozsądzony. 27
Oglądnęłam już kolejny raz przepiękny film "Chłopiec w pasiastej piżamie" w reżyserii Marka Hermana. Choć jego treść znam doskonale, za każdym razem płaczę. Czyżbym upodobniła się do typowych nastolatek uwielbiających wzruszające filmy? Nie, ten jest zupełnie inny. To wspaniała, choć wobec tych wydarzeń niekoniecznie, refleksyjna opowieść. Dzięki niej można zrozumieć wpływ indoktrynacji na wszystkich, w tym na niewinne dzieci. Spierają się dwa poglądy na rzeczywistość (lub nie)obozową - jeden jest prawdziwy, drugi podkoloryzowany, ubarwiony. Jak jest w istocie? Przerażająco. Dodatkowo napięcie buduje wspaniała muzyka Jamesa Hornera. Kompozytor często wykorzystuje pewien sprawdzony motyw muzyczny, ale może to dobrze, ponieważ dzięki temu jest przynajmniej charakterystyczny? Nie mniej jednak trochę kreatywności nigdy nie zaszkodzi. Filmy takie jak "Wróg u bram" (swoją drogą to też jeden z tych, które mi się bardzo podobały), "Titanic", "Avatar", czy "Chłopiec w pasiastej piżamie", jak również "Troja" i "Apocalypto" mają linie melodyczne bardzo do siebie podobne.
Wychodzę z dołka i znów do niego wracam. Aktualnie jestem raczej na wyżynach. Film za mną, teraz nauka na biologię, a jeśli z historią nie wyjdzie to wykuję na egzamin komisyjny i udowodnię wszystkim, że jestem coś warta. Cóż za buntowniczy nastrój dzisiaj mnie ogarnął. We wnętrzu krzyczę: "Nie będzie tak! Musi się udać!", ale 'zewnętrze' hamuje moją duszę oportunisty. Zygmunt Freud i Erich Fromm nazwaliby to "id", "ego" i "superego", ale ja nie myślę tymi kategoriami. Komiczne wydaje mi się podporządkowywanie życia utartym schematom. Często "szufladkowanie" jest syndromem lęku przed życiem. W zasadzie z definicji stereotypów wynika, że ułatwiają światopogląd. Nie wymagają od nas głębszego przemyślenia, analizy drugiego człowieka. Wystarczy przypomnieć sobie i ma się coś w stylu recepty na życie, dobre życie.
SweetPear

niedziela, 18 marca 2012

Czy...?

Czy życie nie jest piękne, kiedy można oddychać pełną piersią i przebywać na świeżym powietrzu? Czy życie nie jest piękne, kiedy wie się, iż jest się we właściwym miejscu, we właściwym czasie? Czy życie nie jest piękne, kiedy wstaje się, wtedy gdy potrzeba, a nie dlatego, że inni tak każą? Czy życie nie jest piękne, kiedy dostrzega się wyjątkowość chwil i ich nieuchwytność? Czy życie nie jest piękne, kiedy się żyje? :)
Dzisiaj jestem w bardzo dobrym nastroju. Myślę, że już odreagowałam wszystkie problemy i zmartwienia. Uspokoiłam się i poznaję. Słyszę odgłosy parkującego samochodu i szczekania psa, a mój komputer wydaje dźwięk podobny do brzmienia świerszczy nocą. Wpatruję się w swoje dłonie i dostrzegam na nich niewielkie odciski. Sądzę, że moja skóra dłoni jest zdecydowanie zbyt delikatna. Muszę znowu zacząć rysować. Cokolwiek. Może nauczę się wreszcie szkicować portrety? Trzeba sobie teraz zorganizować jakoś twórczo czas. Może przeczytam zaległe książki albo zacznę realizować swój cel sprzed kilku postów? Wiem, wiem, co zrobię, bo już od dawna planowałam jakiś sposób na wzmocnienie więzi z mamą - zacznę gotować i piec :D Może odświeżę swoje zainteresowanie sztuką? Wiosna jest symbolem narodzin, nowych początków, młodości, więc czas skorzystać z darów natury i spożytkować je jak najlepiej :)
Niedługo testy i trochę odpoczniemy. Za dużo wszystkiego. Za dużo niczego. Dlaczego wszystko musi być "za"? Pora zmienić sposób myślenia i żyć. Być tym, kim chce się być bez podporządkowania się innym, ale, pamiętając, że "wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego".
Mój blog staje się teraz czymś pomiędzy pamiętnikiem a dziennikiem. To całkiem interesujące :)
SweetPear

sobota, 17 marca 2012

Wiersz na opak lub na dwa głosy

Jest dobrze!
Skłamałam.
Wszystko świetnie!
Znowu łgarstwo.
Czuję, że jest cudownie!
Czy ja się niczego nie nauczę? Pinokio jest bardziej szczery.
Myślę, iż nie mogłoby być lepiej!
O, niestety nie. Zawsze może być lepiej.
Spełniły się moje marzenia!
Nie tędy droga, ale było blisko.
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi!
Pewnie też nie, bo ze mnie taka mała maruda.
Czuję, że jestem w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, z odpowiednimi ludźmi, w odpowiedni sposób, odpowiednio żyjąc, bo nie mogłoby być bardziej idealnie!
Może jeszcze coś ze mnie będzie? ;)
SweetPear


czwartek, 15 marca 2012

Czyżby pierwsza porażka?

Zależało mi na tym bardzo. Pragnęłam z całych sił, żeby się udało. Przyłożyłam się do tego, jak do niczego innego. To było moje wielkie marzenie, które zdawało się być już na wyciągnięcie ręki. Chciałam udowodnić sobie, że nie jestem do niczego, a moje życie nie jest jednym wielkim ciągiem sukcesów, które i tak zawsze kończą się porażką. Wiem, że "w życiu nie można mieć wszystkiego" i jestem tego zupełnie świadoma. Moje kanaliki łzowe nie wytrzymują, ale czy naprawdę warto płakać? Czy to ma sens czy może jestem już z góry skazana na bycie zwykłym, szarym, ponurym człowiekiem i walka z własną naturą nie powinna mieć racji bytu? Znowu użalam się nad sobą, a byłam już prawie na dobrej drodze. Pozostaje mieć nadzieję, że wszystko inne nie zmieni się na gorsze, bo przecież i tak mam szczęście w życiu, choć wiecznie mówię, iż wcale nie.
Mam wiele powodów do radości i z jednym z nich właśnie rozmawiam. To on zawsze podnosi mnie na duchu. To on jest przy mnie. To on sprawia, że się śmieję. To on paradoksalnie powoduje zwiększenie mojej wrażliwości. To on nie pamięta o kółku. To on jest tym, kim powinien być. 
Na dzisiaj dziękuję. 
SweetPear

niedziela, 4 marca 2012

Wiosna idzie, idzie wiosna! :)

Jeszcze nigdy nie było tak, żeby w moich oczach wszyscy dookoła mieli rację. To bardzo dziwne zjawisko. Napisałam do przewodniczącej komisji, ale błędem było, że dopiero w sobotę, bo stwierdzam, znając życie, iż odpowiedź i tak otrzymam dopiero w poniedziałek. Ile można czekać? A 14 będzie lista i dowiemy się, czy lepiej "Mieć czy być" - jak rozważał Fromm. Proszę, proszę, proszę, chcę mieć to zaświadczenie, proszę. Mogę Wam (z wyrazami nieograniczonego żadnymi ramami szacunku)postawić pomnik, namalować portret, zaśpiewać, zatańczyć (o zgrozo, tego nienawidzę!), żebyście tylko dali mi ten dyplom!
No, dobra, w zasadzie aż tak źle nie jest. Obojętne mi to, bo teraz muszę pracować na coś innego. Może i straciłam 6 punktów, może i nie jestem wybitnie uzdolniona matematycznie, może innym poszło lepiej, nieważne. Najbardziej liczy się teraz sukces, jakim jest już samo osiągnięcie pułapu umiejętności, do którego dążyłam. Podziwiam samą siebie, że udało mi się pracować na to cały rok. Można "gdybać" i marzyć, ale czy to coś zmieni? Nic a nic. Co najwyżej mogę teraz poświęcić się całkowicie drugiemu celowi. Pokładam w nim wielkie nadzieje. Być może kiedyś dostanę Nobla? :) Marzenia są piękne...
Co do pierwszego zdania mojego wpisu muszę dodać, że bardzo daje mi to do myślenia. Trzeba się zmienić, może również dostosować, ale od zawsze dążyłam do tego, by żyć zgodnie z własnymi zasadami, a takie zachowania chyba w nie godzą, toteż postanowiłam pilnować mojego niepisanego prawa o poprawności.
SweetPear