sobota, 28 kwietnia 2012

Co w sobie lubię?

Myślałam nad napisaniem specjalnego posta na temat podany w tytule, ale byłaby to oznaka zadufania w sobie, próżności i bycia egocentrykiem, więc pozostanę jedynie przy wykonaniu prywatnej listy dla siebie. Wizualizacja - to jest to! Kim tak naprawdę chcę być?
Może lepiej odwrotnie - kim nie chcę być?
Oto jest zagadka. Nie chcę być:
zadufaną w sobie dziewczyną,
egoistką,
hipokrytką (ale to niemożliwe),
nadwrażliwym człowiekiem,
kimś, kto robi cokolwiek wbrew sobie,
lekarzem,
osobą podatną na wszelkie wpływy społeczeństwa,
nudna (tutaj też ciężko),
okrutna,
złośliwa,
wymuszająca na wszystkich podporządkowanie się moim schematom.
Na razie lista kończy się w tym momencie, ale podejrzewam, że jeszcze trochę może się w przyszłości zmienić. 
Zauważyłam dzisiaj, że mam po jednym ulubionym drzewie na każdą porę roku:
wiosna - magnolia,
lato - brzoza,
jesień - kasztanowiec
zima - może świerk, ale w sumie nie uznaję zimy jako porę roku, ponieważ jej nie lubię i już ;)
Dziwny ten dzisiejszy wpis. Pora przespać od 8 do 10 godzin w spokoju. Dobranoc.
SweetPear

piątek, 27 kwietnia 2012

O północy w Paryżu lub o 22:28 w Polsce, gdzie może być równie romantycznie

Zaczęłam oglądać "Once" i początkowo spodobał mi się jego nastrój, ale im dłużej trwał film, tym bardziej byłam znużona, więc tak oto, po niecałych czterdziestu minutach oglądania, zrezygnowałam i przeniosłam się przed komputer. Czasami nie rozumiem, jak można żyć w tak ograniczonym świecie jak mój? Zamiast kolacji pochłaniam kolejne "Werther's-y" i zastanawiam się, jak uczcić dzisiejszy sukces mamy. Jestem z niej niezwykle dumna :) Pozbierałam stosy kartek leżących uprzednio prawie na całej powierzchni podłogi w moim pokoju i posegregowałam je w odpowiedni sposób, więc, jeśli będą potrzebne, bez problemu znajdę te, które mogą się przydać. Moja sypialnia zaczyna wyglądać... przejrzyście. Jedno muszę przyznać - najlepiej sprząta się przy muzyce.
Przydałoby się iść spać, ale ja nie przepadam za usypianiem się. Coraz gorzej mi to wychodzi. Zazwyczaj jest tak, że wpatruję się bezmyślnie w sufit, starając się odpędzić wszelkie emocje i myśli, jednak bezskutecznie, ponieważ, mimo że mi się to udaje, wciąż nie mogę zasnąć. Chyba jestem prawdziwą kobietą z wszystkimi humorami, bzdurami, nawykami, hormonami, cechami i innymi "ami", bo lista jest długa. Prawie jak antropocentryzm w starożytnej Grecji, według Zygmunta Kubiaka, czyli "Jestem człowiekiem - cóż ja na to poradzę?". 
To już jest koniec. Koniec analizowania. Koniec rozpatrywania. Koniec przemyślania. Koniec spotykania. Koniec badania. Koniec szukania. Koniec czytania. Koniec rozwiązywania. Koniec przeglądania. Będzie mi tego bardzo brakować. Właściwie to już czuję pustkę. W życiu człowieka najważniejsze jest, żeby mógł znaleźć coś, czemu będzie mógł się w pełni oddać. Czy tym "czymś" stanie się praca, ukochana osoba, czy może zainteresowanie to osobisty wybór. Liczy się to, żeby prawdziwie uwielbiał swoje zajęcie. Taki ze mnie filozof, ot co. 
Starczy na dzisiaj mojego gadania, bo zaczyna to być bezsensowny bełkot. Dobranoc.
P.S. Użyłam słowa "terryfying" :)
SweetPear

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Igrzyska głodowe

Dobra, chyba jest lepiej. Zaczęłam uczyć się scenariusza na niemiecki. Jutro test, We wtorek biegi i targi, w piątek rozdanie, w sobotę dzień otwarty w I LO. Czas zbyt szybko leci. Momentami zdaje mi się, że mam już za sobą całe życie. To chyba oznaka starości duszy i umysłu. Trzeba napisać list motywacyjny. Przeglądałam oferty w gazecie. Chyba się zbyt bardzo nudzę. Teraz, kiedy już nie muszę ciężko pracować, a w sumie powinnam nadal. To nieprawda, że nie jestem leniwa. Mam ochotę zrobić listę swoich wad, jak kiedyś zrobiłam taką dotyczącą cech przedstawicieli rodzaju męskiego, ale nie sądzę, żeby miało mi to pomóc.
Rezygnuję - zapuszczam włosy dalej, nie idę do fryzjera. 3 lata abstynencji nożyczkowej, no, może z paroma ścięciami, ale całe wieki! Przypomniał mi się mężczyzna w autobusie, który wpatrywał się we mnie przez większość drogi. Oczywiście unikałam jego wzroku, nie dając po sobie poznać, że wiem, iż po prostu się na mnie "gapi". Czułam się trochę skrępowana, aż w końcu powiedział, że mam bardzo ładne, długie włosy. Odetchnęłam z ulgą, gdyż moja wyobraźnia podsuwała mi najgorsze scenariusze, jak to już z nią bywa. W ten sposób rozpoczęła się najdziwniejsza rozmowa w moim życiu, dotycząca mnie :)
Skoro mowa o autobusach, bawi mnie wspominanie kolejnego pasażera, który zakładał się z kolegą, że zgadnie, ile mam lat. Był pod lekkim wpływem alkoholu. Co chwilę podchodził do mnie z pytaniem i wracał do kolegi. Kiedy przestałam zwracać na niego uwagę, podszedł do kasera i z szerokim uśmiechem na twarzy wsuwał do otworu bilet, mówiąc głośno "Am, am! Am, am!"
Długo możnaby opowiadać o ciekawych postaciach podróżujących autobusami, ale nie w tym rzecz, by obgadywać obcych ludzi. Moje wpisy schodzą na psy. Nie ma w nich moich przemyśleń, ale przynajmniej mam miejsce do wyżalania się, użalania się, przeżywania i wszystkiego innego zawierającego "ż" w środku, choć nie wiem, co to jeszcze może być :) 
Widziałam "Igrzyska śmierci" i sądzę, że to był dobry film, bo głęboko zapadł mi w pamięci i pomimo usilnych starań skupienia swojej uwagi na czymkolwiek innym, nie mogłam przestać o nim myśleć.
Ludzie są jak zabawki, które, w rękach złego właściciela, potrafią wyrządzić wielką krzywdę człowiekowi.
SweetPear

wtorek, 10 kwietnia 2012

Let it snow, choć mamy środek wiosny

Haaa... Super! Rozwiązywałam dzisiaj testy, bo ot tak wzięło mnie na kontrolę swojego zdrowia, sprawdzające, czy mam depresję. Co się okazało? W trzech (na trzy)wynik wskazywał na ciężką depresję. Niby to tylko głupie testy internetowe, które do prawdziwej medycyny mają się...nijak, ale jednak chyba coś jest odrobinę na rzeczy. Jakieś rady? Nie mam zamiaru brać leków za 150 zł od buteleczki, które pięknie reklamują witryny internetowe, próbując wmówić mi, że to potrzebne i pomoże. Czytałam kiedyś, że im placebo jest droższe, tym bardziej skuteczne i chyba muszę się z tą teorią zgodzić. Jak lek, na który wydaliśmy ciężkie pieniądze zarobione w pocie czoła, mógłby nie zadziałać? Nieważne czy jest rzeczywistym medykamentem, czy zamiast syropu pijemy wodę z dodatkiem barwnika.
Skoro mowa o barwnikach - udało mi się znaleźć trzy w domu, przez co nie trzeba było ich kupować. Piękne kolory jajek: ognista czerwień, nasycony pomarańcz, przypominający zachód słońca latem i błękit paryski, choć niewprawione oko określiłoby je raczej jako ciemny niebieski i pomarańczowoczerwony, bo te odcienie są prawie takie same :) Odzywa się ostatnio moja artystyczna część duszy. Zrobiłam szkic. Ze zdjęcia na telefonie. Nie skończyłam go, ale połowa wyszła całkiem nieźle jak na mnie. Przeglądałam oferty kierunków i wstępne egzaminy.
Im szybciej pogodzisz się ze światem, tym szybciej będzie Ci dane się zestarzeć.
    Jak łza spod rzęs


    Wypłakana skrycie


    Tak śmierć ma sens
    I ma sens życie
    Ma sens...
    Ma sens...


    Ma sens...

SweetPear

środa, 4 kwietnia 2012

Kalinichta

Dzisiaj znowu wiosna wiosną, o dziwo, ani nie jesień, ani nie zima. Świat zaczyna nabierać więcej barw. Podoba mi się to. Post nie o jedzeniu, gdyż, iż, bo, ponieważ, że, dlatego, podobno ta tematyka obniża wartość moich postów. Jakby to chociaż było możliwe! Dzisiaj nie mogę się rozpisać, gdyż po prostu nie mam o czym. Tak, widziałam "W ciemności". Czy mi się podobał? Trudno powiedzieć. Krew była, strzały były, seks był, nagie kobiety były... Czego więcej wymagać od polskiego filmu? Jestem zbyt krytyczna, ale naprawdę nie mam o czym pisać. Pozostanę na tym, co dotychczas zrobiłam, żeby jakośc posta nie uległa zmianie.
Dobranoc.
SweetPear

wtorek, 3 kwietnia 2012

Cicha noc, ale nie taka znowu cicha i nie taka znowu noc, gdyż niedługo Święta, ale Wielkanocne

Myślę, że może uda mi się wreszcie zacząć pisać dziennik. Ciekawym pomysłem będzie przeczytanie swoich wspomnień po roku. Pomoże mi to na pewno również w organizacji czasu, a z tym bywa różnie.
Czas podjąć decyzję, gdzie kontynuować naukę. Wybór wcale nie jest taki prosty, ale przynajmniej nie muszę się zbytnio martwić wynikami :) Cieszę się, że tyle przeżyłam podczas mojego pobytu w obecnej szkole. Powoli zaczyna docierać do mnie, choćbym nie wiem jak bardzo się wypierała, że już nigdy nie będzie tak jak teraz i wcale nie będę wracać, aby odwiedzić ukochane (lub nie)nauczycielki. Chciałabym nie rozstawać się z wieloma ludźmi, ponieważ dawali mi wielkie pokłady energii każdego dnia. Czuję, jakby ktoś powoli odłączał mnie od źródła zasilania. Czytam "Pałac północy" Zafóna i uważam, że w książkach, które mam okazję poznawać, jest za wiele mroku. 
Już nie narzekam. W gruncie rzeczy, pomimo iż uparcie sądzę, że jestem pechowcem, mam wielkie szczęście. Widzieć codziennie promienny uśmiech, głębokie spojrzenie, czuć delikatny dotyk i spokojny oddech, słyszeć głos, bez którego życie jest całkiem inne i wiedzieć, że to nie jest żaden piękny film, ani ulotny sen, lecz prawdziwe życie - nie każdemu tak sprzyja los. 
Napiszę nową książkę. Od początku do końca. Poćwiczę rysunek. Przeczytam resztę zakupionych dzieł Zafóna i posłucham jego kompozycji. Powtórzę wiedzę o architekturze i przeczytam tom od taty. Posprzątam pokój i utrzymam go w tym porządku. Gdybym zrobiła listę czynności, które zamierzam wykonać, byłaby dłuższa niż moje ostatnie opowiadanie :) Chciałabym się nauczyć pisać bardziej felietonistycznym stylem albo przypomnieć sobie, jak kiedyś tworzyłam barwne opisy. 
Dzisiejszy dzień w skrócie:
Wstałam niewyspana około 6:24. Powoli zebrałam się z łóżka i wykonałam wszyskie poranne czynności łącznie z jedzeniem śniadania, choć to nie udało mi się w całości, lecz w połowie, gdyż druga część zajęłaby mi zbyt dużo czasu, dlatego wpakowałam ją do plecaka. 
W szkole, jak to w szkole, ciągłe niespodzianki, ale nic zaskakującego. Matematyka, następnie... co było potem? Już sama tracę rachubę. W każdym razie miał być test z informatyki, ale go nie było i został przełożony na "po świętach". To samo z zagrywką na wf-ie. Ach - wzięłam głęboki wdech. - Jak ja mam przetrwać bez Ciebie? Wiem, że to możliwe, ale nie mogę znieść myśli, że tak musi się kiedyś stać. Najchętniej odłożyłabym problemy i nie myślała nic a nic, jednak byłaby to oznaka tchórzostwa, a na paraliżujący strach nie mogę pozwolić. Jadłam przepyszny obiad :) Wiem, wiem! Będę zapisywać prawie jak Bridget Jones, ile i co zjadłam. 
Bułka dyniowa z masłem i szynką (?) + herbata z sokiem malinowym, bułka kajzerka z serem, masłem i szynką, zupa _____(jaka to była zupa?), makaron z truskawkami + kompot :D, czekoladka, paczka chipsów "Lays'" o smaku chili, paczka kwaśnych żelków (żelek?)z Tesco :) cappuccino, bułka z miodem, pewne ilości wody mineralnej :)
P. S. Skończyłam rysunki! :D Zrobiłam zadania z fizyki! :D Utrwaliłam obrazki lakierem do włosów! :D Na mnie już czas, bo muszę być jutro przytomna, żeby zapamiętać jak najwięcej z tego filmu. Nie zdziwiłabym się, gdybyśmy dostali jakieś zadanie z nim związane... Może to już jakieś zboczenie? Dobranoc.
SweetPear