wtorek, 31 lipca 2012

Wyjeżdżam

Na krótko. Wtorek, środa, czwartek.
Dlaczego on jest taki... ? Czuję się winna. Mam wyrzuty sumienia, a nie powinnam. Dlaczego mnie to przygnębia? Miałam cieszyć się z wyjazdu w góry, a tu co? Dziwne jest to życie. Kolejne spotkanie trzeba będzie przełożyć. Przykro mi, naprawdę jest mi przykro. Nie lubię, kiedy próbuję wstać, a ktoś spycha mnie na dół, lecz, jak na ironię, lubię walkę. Nie przejawia się to w moim osobistym życiu zapewne nigdy, ale w głębi duszy skrywam, że to daje mi siłę i motywację. Lekki absurd, prawda? Zwykle do walki potrzeba siły i motywacji, a nie na odwrót? Przyzwyczaiłam się.
Być jak John Malkovich. Ujawniony został paniczny strach przed monotonią, końcem i brakiem realizacji w życiu. Każdy człowiek dąży do bycia kimś innym, niż tak naprawdę jest. To zjawisko jest powszechnie akceptowane. Overclocked. Nie ma miejsca na osobiste porachunki. Trzeba żyć. Nie dać się zaprogramować. Zaraz... My już jesteśmy zaprogramowani. Wyspa. Scarlett Johansson we własnej osobie. Zmusza do refleksji, choć zdaje się być, ot, takim amerykańskim filmem pełnym wybuchów, nagich ciał, romansu i pościgów.
Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc.

SweetPear

czwartek, 26 lipca 2012

Pożyjemy, zobaczymy

Mam ochotę na film i pomalowane paznokcie. Jakoś nic mi się dzisiaj nic nie chce. Dostałam aparat, który bardzo, bardzo, bardzo mi się podoba, więc może za jakiś czas pomęczę zdjęciami, jeśli mi się spodobają. Co do pierwszego zdania, ostatnio bardziej prawdopodobny jest film niż jakikolwiek lakier na moich paznokciach.
Pogoda raz jest, raz jej nie ma, ale humor mi dopisuje. Lepiej "Brat" czy może "Przyjaciel do końca świata"? Lubię Keirę Knightley. Wspominałam już? "Cierpienia młodego Wertera" przeczytane. Pozostaje jeszcze tylko oddać do biblioteki i wziąć się za czytanie książki do fizyki. Nawet już zaczęłam i jestem na 47 stronie. Wydaje mi się bardziej filozoficzna niż naukowa i taki był jej zamysł, ale nie jestem do końca przekonana, czy wpłynie to korzystnie na moją naukę. Pożyjemy, zobaczymy.
Odświeżyłam trochę gitarę. Mam ochotę na starsze utwory zespołu The Offspring. Były bardziej punkowe i to mi się w nich podobało. Pamiętam, że potrafiłam rozpoznać każdy utwór z ich pierwszej płyty z 1989 r. i podać jego tytuł po paru sekundach trwania melodii. Nie kleją mi się dzisiaj zdania. Skoro mowa o klejeniu to mam ochotę na pierogi. Od pierogów krótka droga do babci. Skoro już tak wędruję to łatwiej tam dotrzeć na rowerze. Roweru nie będzie przez tę pogodę. Pogoda taka sobie, ponieważ... No, właśnie! Dlaczego? Przecież jest lato. Mam ochotę w przyszłości zamieszkać w którymś z ciepłych południowych krajów Europy. Trochę to niepatriotyczne, ale co mam poradzić na to, że moja psychika nie działa sprawnie w polskich temperaturach. Pojechałam na trochę do Grecji, a ból psychiczny minął, jak ręką odjął. Pożyjemy, zobaczymy.
SweetPear

poniedziałek, 23 lipca 2012

Pardon

Jak można znać swoją wartość i jednocześnie mieć niską samoocenę? Tego nie da się połączyć! A jednak... Czy możliwe jest, że okłamuję samą siebie w tak fundamentalnej kwestii? 28 tyg 4 dni, czy to nie wspaniałe? :)
Lubię pisać szyfrem. Szyfry są fajne. Labirynty także. Antyk również. Zoyi glrcolcrs rcw.Kiedy jesteśmy pozbawieni pewnych rzeczy, często okazuje się, że, wbrew naszej opinii, wcale ich nie potrzebujemy lub jesteśmy w stanie zastąpić je innymi. Nie mówię o ludziach. Nie. To tak nie działa.
Przypomniał mi się wpis do mojego pamiętnika, kiedy miałam 6 lat i pisałam w dość dziwaczny sposób (często celowo)małą literkę "f": "myszki są fajne". Przyszywana ciocia, która akurat przebywała u nas w mieszkaniu w celu wypicia kawy i pogawędki ze swoją przyjaciółką (moją mamą), całkiem inaczej odczytała ten tekst, który w jej wykonaniu brzmiał "myszki są pijane". Głupia historia, ale chyba nigdy jej nie zapomnę. Idiotyczne wspomnienia trzymają się nas najdłużej.
To samo z pamiątkami. Pamiątek się nie wybiera, same się do ciebie przyczepiają i nie chcą odpaść. Pamiątki są wieczne. Pamiątki nie są pamiątkami. Co za brednie!
Myślę, że przejażdżka po Krakowie i wzdłuż fragmentu Wisły dobrze mi zrobiła, ale do mojego mózgu nie dotarły jeszcze impulsy wpływające na pobudzenie jego części odpowiadającej za tworzenie.
Trzeba iść wreszcie spać. Dobranoc.
SweetPear

niedziela, 22 lipca 2012

Ojciec? (Nie)obecny!

Mój ojciec, w zasadzie tata, bo tak na niego zawsze mówiłam, nadal mówię i mówić będę, bywa nieobecny. Przecież ojciec musi mieć autorytet, dziecko powinno darzyć go szacunkiem i kochać z całego serca, a do tego trzeba i czasu, i wysiłku i obecności. Nie będę owijać w bawełnę. Powiem wprost: często czuję, iż tak naprawdę mój tata jest, mimo że nie mieszka z nami.
Przypomniał mi się grecki model rodziny (najprawdopodobniej zaczerpnięty z mitologii, jednak jego etymologia może być nawet odwrotna), gdzie jest Grek, jest jego żona, dzieci i... kochanka. Mimo tego dosyć patologicznego systemu, dla ojca najważniejsze jest ognisko domowe. Kochanka schodzi na dalszy plan. Nie wyobrażam sobie istnienia w takim schemacie, a jednak moje życie trochę go przypomina.
Mój tata dzwoni przynajmniej dwa razy w tygodniu i pyta. O co? O wszystko!
"Czy nie potrzebujecie czegoś?", "Czy nie trzeba Was zawieźć do szkoły?", "Czy macie ciepło w domu?", "Czy...?"
Bywa to rutynowe i nużące, ale przynajmniej czuję jego obecność w moim życiu. Dzięki temu, że jest, wspiera mnie, troszczy się o mnie i rozmawia. Nie mam z nim tak dobrego kontaktu, jak kiedyś, lecz liczę na poprawę naszych relacji.
Dobrze jest mieć ojca. Czasami brak mi tak zwykłych rzeczy jak jego jajecznica z boczkiem, dość luźne podejście do czasu i definicji słowa "zaraz", narzekanie na wszystko, czy wychodzenie z łazienki w ciemnozielonym ręczniku i kierowanie się wprost do sypialni. Nie lubi, kiedy ktoś się spóźnia, a sam nigdy się nie spieszy. No, może, gdy jedziemy samochodem. Wtedy wyprzedza większość aut, uprzednio układając w specyficzny sposób ręce na kierownicy. Myślę, że nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Uwielbia samoloty i stare samochody. Kiedyś chyba też lubił fotografię, bo mamy starego, dobrego Zenita i sporo zdjęć autorstwa taty. Od zawsze kochał motoryzację, o czym świadczą jego kolekcja czasopism tematycznych, książek oraz motor stojący w garażu.
Osobiście nie posiadam już nic z wymienionej powyżej listy, ale mam za to wycieczki rowerowe, wyjazdy w góry oraz podróże na zloty starych samochodów. Rola taty w moim życiu jest zakłócona. Nie jest typowym wzorem mężczyzny, którego podświadomie szukają młode dziewczyny. Jego zdanie nie jest dla mnie priorytetowe. Nie jest już głową naszej rodziny. Nie przeszkadza mi to. Przyzwyczaiłam się , że jednocześnie jest i go nie ma. Czy to dziwne? Z punktu widzenia bezstronnego obserwatora na pewno. Mógłby uznać to za absurd. Tak właśnie cała sytuacja zostałaby przez niego odebrana, ale który człowiek na Ziemi jest całkowicie bezstronny? Wskażcie mi go, bo inaczej nie uwierzę.
Kocham swojego tatę. Lubię każdą sekundę spędzoną w jego towarzystwie. Nawet siedząc z bratem w mieszkaniu taty przed telewizorem, kiedy on jest w kuchni i gotuje, czuję, że tak właśnie musi być. Nauczyłam się akceptować zastaną rzeczywistość. Kiedyś chciałam, żeby on i mama znowu byli razem. W zasadzie nadal tego chcę, ale to niemożliwe. Jestem świadoma. Tata zniszczył nasze życie oraz jego ład i porządek, lecz dzięki temu zrozumiałam, że nigdy nie jesteśmy pewni, czy coś jest w 100% stałe. Kocham go mimo wszystko. W końcu jest moim ojcem.
Chcę zostać architektem i zmieniać świat. Pragnę uczynić go bardziej stabilnym tam, gdzie jest to konieczne. Planuję stać się też architektem serc i, w przeciwieństwie do mojego taty, projektować oraz budować, a nie burzyć. Ciągle się uczyć i dążyć do doskonałości. Nie spoczywać na laurach i iść. Dokąd? Iść tam, gdzie jeszcze nie był nikt. Z kim? Najlepiej z moim tatą.

SweetPear

piątek, 20 lipca 2012

41 stopni to jednak trochę za mało...

...czyli Grecja to kraj ciepłych miejsc, ludzi i pomieszczeń, ale właśnie dlatego musiałam się okryć szalem. Pewien pan (wcale nie powiem, że był to przewodnik o imieniu Ryszard)zapewniał wycieczkę, iż w Atenach będzie 41 stopni w cieniu (z resztą słusznie zapewniał, gdyż tyle w istocie było, jeśli nie więcej)i trzeba wziąć coś, aby okryć ramiona. Przygotowałam się na to pakując do plecaka niebieski szal należący do mojej mamy, który mi na wyjazd pożyczyła, stąd zdjęcia z wycieczki przedstawiające mnie w stroju raczej nietypowym jak na południowe państwo w Europie. Uwielbiam architekturę starożytnych Greków. Studiowanie ich budowli, nawet, albo zwłaszcza, od strony teoretycznej zaczyna mi się bardzo, ale to bardzo, podobać :)
Jednymi z pozytywnych wspomnień są komentarze dotyczące mojego kapelusza, zdjęcie z kapitanem statku płynącego na wyspę Skiatos, śmiech dziewczyn z pokoju, gra w Makao, koledzy z 11 i 10, piękne morze, wspaniała pogoda, ciepli ludzie, kawa od Greka, który potrafi mówić po Polsku i odwiedział już nasz kraj, zdjęcia zrobione na dachu hotelu, kelner ze statku płynącego z Grecji do Ancony we Włoszech, rejs i pochylanie się na wietrze, blady Francuz i jego koleżanki, murzyni na plaży, których lubiła M, jej radość z przyjęcia na studia i energia, którą dostarczano mi ze wszystkich stron.
Mogłabym tam zostać dłużej, gdyby znalazło się miejsce dla jeszcze kilku osób. Moim osobistym sukcesem jest to, że przez 2 tygodnie płakałam tylko raz. Nie wiem, czy to relaks, pogoda, ludzie na to wpłynęli, ale chciałabym, żeby już tak pozostało. Okazuje się, że chyba wcale nie jestem tak niefotogeniczna jak myślałam :) 
Czekam na zdjęcia, spotkania i do zobaczenia.
Wrzuciłam monetę przed mały ołtarzyk w Meteorach, co znaczy, że jeszcze tam powrócę. Mam nadzieję, iż tak się stanie.
Dziękuję wszystkim za uśmiech, miłe słowa, czochranie moich włosów, branie kapelusza, podglądanie kart, dawanie jedzenia, smarowanie kremem z filtrem, opalanie się ze mną, pływanie, łowienie muszli i wiele innych. Do zobaczenia raz jeszcze :)

SweetPear