niedziela, 2 września 2012

How I wish...

Spakowana, podekscytowana i czekająca w napięciu jak maratończyk tuż przed chwilą startu w olimpiadzie, dla którego wszystkie sekundy wydają się dłużyć w nieskończoność, wierzę, że nadchodzący rok szkolny będzie pomyślny. Umysł zdaje się być przygotowany do chłonięcia wiedzy, jaką zostanę zalana. Patrzę  z niepokojem w niebo, aby mieć pewność, że TEN dzień, na który długo czekałam - dzień, w którym spełnią się moje marzenia - wreszcie nadejdzie i będzie jednym z piękniejszych w moim życiu, gdyż najpiękniejszym zostać nie może, ponieważ tę pozycję zajęło inne wydarzenie. Pogoda, niestety, najprawdopodobniej nie dopisze - synoptycy przewidują burze.
Usiłuję walczyć ze swoją niechęcią, a zdaje się, że wszyscy dookoła mi to uniemożliwiają. Mam obsesję. Czy to już początki niezrównoważenia psychicznego? Jednocześnie wszystko mi szkodzi i pomaga. Zbyt ekscentryczne. Kończę z drobiazgowymi wyjaśnieniami procesów zachodzących w mojej głowie, ponieważ na nic mi się to nie zda. Ostatni dzień wolności. Czyżby? Nie w tym znaczeniu, za które zwykle to wyrażenie mają panowie w czarnych garniturach mający się zaraz spotkać z wybrankami swojego serca (lub innego narządu, mówiąc dosadnie)przystrojonymi w piękne (zwykle)białe, długie suknie. Nie będę się dzisiaj rozpisywać. Zacznę prowadzić dziennik, ale już w papierowej formie. Może jakieś moje przemyślenia z niego trafią tutaj, ale śmiem w to wątpić.
Życzę sobie powodzenia, wyrozumiałości, pewności siebie i szczęścia.
Czeka mnie sprawdzian wytrzymałości. Zdam?
Marzenie na dziś: być przytuloną przez tatę.
Spełnione.
Light - lekko jazzowy (w tym konkretnym utworze)rock, czyli nieśmiertelni członkowie The Rolling Stones
SweetPear