poniedziałek, 30 grudnia 2013

Lista życzeń

Co muszę zrobić w przyszłym roku?

przyswoić cały kodeks drogowy i umieć z niego korzystać w praktyce,
przeczytać więcej książek, niż udało mi się w tym roku,
kontynuować wszystko to, co zaczęłam,
zmienić się (najlepiej na lepsze),
przestać myśleć o nowej fryzurze - albo ją zmienić, albo zostawić obecną w spokoju taką, jaka jest,
dobrze się bawić,
ogarnąć,
mieć więcej motywacji,
spełnić przynajmniej jedno małe marzenie,
wprowadzić w życie przynajmniej jeden prosty plan,
sprawić, żeby czyjeś życie było lepsze.

Co powinnam zrobić w przyszłym roku?

upiec coś nowego,
nauczyć się gotować,
zmontować przewspaniały filmik z naszych przewspaniałych nagrań,
sprawić, żeby moja lista książek do przeczytania się skurczyła (tak, to niemożliwe, bo książek wciąż przybywa, ciągle dowiaduję się o nowych, które mogą mnie zainteresować, no a czasu nie ma więcej, wręcz przeciwnie),
słuchać dobrej muzyki,
przyzwyczaić się do gruszek,
dobre wrażenie (i lepiej, żeby rzeczywistość okazywała się co najmniej tak samo dobra :)),
poćwiczyć grę,
pójść na lekcje śpiewu,
rozwijać się we wszystkich możliwych kierunkach,
zacząć biegać,
pływać,
spełniać marzenia innych.

Czego chcę w przyszłym roku?

dobrej pogody,
ukierunkowania się,
dużo, dużo, dużo śmiechu,
inspiracji,
cierpliwości,
miiiiiiiłości (wymawianego z tą spółgłoską półotwartą boczną dziąsłową welaryzowaną),
dobrego humoru,
więzi (nie więzów) z ludźmi,
nowych nut,
lepszej organizacji czasu (chociaż na tę w czasie roku szkolnego wcale nie narzekam),
odpowiedniej ilości snu (jak zwykle było dotychczas),
gorącego lata.


Kartie

czwartek, 26 grudnia 2013

Zabierz mnie na Księżyc

Zaczynam się stresować. Co jeśli okaże się, że nie umiem? Chciałabym wiedzieć, że wszystko, co zrobię, na pewno zadziała. To niemożliwe, przecież zdaję sobie z tego sprawę. Cieszę się z przerwy świątecznej. Cieszę się z przerwy w ogóle. Zaczynałam tracić swoje motywacje.

Co tym razem sprawi, że będę nieszczęśliwa? Nic. Będę szczęśliwa cały czas. Utrzymam ten stan. Podzielę się nim z innymi. Już zaczęłam. Pełna kontrola nad swoim życiem, bo zaczyna mi uciekać przez palce. Cała rzecz polega na tym, aby zapanować nad moimi "chcę" i "nie chcę". Najlepiej, żeby zachowała się równowaga. Taka polityka balansu. Znaleźć wielokrotnie wymieniany złoty środek.

Szukam, szukam, szukam i jestem coraz bliżej odnalezienia skarbu. Przekopałam youtube'a, przesłuchałam większość moich przyjaciół, dzięki czemu powoli w mojej głowie formułuje się ostateczna lista. Mam wydrukowane już parę arkuszy nut. Pozostaje tylko zastanowić się, czy upokorzyć siebie występując całkiem samodzielnie, czy może w bardziej wyrafinowanej formie, pytając kogoś o towarzyszenie mi? Teraz zamień słowo "upokorzyć" na bardziej adekwatne, bo wcale nie to miałam na myśli.

Brakuje mi trochę tego szyfrowania. Stałam się otwartą książką pisaną w ojczystym języku. Bez tłumaczenia. Bez przypisów. Bez prologu. Bez posłowia.

Piszę krótsze rozdziały. Po kilkunastostronicowej pracy moja lekkość pisania bzdur została wypompowana z palców rąk. Miejmy (właściwie to tylko ja, bo wydaje mi się, że większość ludzi woli krótsze teksty) nadzieję, że niebawem moja "wielka" moc powróci. Tymczasem - niech moc będzie z Wami, bo ja zamierzam zagrać w Lego Star Wars. Śniegu nie ma, cóż poradzić? :)

PS. Na przyszły rok w trakcie wieszania światełek należy pamiętać, aby wszystkie "warstwy" przywiązywać tylko do górnej belki, a nie na zmianę, jak to zrobiłam parę dni temu, bo daje to efekt tak mizerny, że aż komiczny.

Kartie

środa, 25 grudnia 2013

Krok po kroczku

Doliczyliśmy się dwunastu wigilijnych potraw. Cały dzień spędziliśmy w spokojnej atmosferze. Wszystko poszło tak sprawnie, że udało nam się zaczekać do pierwszej gwiazdki, zanim zaczęliśmy kolację. Jest to o tyle nietypowe, że zwykle było jeszcze tysiące spraw do zrobienia o tej porze. Czytałam drugi raz. Dostałam wspaniałe prezenty, wysłuchałam pięknych życzeń. Uszka mogły być bardziej pieprzne. Okazało się, że chyba umiem piec, ponieważ udało mi się zrobić całe trzydzieści sześć babeczek, z czego siedem zostało zjedzone już przed Wigilią.

Przed pójściem spać zajęłam się destrukcją mojego misternego arcydzieła na głowie. Łącznie piętnaście wsuwek i dwie gumki do włosów.

Usłyszałam też całkiem niezłą pochwałę: "Dziękuję, naprawdę dużo mi pomogłaś. Zrobiłaś więcej, niż tata robił".

Zaczęłam robić porządek ze zdjęciami na komputerze, dzięki czemu został odciążony o całe 2100 MB. Zajmuję się totalnym odpoczynkiem i wróciłam do oglądania "Przyjaciół". Rozumiem już wszystko poza pojedynczymi zwrotami. Teraz zauważyłam, jak bardzo się rozwinęłam.

Byle do szesnastego :)

Obym wybrała jak najlepszą piosenkę. Zobaczyłam "Instynkt". Znalazłam zbiór zadań. Nadal jest co robić. Teraz pozostaje tylko skończyć dziennik Jacque'a Fescha.

Już niedługo dojdzie mi kolejny "papierek" do noszenia w portfelu :)

Kartie

sobota, 21 grudnia 2013

Kartoflany mózg

Choinka przystrojona. Tym razem całkowicie zmieniona koncepcja, ponieważ, poza zmianą muzyki ze świątecznej płyty Kasi Kowalskiej będącej dodatkiem do "Samotna w wielkim mieście" na album Michaela Buble'a, zmodyfikowana została również kolorystyka ozdób. W jadalni stanęła żywa choinka przystrojona złotymi bombkami i łańcuchami. Czeka nas dużo sprzątania.

Usłyszałam dużo pięknych życzeń. Podoba mi się świąteczna atmosfera. Nie czuję żadnej presji. Myślę nad kolejną piosenką. W głowie nucę sobie "Have yourself a merry little Christmas". Czerpię satysfakcję z tego, co robię. Wreszcie czuję, że to ma sens. Jestem w rozkwicie.

Potrzebuję ludzi, z którymi spędzam tyle czasu. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Bez oglądania lodowiska, wspólnego śpiewania (zwłaszcza "A heart full of love"), szukania prezentów, nagrywania świątecznych (i nie tylko) filmików, długich rozmów, zapisywania cytatów na kalendarzu, zdjęć, spacerów, wypadów do cukierni, zwierzeń i "Zakochanej złośnicy". Potrzebuję niedestrukcyjnej formy miłości.

Nie ma to jak mieć część objawów depresji przed sprawdzianem z matematyki. Zwinąć się w kłębek, zacisnąć zęby i powstrzymać łzy.

Brakuje mi jeszcze życiowej powagi. Śmiałam się z karpia. Tak, to istotnie dobry powód do śmiechu. Później ze skaleczonego aniołka, któremu oderwały się skrzydełka. Bez histerii. Wypiłam cappuccino. Zobaczyłam "Pamiętnik", ale spodziewałam się czegoś lepszego.

Wielkie wrażenie wywarły na mnie zdjęcia. Pięknie skomponowane kadry. Najbardziej spodobała mi się ta scena.

Kartie

sobota, 14 grudnia 2013

Tym razem słowo-klucz nie jest kluczowe

 "Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się – znaczy: nigdy nie zaczęło się. Gdyby prawdziwie się zaczęło – nie skończyłoby się. Skończyło się, bo nie zaczęło się. Cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy"
E. Stachura, "Oto"

Ostatnio doświadczyłam w życiu wzorcowej sceny na miarę hollywoodzkiej komedii romantycznej. Idąc razem z przyjaciółkami, przeszłam obok przystojnego chłopaka rozdającego ulotki, ale nie zwróciłam na niego większej uwagi. Skierowałyśmy się w stronę lodowiska, na którym zobaczyłyśmy jeżdżące znajome. Nagle podszedł do nas śmieszny pan z harmonijką i objął ramieniem jedną z przyjaciółek, bo druga zdążyła w tym czasie odsunąć się na bezpieczną odległość. Zaśmiałyśmy się, ale ostrożnie odeszłyśmy parę kroków, żeby wrócić, kiedy już go tam nie będzie. Nie minęło dużo czasu. Po chwili obserwacji ludzi na lodowisku uznałam, że mogłabym już stąd iść, więc, patrząc na dziewczyny, oddaliłam się. Znowu przeszłam koło tego chłopaka, który, wręczając mi ulotkę, szeroko się uśmiechnął. Mówią: "jak dają, to bierz". Wzięłam. Odwzajemniłam się delikatnym uśmiechem. Chciałam złożyć ulotkę na pół i schować do kieszeni, ale zawiał mocniejszy wiatr, który sprawił, że karteczka wyleciała mi z rąk. Przez chwilę zastanawiałam się, czy wrócić i ją podnieść. Ostateczny wybór był taki, że odwróciłam się i schyliłam po nią, zerkając na tegoż chłopaka w celu upewnienia się, czy wszystko widział, i zbadania jego reakcji. Była w stu procentach prawidłowa. No, może w osiemdziesięciu, bo w prawdziwej komedii romantycznej podbiegłby, żeby mi "pomóc", a wtedy nasze spojrzenia spotkałyby się.
Jak mogłyby potoczyć się dalsze losy bohaterów tej historii? Jak się potoczyły?

Ostatnio byłam strasznie zapracowana. Wszechobecna pamięć podsuwała mi coraz więcej nowych wniosków do rozprawki. Czy był sens ją pisać? Oczywiście! Mój limit wolnego czasu został mocno ograniczony przez wszystkie zajęcia, których się podjęłam, więc byłam zmuszona do rezygnacji z solowego występu. Plus jest taki, że nikt nic szczególnego na tym nie straci. Starałam się dać z siebie jak najwięcej, ale okazało się, że jednak jestem w środku bardziej pusta, niż myślałam. Nie jest to w żadnym wypadku nic złego. Po prostu trzeba znaleźć coś, co tę pustkę wypełni. Zdążyłam podjąć ważną decyzję odnośnie szansy, którą dostałam. Uznałam, że dużo lepszy wpływ na mnie będzie miała świetna atmosfera, niż dobre warunki i poniekąd szerokie horyzonty. Zatem zostaję tam, gdzie byłam.

Wreszcie mogłam wykorzystać gdzieś moje zamiłowanie do Edwarda Stachury i Zdzisława Beksińskiego oraz fakt, że przeczytałam "Wstęp do psychoanalizy". Czuję się literatką. Dzisiejszy spokojny wieczór, w porównaniu do pechowego wczorajszego, kiedy to doświadczałam bolesnych skurczy brzucha, które nie pozwalały mi na utrzymanie stabilnej pozycji i zrealizowanie planów, spędziłam ze świeczkami w uszach oraz z "Milczeniem owiec", bo w końcu trzeba przeczytać, żeby obejrzeć film. Uzupełnianie kulturalnych zaległości rozpoczęte. Wczoraj "Perwersyjny przewodnik po ideologiach". Dzisiaj powrót do niegdyś rutynowych czynności. Czas na wytyczenie sobie nowego celu, żeby skupić całą energię na jego wykonaniu.

Słowo-klucz do zapamiętania to "Maciej".

Kartie