piątek, 31 sierpnia 2012

Wish you were here

Wish you were here
Próbuję utrzymywać dobry nastrój i na razie wychodzi mi to z powodzeniem. Słyszę komentarze mojej mamy, że, czego się nie chwycę, wszystko mi się udaje. Naprawdę? Nigdy nie dowierzam tym słowom. Moja wrodzona skromność, choć teraz nie wydaje się, żebym ją posiadała :), nie pozwala przyjąć do wiadomości, że tak może być. W każdym razie miło słyszeć komplementy. Potrafią bardzo wpłynąć na moje samopoczucie.
Czym jest miłość w życiu człowieka? Paliwem, ponieważ daje mu energię, którą przetwarza silnikiem uczuć. Siłą, dlatego że dla ukochanej osoby można pokonywać przeciwności losu oraz przekraczać wszelkie bariery. Marzeniem, które może się kiedyś spełnić. Celem. Odpowiedzialnością. Miarą. Motywacją. Pokutą. Pragnieniem. Centrum.
"Miarą miłości jest miłość bez miary."
św. Franciszek Salezy
Dlaczego jest tak ważna? Czemu nie potrafię bez niej żyć? Muszę przejść na bardziej osobisty ton, ponieważ nie znam tak dobrze psychiki ludzkiej, aby móc opisywać przykłady miejsca miłości w odwiecznej egzystencji człowieka. Nie lubię generalizować, kiedy nie mam pojęcia o prawdziwych regułach lub nie posiadam danych, dzięki którym mogłabym je sformułować. Miłość wiele dla mnie znaczy. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie potrafię bez niej żyć. Gwarancją szczęścia, piękna, opieki, celu oraz własnej wartości. Kiedy nikogo nie kocham, nie liczę się na świecie. Jestem nikim, a nawet gorzej - w ogóle mnie nie ma. Mówią, że miłość jest ślepa. Nie zgadzam się z tym zdaniem. Uważam, że ona pomaga w akceptacji wad drugiego człowieka, co jest dobrym zjawiskiem. Nie mówię tu o miłości patologicznej i toksycznych związkach, ponieważ one nie kierują się żadnymi zasadami. W tej sytuacji sprawa wygląda całkiem inaczej, ale to materiał na całkiem inny temat.
Uwielbiam pisać o miłości prawdziwej, namiętnej, szczerej i romantycznej. Taka jest idealna. Każdemu zdarzają się czasem chwile zwątpienia, moment przerwy na pytanie: "czy to na pewno moja bajka?", jednak opamiętuje się i wszelkie obiekcje odrzuca w kąt na rzecz realnego uczucia. Wtedy można powiedzieć, że to jest miłość dojrzała, nie sugerując się zdaniem Carlosa Ruiza Zafona:
"W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze."
Choć jest w nim trochę prawdy. Czasem trzeba uwierzyć w jej istnienie, które może się chować jak spłoszony zając uczucia przed chciwym myśliwym poznania. Spróbować, pomimo niechęci do integracji, zespolenia własnej duszy z inną, być może nie pokrewną, ale równie wartościową. Pogrążyć się w odczuwaniu tego, co najlepsze i najgorsze zarazem oraz odpłynąć razem ze statkiem niepewności płynącym w kierunku wolności. Wolności gwarantowanej nam wszystkim przez nas samych.
Marzenie na dziś: zobaczyć się i porozmawiać ze starym, dobrym rywalem.
Spełnione.
SweetPear

Wszyscy jesteśmy tacy skomplikowani

Dzisiaj wszystko mnie zachwyca. Mam wrażenie, że tyle rzeczy trzyma mnie na tym świecie i nie chce puścić, że aż sama myślami wznoszę się ponad chmury, a mój nos zaczyna węszyć wyżej niż sięgają wieżowce - taka jestem z siebie dumna :)
P. S. Mam nowe buty! :)
P. S. 2 Dlaczego piszę "P. S." skoro jeszcze chcę poruszyć inne tematy?
P. S. 3 ... i ładny sweterek,  ale gdzie ja tu wciskam się z moimi trywialnymi zachciankami, kiedy miałam snuć opowieści na wartościowe tematy?
Zostałam dzisiaj mile zaskoczona uwagą starszego pana, który z uśmiechem powiedział, patrząc na mnie, że to ewenement widzieć tak młodą osobę czytającą książkę. Później opowiedział trochę o historii i zrobił mi test, czy wiem, jakiego wydarzenia obchodzono niedawno 400 rocznicę? (Zdałam!) To odnośnie podbudowania mojej samooceny.
Możę nawiążę do mojego tytułu dzisiejszego wpisu? Otóż - cały świat wydaje mi się dzisiaj magiczny, pełen niesamowitych zdarzeń, uroku, ciepła, ale też absurdów. Nie będę uzasadniać, bo nie o to chodzi, ale chciałam pochwalić się nowym spojrzeniem na świat.
Teraz kolej na wartościowe tematy. Chyba nie przypomnę sobie, jakie dokładnie chciałam poruszyć. Pozostaje mi tylko nawiązać do humorystycznej kartki pocztowej z Empika, którą sobie dzisiaj kupiłam. Szczerze mówiąc, kiedy teraz na nią patrzę, przypominają mi się wszystkie zdjęcia, które miały przyklejone do lustra moje kuzynki.
Może jednak nie będę w żaden sposób nawiązywać? Pozostawiam jedynie obrazek do napawania się jego widokiem, jeżeli kogoś jeszcze nie znudziły moje zdania :)
Przecież wszyscy jesteśmy tacy skomplikowani!
Marzenie na dziś: zjeść drożdżówkę.
Spełnione.
SweetPear

czwartek, 30 sierpnia 2012

Kłótnia z samą sobą

Miałam odwiedzić rodziców taty, ale moje plany nie zostały zrealizowane. Myślę sobie ostatnio nad moim życiem i nie dochodzę do żadnych sensownych wniosków.
Nie chcę doprowadzać się na skraj rozpaczy. Nie można nienawidzić świata. Jednak powstanie wpis typu "czego nienawidzę w samej sobie?".
Zacznę od braku konsekwencji, później następuje nadmierna wrażliwość, słabe poczucie humoru i nietowarzyskość. Kolejną rzeczą jest to, że nie umiem tańczyć. Ani trochę. Od dziecka na parkiecie czułam się jak sztywny klocek. Ciężko się płynnie poruszać. Nawet nie przez wzgląd na wszystkich, że mnie obserwują i krytykują (jak większość sobie moje zachowanie tłumaczyła), ale przez wzgląd na partnera. Uważałam, że mój wzrost jest barierą, a szczupła sylwetka wiązała się z brakiem kształtów (w końcu większość tancerek ma się czym pochwalić). Mówią, że jestem zakompleksiona, a to nieprawda. Już dawno zaakceptowałam swoją figurę, charakter i zachowanie. Pracuję nad sobą, bo tego wymaga dążenie do doskonałości, a dążę do niej nieustannie. Może to jest jakaś przeszkoda? Kurczowe trzymanie się postawy perfekcjonistki, która nie przyjmuje do wiadomości żadnego niepowodzenia. Czy ja naprawdę taka jestem? Kiedyś nie miałam żadnego problemu z mówieniem. Wychodziło mi to lekko i naturalnie. Teraz unikam jakiegokolwiek potknięcia językowego, merytorycznego lub etycznego. Nie wiem, co mam mówić. Wydaje mi się, że to, co mam do powiedzenia, nie zainteresuje rozmówcy. W towarzystwie przyjaciółek nadrabiam uśmiechem podczas rozmowy, ponieważ jestem prawie pewna, że rzadko mnie słuchają, a jeśli nawet, to szybko ucieka im z pamięci to, co właśnie zakomunikowałam. Co teraz czuję? Smutek. Hamuję łzy. Następna rzecz, nad którą chciałam popracować. A może pomogłoby mi zdanie z "Buntownika z wyboru", które wypowiedział psycholog Sean Maguire (wspaniała rola Robina Williamsa)?
"To nie twoja wina."
Podczas przygotowań do tamtego konkursu zastanawiałam się, czy jestem buntowniczką. Jestem. Nie taką jak były dziewczyny w latach 70 i 80, które farbowały włosy na żywe kolory, nosiły mocny makijaż, ubierały się wyzywająco, niechlujnie i wbrew wszelkim normom społecznym oraz słuchały ostrej muzyki o bezpośrednich przesłaniach typu "Kill the president" grupy The Offspring. Ja buntuję się przeciwko nierównemu traktowaniu, niesprawiedliwości, stereotypom, czysto materialnemu postrzeganiu świata, bezmyślnemu podążaniu za "stadem", braku jakichkolwiek zasad, poniżaniu ludzi. Dbam o tradycje rodzinne i narodowe. Znowu wracam do roztrząsanego kiedyś przeze mnie patriotyzmu. W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. Co teraz czuję? Spokój, moje ciało jest zrelaksowane, a nastrój refleksyjny. Czy zdobędę się kiedyś na analizę własnego umysłu? Pójdę śladami mistrzów w tej dziedzinie, choć żadnego nie znam. Zatem będę swoim własnym mistrzem. Po części osiągnęłam swój cel, ponieważ chciałam sprowokować samą siebie do wyżaleń, narzekania, wyjawiania sekretów z dzieciństwa, tylko po to, aby uświadomić sobie, że tak naprawdę niczym nie zawiniłam, czasem znalazłam się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwym czasie, zdarzało się, że miałam po prostu pecha, ale w gruncie rzeczy jestem człowiekiem wartościowym, który dba, a przynajmniej się stara, o dobro innych. Sesja na dzisiaj skończona. Życzę samej sobie owocnych spotkań z klawiaturą i otwartym umysłem. Co teraz czuję? Radość, odprężenie i dumę.
Marzenie na dziś: utrzymać pokój w zupełnej czystości.
Spełnione.

SweetPear

środa, 29 sierpnia 2012

Czas ulgi

Minęła burza, nastąpił czas upojnych chwil na świeżym powietrzu, które nie jest zakłócone żadną mgłą niepewności. Nie muszę wytężać swojego wzroku, aby wreszcie dostrzec, że moje życie jest życiem, którego na tym świecie potrzeba. Swoją postawą kształtuję innych ludzi, a oni mnie. Wpływają na mój światopogląd i formułują poglądy. Czym stałabym się, gdybym była samotna? Jak zachowywaliby się ludzie z mojego otoczenia?
Zaczynam wierzyć w przeznaczenie. Nie takie jak na amerykańskich filmach, gdzie człowiek nie rusza się z domu, ponieważ ufa, że to los sam doprowadzi wymarzonego partnera do jego drzwi, który stanie na ich progu i ,patrząc na gospodarza, wyśpiewa, że jest on jego miłością od pierwszego wejrzenia, na którą czekał od urodzenia.  Jeśli coś ma się stać, w końcu się stanie. Zwykle w momencie, w którym można się  najmniej tego spodziewać.
Pan Lew był raz chory i leżał w łóżeczku, 
Więc przyszedł pan doktor: 
- Jak się masz, koteczku? 
- Niedobrze, lecz teraz na obiad jest pora - 
Rzekł Lew rozżalony i pożarł doktora.
L. Caroll "Alicja w Krainie Czarów"
Ja mogłabym kogoś zdominować? Śmieszne. Choć ciekawym doświadczeniem byłaby manipulacja ludźmi, panowanie nad nimi, sterowanie ich zachowaniami, wpływanie na ich uczucia i postrzeganie świata... To nie na moje sumienie. Nie potrafiłabym poruszać żadnym człowiekiem jak kuglarz marionetkami w teatrze. Wydaje mi się to niezgodne z podstawowymi zasadami moralnymi i prawem do wolności. Jak ludzie potrafią się wyzbyć wszelkich uczuć albo być na tyle bezmyślnymi, żeby zmuszać innego człowieka do robienia czegoś wbrew jego woli i wiedzy.
Marzenie na dziś: pomóc starszej pani.
Spełnione
SweetPear

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Noce i dnie

Przeczytałam 2 tomy "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej. Znalazłam moją ukochaną zakładkę do książek, którą dostałam od cioci. Kupiła ją w Grecji, a ja widziałam bardzo podobne (jeśli nie takie same), ale postanowiłam nie nabywać, żeby nikt nie posądzał mnie o brak oryginalności. Kiedy zginęła mi ona już po raz wtóry, zrozumiałam, jak bardzo pomyliłam się z decyzją.
Jutro, mam nadzieję, odwiedzę dziadka i babcię. Pojutrze przydałoby się zrobić zakupy. We środę spotkanie z osobą, z którą widziałam się niedawno. Odnowiłam trochę swój pokój. Mam teraz ładną zasłonkę, której wykonanie i pomysł zawdzięczam mamie, trzy zapachowe świeczki na ozdobę, pudełko po lodach obklejone materiałem do pakowania prezentów oraz odłożone na strych lalki porcelanowe, z których naszyjniki przełożyłam do przezroczystego pudełka. Kiedyś słyszałam, że elementy dekoracyjne najlepiej prezentują się w liczbie nieparzystej. Jestem skłonna z tym stwierdzeniem się zgodzić.
Odbyłam dzisiaj również rozmowę z osobą, która pomoże mi trochę w wyborze przyszłego zawodu. Być człowiekiem, od którego wymagają... wszystkiego czy raczej wolnym strzelcem? Kim chcę zostać? Jaka naprawdę jestem? Straciłam o tym całkowite pojęcie po okresie, w którym doskonale radziłam sobie ze wszystkimi uczuciami, chyba że była to iluzja, z której sobie nawet nie zdawałam sprawy. To był czas, kiedy umiałam także wpływać na innych ludzi. Czasami przypadkowo manipulować nimi. Teraz nie potrafię. Za to wiem, że chcę być silna, zmotywowana i szczęśliwa. Będę do tego zmierzać. Nie wiem jeszcze, jaką drogę obiorę, ale myślę, że moja dotychczasowa wiedza pomoże w dokonywaniu odpowiednich wyborów.
Moje marzenie na dziś: dostać wiersz.
Spełnione :)
SweetPear

środa, 22 sierpnia 2012

Upadki i wzloty, a ja wciąż się zbieram na powroty

W końcu się udało. Po dzisiejszym wyjeździe do Krakowa, gdzie podczas podróży spotkałam jedną z moich najlepszych nauczycielek z podstawówki, wypitej kawie latte na rynku, nie do końca załatwionych sprawach oraz wczorajszym skończonym pierwszym tomie "Nocy i dni" M. Dąbrowskiej jestem w stanie cokolwiek napisać. Czy będzie to interesujące czy nie, bez różnicy. Mam ochotę na wywnętrzanie się i odbiorcą moich żalów i narzekań, uniesień i zachwytów może być nawet internet i niektórzy czytelnicy :)
Podoba mi się to zdjęcie, choć jest rozmazane :)
Nie sądziłam, że przepisywanie danych z  faktur do tabelki w Excelu może być takie wciągające. Może w przyszłości będę księgową lub sekretarką? Hmm... Zawód architekta lub inżyniera dużo bardziej mi się podoba. Poznałam dzisiaj sympatycznego pana, którego zapewne często będę widywała w przyszłym roku szkolnym. Muszę nauczyć się systematyczności. Nie powinno być z tym problemu. Walka ze sobą zapowiada się na razie owocnie. Czy tak będzie zawsze? Szczerze? Wątpię.
Właśnie szukam bardzo, bardzo obcisłych rurek, których, pomimo tak szybko rozszerzającej się mody, w moim rozmiarze, dopasowanych do mojej sylwetki, jakby nie było. Chyba trochę jestem uzależniona od mody.
Myślę nad kolorem farby, którą będą pomalowane ściany w moim pokoju. Przydałoby im się już odświeżenie. Nie tylko ze względu na szaroczarne plamy nad kaloryferem i za komputerem. Chodzi o ogólną poprawę nastroju pomieszczenia i zmianę. Zmiany są dobre. Na zmianach opiera się świat. Już bredzę niczym w malignie, ale to przez to, że nie mogę się zdecydować. Miał być migdałowy, teraz zaczyna mi się udawać przekonywanie mojej mamy do ciemniejszych odcieni. Może curry albo coś wpadającego w brązy? Co może pasować do jasnozielonych i czarnych mebli? Oczywiście poza zielonym, bo kiedy mój pokój już prawie był oddany do użytku, wystarczyło pomalować ściany, a ja mogłam wybrać sobie kolor, mój tata, wiedząc jaki w końcu wybrałam, użył limonkowego odcienia, pomimo, że postawiłam na jasny, prawie kremowy żółty. No, cóż... Mężczyźni...
SweetPear