piątek, 24 stycznia 2014

O rzeczach

Inaczej niż Sośnicki.

Czym są rzeczy? Wytworem ludzkiej wyobraźni i zdolności manualnych. Od tego się nie zaczęło. Najpierw dostosowywaliśmy dobra natury do własnych potrzeb. Zmienialiśmy je, modyfikowaliśmy, ale czasem przyjmowaliśmy bez obróbki - takie, jakie były i są. Później wymyśliliśmy sobie, że potrzebujemy ich więcej i innego rodzaju. Teraz żyjemy z rzeczami i dla rzeczy. Dla pieniędzy na życie. Dla kolejnych książek do przeczytania. Pracujemy cały dzień i wieczór, żeby móc trafić do łóżka na zasłużony odpoczynek. Jakie są nasze cele? Mówmy do rzeczy.

Czym się różnią rzeczy od ludzi? Jak możemy ocenić ich wartość? Czy możemy poświęcić człowieka dla rzeczy? Myśl o twierdzącej odpowiedzi na to pytanie wzbudza we mnie swego rodzaju lęk. Nie mogę zaakceptować takiej możliwości. Co jeśli tak się dzieje? Co jeśli za każdym poświęceniem stoi jakiś przedmiot - cel? Co jeśli nieświadomie przeprowadzam takie transakcje?

Po co nam są rzeczy? Jak już wcześniej wspomniałam, żeby mieć cel. Kiedyś istniały tylko po to, żeby nam pomagać. Teraz świadczą o naszej tożsamości, pobudzają nasze estetyczne odczucia, sprawiają, że nasze potrzeby posiadania są zaspokojone. Potrzebujemy rzeczy, aby umieć zdefiniować siebie. Służą nam też po to, żebyśmy mogli się nimi dzielić. Ostatnią i najważniejszą z punktu widzenia umysłowego życia człowieka jest funkcja przechowywania wspomnień. Dlaczego wciąż trzymam na wierzchu stare książki, o których już wiem, że ich nie będę czytać? Dlatego, że mają one wartość sentymentalną. Wiążą się ze wspomnieniami, osobami, które odeszły i czasem, co przeminął. Rzeczy służą także zaszczepianiu w nich cząstki swojej duszy. Lubię takie starocie. Rzecz gustu.

Co robią rzeczy w naszym życiu? Najprostsza i najszersza odpowiedź, która od razu się nasuwa - po prostu są. Istnieją. Ubarwiają naszą szarą rzeczywistość. Pokazują, jacy jesteśmy. Odzwierciedlają nasz charakter i upodobania. Nawet typ osobowości. Nie tylko jeśli chodzi o jednostkę, ale również w przypadku większych społeczności, a także epok i kultur.

Nazwijmy rzecz po imieniu. Lub nie kończmy tego, co zaczęliśmy.



Kartie

niedziela, 19 stycznia 2014

Niedzielny dzień

Przez dwa tygodnie pisanie dziennika szło mi świetnie, ale dzisiaj musiałam nadrabiać kilka dni. Od środy nie miałam siły, czasu, ani humoru, żeby uzupełniać go na bieżąco. Przez cały tydzień byłam strasznie zmęczona i nie mogłam się porządnie wyspać. Być może powodem tego była choroba, która wczoraj dopadła mnie na dobre lub odwrotnie - zmęczenie wywołało chorobę. Jutro konkurs, a ja nadal nie wiem, czy na niego pojadę. Chciałabym. Bardzo.

Moje marzenie się spełniło. Teraz czytam "Z polszczyzną za pan brat" A. Cegieły i A. Markowskiego. Czeka mnie dużo pracy. Szkoda byłoby zmarnować taką szansę. Nie mam nastroju na moje pseudofilozoficzne wywody. Po raz kolejny dzisiaj mierzę temperaturę. Leki pomagają. W sumie niczego mi nie brakuje. Niedawno zaczęłam czwarty sezon "Przyjaciół". Nie mogłam dzisiaj pojechać na imieniny babci i bardzo źle się z tym czuję.

Chyba nic szczególnego się u mnie nie dzieje. Jest tak bardzo normatywnie. Normalnie. Czeka mnie uzupełnianie stu stron. Przydałoby się zrobić zdjęcia. Wciąż myślę nad prezentem i chyba mam już koncepcję. Potrzebuję dużej ilości snu.

Cieszę się, że w końcu byłam na weselu i mogłam zobaczyć jak to wszystko wygląda. Było super. Moje stopy nie mogły mi wybaczyć dobrej zabawy i za wszelką cenę próbowały mnie przekonać, że starczy już na dzisiaj. Nie dałam za wygraną. Jakie marzenia jeszcze mi pozostały?

Coś nie czuję tego dojrzewania.

Kartie

niedziela, 5 stycznia 2014

Filozoficzna natura, romantyczna dusza

Tak się stało, że właśnie dziś mój blog zacznie swój Nowy Rok.

Postanowienie Noworoczne mam tylko jedno - pisać dziennik. Cztery notatki są jeszcze całkiem niezłym wynikiem. Cieszę się, że przywitałam kolejnego pierwszego stycznia bez zmartwień. Ze spokojem na duszy. Pogodzona ze światem. Czy zmiana cyfry w dacie i papierowego kalendarza na nowy naprawdę wpływa na życie? Owszem. Każdego roku czuję się starsza, a co za tym idzie bardziej doświadczona. Mój bagaż do dźwigania jest coraz cięższy (nie tylko ze względu na to, że wciąż chcę pakować coraz więcej rzeczy). Jestem starsza. Wszystko, co moje też się starzeje. Proponuję sprawiedliwą umowę - nie zatrzymujmy się. Zacznę biegać. Może w końcu dotrzymam tempa życiu albo chociaż zrównam się z gepardem.
Jakie marzenia mi pozostały?

Ciągle wyszukuję sobie nowe zajęcia, żeby mieć złudzenie aktywności. Jednak jestem letnia. Nasuwa się pytanie - czy to jest naprawdę tak złe, jak sądzę? Nocne rozmowy wspomagają moją filozoficzną naturę i, choć jest to filozofia zamknięta i ograniczona, dzięki niej odkrywam siebie. Wracam do przeszłości już bez bólu ani urazy. Wszystkim wspomnieniom towarzyszy swego rodzaju nostalgia oraz akceptacja. Doszłam do wniosku, że, gdybym mogła cofnąć się w czasie, nie zmieniłabym nic - przeżyłabym wszystko, co złe i dobre, od nowa. Oczywiście, że są miliardy rzeczy, które mogłam zrobić lepiej i które mogłam zrobić w ogóle, i których mogłam nie robić w ogóle, ale sens życia odnajduję w uczeniu się na swoich błędach i nie popełnianiu ich w przyszłości. Na świecie nie istnieje autokorekta grzechów. Człowiek musi sam się postarać, żeby wynagrodzić sobie i innym swoje zawinienia. Jakie znaczenie miałoby kasowanie i wymazywanie błędów? Nie byłoby po nich śladu. Zapomnielibyśmy o nich. Stalibyśmy się suchymi przedmiotami. Co z tego, że mielibyśmy uczucia? Co z tego, że przeżywalibyśmy wspaniałe przygody? Co z tego, że na świecie panowałby pokój? Nikt z nas nic z tego świata by nie wyniósł. Cała trudność polega na tym, żeby pamiętać o pomyłkach, pielęgnować je w sobie i za wszelką cenę nie dopuścić do ich powtórzenia, a nawet, jeśli się to zdarzy, mimo usilnych starań lub przez zwykłą nieuwagę, nie należy się zrażać, tylko brnąć dalej, próbować dalej i myśleć dalej. Trzeba znaleźć sens w świecie bez sensu. Nie czuję się upoważniona do udzielania rad sobie samej.

Cała trudność polega na tym, że życie jest trudne.

Muszę odwiedzać antykwariaty. Może trafię tam na coś, co wywrze na mnie takie wrażenie, że już nic nie będzie takie samo? Chcę być tym, kogo chcę w sobie widzieć.

Co z tą moją romantyczną duszą?!

Kartie