niedziela, 30 marca 2014

Zapominam przy Tobie

Jestem rozchwiana, niezdecydowana i niecierpliwa. Chciałabym zmienić tysiące drobnych i dużych rzeczy w moim życiu, ale, kiedy przychodzi czas podjęcia jakichś kroków prowadzących do czegokolwiek, zaczynam się zastanawiać, czy to na pewno dobra opcja, czy nie będzie gorzej, ale przecież może być lepiej... Przesypiam. Gubię swój sens i czuję, jakbym swoim życiem nie wnosiła nic dobrego dla świata. Co jeszcze powinnam zrobić? Co jeszcze powinnam była zrobić? Nie panuję nad niczym. Jaka powinnam być? Konkretna.

Moje życie wewnętrzne obraca się wokół zwrotów typu "muszę...", "powinnam...", "chcę...". Czuję się ograniczona przez swoje własne ograniczenia.

Nie utrzymuję równowagi. Wyrzuciłam zbędny balast. Teraz jestem przeciążona z jednej strony, a z drugiej niedociążona. Brakuje balansu. Brakuje mi wiary w siebie. Brakuje mi nadziei.

Jestem roztrzepana i nerwowa. Nie umiem interpretować sprzecznych sygnałów. Czy ja sama też takie wysyłam?

Tymczasem spróbuję nie podejmować decyzji.


Kartie

sobota, 22 marca 2014

Dresowy dzień

Ten weekend był kulinarnie aktywny. Spróbowałam nowych rzeczy, na które od dawna miałam ochotę. Uznałam, że już koniec bycia kulinarnym ignorantem i najwyższa pora na zakasanie rękawów i wzięcie się do roboty. Wynikiem moich pierwszych prób były wczorajsze pancakes z polewą czekoladową na kolację, dzisiejsza owsianka z jabłkiem i cynamonem, a także przed chwilą zjedzony omlet ze smażonymi bananami i czekoladą - wszystko tak słodkie, bo udało mi się wybrać na bieganie, więc trzeba było zrekompensować sobie wszystkie straty kaloryczne :) Zauważyłam, że w tym tygodniu mam apetyt na diametralnie różne (przeciwne, ha!)potrawy.

A, tak poza głównym tematem (przecież go nie ma i nigdy nie będzie!)to stwierdziłam, że całe moje życie było kłamstwem, kiedy dowiedziałam się, iż pierwszy dzień kalendarzowej wiosny od 2012 roku obchodzi się 20 marca, nie 21, jak to wpajali nam w podstawówce jako niezaprzeczalny oraz stały fakt. Co z tego, że punkt Barana się rusza przez precesję osi Ziemi! Do następnej wiosny rozpoczynającej się 21 marca będę musiała czekać do 2102, co jest prawie równoznaczne z tym, że już do niej nie dotrwam.

Zorientowałam się, że mam dużo do nadrobienia, ponieważ zaczęłam czytać pięć książek i żadnej jeszcze nie skończyłam, co jest dla mnie straszne, bo nie lubię czytać kilku pozycji równolegle, dlatego że zaczynają mi się plątać wątki, a w głowie mieszają języki pisarzy. Dobrym znakiem natomiast jest fakt, że udało mi się przeczytać dramat Samuela Becketta "Czekając na Godota", który gorąco polecam, o ile jest się fanem lekko surrealistycznego humoru przypominającego skecze grupy Monty Pythona, a trochę chłodniej, jeśli jest się zwykłym zjadaczem chleba :) Wbrew pozorom wcale nie wartościuję ludzi. Teraz zrozumiałam w pełni, co znaczyły przeczytane kiedyś przeze mnie słowa: "czekając na Godota na pustej scenie teatru".

Co jeśli jestem barbarzyńcą? Jak się przygotować? Kiedy poznam czy to już?




Marzenie do spełnienia: obejrzeć w teatrze "Czekając na Godota"

Kartie

sobota, 15 marca 2014

Sto duodecylionów

Dzisiaj mogłoby być o tym, że trzeba pozytywnie myśleć. Zachęcam też do zabawy w wędkarza, bo poruszę temat rzeczy dla mnie ważnych, ale trzeba będzie wyłowić je z tekstu. Powstrzymam się od narzekania na to, jak bardzo nie lubię odpowiedzi ustnych i walczę ze swoim strachem.

Chyba uzależniłam się od czekoladowego ciasta w kubku. Za każdym razem, kiedy wracam do domu, robię je sobie - bo jest pyszne, szybkie i słodkie, czyli takie jak dziewczyna, jaką chciałoby mieć większość facetów choć przez chwilę, ale nie o tym mowa. Sęk w tym, że uzależniam się od rzeczy prostych i ciągle poszukuję skrótów, nawet tam, gdzie ich na pewno nie znajdę. W związku z tym nadmiar wolnego czasu przeznaczam na dziwne myśli i rozwijanie dookoła siebie przeróżnych wątków fabularnych. Staram się nie inspirować filmami i nie grać w życiu, dlatego te przygody odbywają się głównie w moich snach i myślach (co nie implikuje faktu, że rzeczywiście pragnę, aby się ziściły).

Rzeczą godną wspomnienia jest to, że napisałam list do swojego przyjaciela i dałam go osobie, która go zna, żeby go przekazała. Nagromadzenie słowa "go" celowe. Najciekawszym jest fakt, że adresat nie spodziewa się, że ów list otrzyma.

Ostatni tydzień był dla mnie wielką próbą...wszystkiego. Warsztaty, bieg, rozmowa telefoniczna, jazda tramwajem, szukanie opisanego miejsca, oprowadzanie brytyjskiej wycieczki, spotkanie z inną kulturą, badania, makijaż, muzeum, odpowiedź, imieniny oraz siłowanie się z zamkiem. Myślę sobie, że tak wiele umiem, a nie potrafię zrobić najprostszej rzeczy - pomóc komuś. Nie zabrzmię odkrywczo, mówiąc: "to smutne", ale takie rzeczywiście jest.

Oglądałam ostatnio dwie komedie romantyczne (tak jakoś mnie naszło, ale nie wciągają mnie tak jak filmy Nolana - wręcz zdziwiłabym się, gdyby tak było)z udziałem Katherine Heigl - "Brzydka prawda" i "Och, życie". Lekkie i zabawne. Poza tym razem z przyjaciółką uwielbiam mimikę twarzy Gerarda Butlera. Skłamałabym, twierdząc, że sama pragnę takiego "idealnego-nieidealnego" życia, ale muszę przyznać, że tego rodzaju filmy stanowią dla mnie w pewien sposób punkt odniesienia dla mojego wyobrażenia miłości.

Och, miłość to tak szeroki i ogólnodostępny temat, że po raz kolejny do niego wracam i wydaje mi się, że choć się powtarzam, wciąż nie powiedziałam jeszcze wszystkiego. Zahaczałam o nią tutaj , opisywałam tutaj, taką sobie kiedyś wymarzyłam, taka dla mnie była. Choć część z tych informacji jest już nieaktualna, to niektóre wciąż są zakorzenione w mojej głowie. Zmieniam się cały czas, tak samo jak moje poglądy, zainteresowania, czy ulubione miejsca, ale są rzeczy, które na zawsze pozostaną takie same - moja chęć znalezienia i opisania miłości doskonałej. 

PS Trzeba myśleć pozytywnie!

Kartie

niedziela, 9 marca 2014

Nie ma potrzeby

Powoli zaczyna się wiosna, czyli ta pora roku, podczas której nikogo nie dziwi ani przechodzący przez Planty mężczyzna w fioletowej bluzce od piżamy, ani kobiety w kozakach i futrach. Niebawem nastanie czas zmiany opon i wyciągania lżejszych ubrań z szafy. Na duchu robi się lżej. Słońce delikatnie przygrzewa co ciemniejsze obiekty. Jeszcze trochę i zaczną kwitnąć drzewa. Już gdzieniegdzie widać bazie. Mam taką ochotę oderwać się od wszystkiego, co robię i po prostu gdzieś wyjść, przejść się. Nie wiadomo po co, nie wiadomo gdzie. Zacznę dostrzegać motyle i dekoncentrować się przez wszystko, co mnie otacza. Już tak jest, a tu trzeba zapanować nad swoim momentem bezwładności i przestać się staczać.

Muszę wymyślić nowe marzenia.

Jedna przygoda zakończona, więc pora znaleźć sobie nowy cel. Ludzie mówili, że się w nowej szkole rozleniwię. Chyba dlatego staram się wszystkim udowodnić, że tak nie jest. Grozi mi bycie pracoholiczką, ale przynajmniej można mieć pewność, że złożonej obietnicy dotrzymam (choć czasem trzeba mi o niej przypomnieć :) ). Nie bolało. Miałam całkiem inne wyobrażenie tego, ale mogło być gorzej. W każdym razie nie był to raczej popis moich zdolności. Co mi po tym, że dowiedziałam się, co to jest "kwietyzm"? Badaczką literatury nie zostanę, ale mam w planach przyszłość wciąż z nią związaną. Kiedyś napiszę swoją książkę! (tak, to groźba) Ucieszyłam się, że przypomniało mi się "przydatne" słowo z gimnazjum, którym jest "ekfraza" i mogłam odpowiedzieć nim na zadane pytanie. Tak, z tym trafiłam - miałam szczęście.

Pytanie, czy szklanka jest dla mnie w połowie pełna czy w połowie pusta, zaczyna mnie już drażnić. Jest tak nieokreślone i wieloznaczne. Wszystko zależy od sytuacji. Taką postawę przybieram (jak Yoda mówić lubię [a wciąż nie widziałam "Gwiezdnych wojen"!]), jaka jest odpowiednia w konkretnym przypadku. Więc, kiedy chce się wlać coś do tej szklanki, to oczywiste jest, że lepiej, iż jest w połowie pusta, ponieważ można tę część wypełnić. Natomiast, kiedy... Nie mam siły zastanawiać się nad drugim przypadkiem. Przed chwilą miałam coś w głowie. Teraz słucham bez przerwy The Cranberries. Bez przerwy, dlatego że, nawet kiedy wyłączę odtwarzacz, mam te piosenki w głowie i nucę je w myślach. 

Mała namiastka stanu mojego umysłu:



Kartie

czwartek, 6 marca 2014

Wielkie żarcie

Zżera mnie trema. Paskudna. Potworna. Przesadzona. Bardziej niż głód wczoraj.
Czuję się tak słaba. Bezradna. Bezsilna. Beznadziejna.
Na nic czytanie o konceptach barokowych. Co tam z ekfrazami. Nie pomoże także unikanie błędów fonetycznych w piśmie. Tysiące notatek - bo wciąż znajduje się coś nowego, co na pewno jest istotne.

Artes humaniora

Nagromadzenia ważnych słów, których sama nie wypowiem:
alleatoryzm, antysztuka, autodeifikacja, apokatastasis, eschatologia, epifania, hiperrealizm, kontaminacja, kosmogonia, rudymentarny, diaspora, konsolacja, sylwa, paradygmat, muzyka dodekafoniczna.

Syndrom odzyskanej wolności

Miliony nazwisk kształtujących wszystko, co nas otacza. I jeden mózg. Lub raczej coś, co z niego zostało. Nieograniczony bezład lub, lepiej zwany, artystyczny nieład.

Nie jest tak źle, jak się wydaje. Za dwa dni będzie po wszystkim. Nie będzie śladu po tym, co minęło. Nie pozostanie żaden pomnik. Wszystko ucieknie mi z pamięci.
Pamięci.
Tej pamięci, której się boję.
Tej pamięci, o której chcę pamiętać.
Tej pamięci, bez której nie będzie niczego.

Muszę pisać bzdury, żeby się opanować. Ułożyć tok myślenia.

Stosowanie bezosobowych form czasownika pozwoli mi na odcięcie się od tematu.

Im więcej trudności... tym więcej trudności.
Optymizm zostawiam sobie na jutro.
Przypomniały mi się tu słowa Scarlett O'Hary:
"Nie mogę teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Pomyślę o tym jutro."
Tak też zrobię. Parę wdechów i wydechów. Będzie po wszystkim. 
Już odzyskuję względny spokój.
Ponarzekać i popanikować też czasem trzeba.
Ot, taka histeryczna natura.

Kartie

sobota, 1 marca 2014

Wszystkie kobiety myślą tylko o miłości

Minął pełny rok.

"Miłość ma swoje fazy rozwojowe. Staje się coraz to inna. I bywa tak, że człowiek nie zorientowany w tym może uznać, że jego miłość się skończyła, a to jest po prostu jej nowy etap. Może być tak - i czasem tak się zdarza - że człowiek nie chce się zgodzić na to, by jego miłość uległa metamorfozie, chce ją zatrzymać na zawsze w tamtym dawnym kształcie - i to może doprowadzić do tragedii."
ks. Mieczysław Maliński Zanim powiesz kocham

Czuję się, jakbym stała w szklarni, a moje drzwi były otwarte tylko dla tego, kto stoi do mnie tyłem. 
Aby dostać to, czego się chce, pragnie, pożąda, potrzeba trochę pozytywistycznej cierpliwości i małych, dobrych czynów, a nie wielkich przekrętów. Czymże jest bycie nadgorliwym, jeśli nie oznaką słabości? Przywiązywanie zbyt wielkiej uwagi do zbyt drobnych szczegółów również nie wróży nic dobrego. Nie ma nic lepszego niż intuicja i naturalne wyczucie. Psychologowie określiliby te umiejętności mianem inteligencji społecznej. Ja jestem jednak skłonna do dopasowywania wszelkich teorii do siebie i poszerzyłabym ten termin o parę składników.

Czas przebadać swój kręgosłup moralny i upewnić się, że wszelkie reumatyczne wyrzuty sumienia, nie mają nic wspólnego z wypadającymi dyskami, a tylko chwilowymi przeciążeniami wywoływanymi zbyt wielkim dźwiganym ciężarem. Może to tylko kolejna wymówka? Kolejny sposób uniknięcia odpowiedzialności? 

Moje marzenie się spełniło. Tak, to z urodzin, ze zdmuchiwanych świeczek na torcie, co miało mieć moc sprawczą i spowodować, że to pragnienie się ziści. Przeszłam do kolejnego etapu. Teraz przygotowuję się psychicznie i powoli oswajam ze wszystkimi lękami, wystawiając się na próby przypominające ekspozycje stosowane przy zwalczaniu zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Przechodzę w skrajne stany emocjonalne. Systematyzuję wiedzę. Układam czas. Robię przerwy. 
Nie myślę o życiu.
Nie myślę o niczym.
Podoba mi się koncepcja strumienia świadomości. 

Kiedy to wszystko się skończy, wrócę do Stachury. Najpierw skończę "Lalkę", potem przeczytam "Ludowy akt miłości" i, jeśli zostanie mi trochę czasu, w końcu wrócę do Stachury. 

PS Byłabym świetną księgową - mam takie skłonności do liczenia różnych rzeczy. I liczenia na różne rzeczy :)

Kartie