czwartek, 24 lipca 2014

Psycho Killer

Mogłabym się pożalić, że jestem beznadziejna i świadczy o tym nawet zwykłe pobieranie krwi do badań - nie chciała lecieć i pani ciągle pytała mnie, czy się boję. Nie sądzę, że mogłam odczuwać lęk, skoro pierwszy raz odważyłam się, na przekór wielokrotnym stwierdzeniom i upomnieniom mamy, żebym "nie patrzyła, bo zemdleję", obserwować cały zabieg - od wbijania i przesuwania igły aż po sączenie krwi. Jeszcze lepiej niż o wszystkich badaniach rozmawia mi się (a raczej prowadzi monologi, bo chyba nie daję nikomu poza mną dojść do słowa)o jeżdżeniu. Sprawia mi to niewymówioną radość. Bez względu na to, czy opowiadam o czymś, co już kolejny raz mi nie wychodzi albo jest totalnie głupie i przynosi mi wstyd, że robię takie błędy, czy o konkretnych sukcesach, jak ruszanie z ręcznego, cieszę się jak wtedy, kiedy dostałam swój pierwszy portfel i tata zrobił zdjęcie mojej radosnej buźce.

Tej radości mam chyba ostatnio zbyt wiele, więc musiało się znaleźć coś, co zepsuje mi humor - sprzątanie. Nie chodzi o to, że jestem bałaganiarą (choć trochę jestem, ale świetnie odnajduję się w chaosie i, dopóki nie szukam czegoś dłużej niż 5 minut, dopóty mój pokój jest względnie uporządkowany), ale niektóre czynności męczą mnie bardziej, niż przebiegnięcie paru kilometrów (psychicznie, nie fizycznie). Zaraz muszę zrobić coś, co tygryski lubią najbardziej (;)), czyli umyć okna. W gruncie rzeczy to czyszczenie wcale nie jest takie złe. Dzięki niemu naszły mnie bardzo filozoficzne i ciekawe myśli. Czy zastanawialiście się kiedyś, czy pająki kłócą się i walczą między sobą o miejscówki czy jest im to raczej obojętne? Nie? A ja tak! Bo przecież niektóre z nich mają tak świetne okolice - nie dość, że ciemne, to jeszcze czasem nawet wilgotne i trudno dostępne przez ludzi, a bardzo łatwo przez wszelkiego rodzaju robaki i owady!

Odkryłam rodzinną więź z "ciocią" (siostrą mojej nieżyjącej już babci). Nigdy nie spodziewałam się, że przebywanie z nią w samotności będzie tak relaksujące i miłe. Wydawało mi się, iż będę spięta, cały czas szukała tematu, a rozmowa, jeśli jakaś w ogóle się nawiąże, będzie drętwa. Nie dlatego, żeby ciocia taka była, wręcz przeciwnie, ale ja czułam się nieswojo. Oczywiście, dopóki nie siadłam z nią w kuchni. Tam po wypiciu wiśniowego kompotu język od razu mi się rozwiązał. To było całkiem zaskakujące doświadczenie, a takie normalne! :) Jedną z interesujących rzeczy było to, że ja też piję taką samą zieloną herbatę.

Nie poznaję siebie w te wakacje. Chyba moc dowodu zaczyna działać. Zachowuję się całkiem inaczej. Robię zupełnie inne rzeczy. Wydaje się, jakby nic się nie zmieniło, bo wszystko jest "normalne", ale czuję jakieś pozytywne zakłócenia (oksymoron, hę?). Dużo aktywniejszy sposób spędzania czasu. Pochwalę się, że wzięłam się także za książki. Mam już za sobą "Chłopięce lata" Coetzee'go, "Chłopca w pasiastej piżamie" Boyne'a, "Sklepy cynamonowe" Schulza, jakieś 100 stron "Złego" Tyrmanda, 100 stron książki do kursu z prawa jazdy, więc się zupełnie nie nudzę. Do zobaczenia po średnio oczekiwanym wyjeździe :)

Talking Heads - Psycho Killer



Kartie

PS Jest jakiś sposób na przyspieszenie mycia okien? :(

poniedziałek, 7 lipca 2014

Bieg, do którego nie potrzebuję butów

Ostatnie dni były pełne wrażeń, a mój "grafik" chyba nigdy nie był tak napięty. Nie narzekam, bo było wspaniale, ale jestem już troszkę zmęczona. W końcu chwila przerwy, którą spędziłam w sposób ani trochę nie kojarzący mi się z relaksem - sprzątając. Czas na realizację tysiąca wakacyjnych planów. Książki, fizyka, matematyka, książki, sport, opalanie, książki, informatyka, język, sprzątanie, jazdy i trochę innych. Nie potrafię w żaden sposób tego zorganizować - wszystko wychodzi spontanicznie. Obawiam się, że najprawdopodobniej na jakiś czas odłożę pisanie tutaj. Nie jestem tego pewna, bo to świetna terapia i miejsce, które zastępuje mi pamiętnik. 55 dni do końca wakacji. To bardzo mało czasu. Biorąc pod uwagę, że potrzebuję też paru dni do totalnego "nicnierobienia", to za mało czasu.

Dzięki ostatnim dniom, podjęłam ważną decyzję. Nie jest ona w żaden sposób wiążąca, ale jednak pomoże mi w dysponowaniu czasem. Podróżom pociągiem zawdzięczam nadrabianie braków w czytaniu. Otóż, zaczęłam zagłębiać się w biografię J. M. Coetzee. Tylko jedną część. Więcej nie zamierzam. Potem skupię się na książkach do projektu, bo na nich zależy mi teraz najbardziej.

Tak ciężko mi się do tego wszystkiego zmobilizować! Muszę trochę ponarzekać, bo inaczej nic z moich planów nie będzie, a kiedy zobaczę, jak bardzo jestem leniwa, zmotywuję się i uznam, że tak nie może być, dlatego jak najprędzej zabiorę się do pracy. Takie jest założenie.

Tęsknię za "Spółką morderców". Poza ciut ciemniejszą skórą do lata nic mi nie brakuje. Trochę sztuki, trochę jedzenia, trochę muzyki i trochę towarzystwa sprawiły, że mogę sezon wakacyjny uznać za otwarty.

PS Trzeba zrobić porządki także na karcie. Praktyczna rada - usunięcie zalegających SMS-ów znacznie przyspiesza działanie telefonu. Kto by się tego spodziewał?! :P

Kartie