sobota, 22 listopada 2014

Nieedytowane

Susza.

Przerwany syndrom sztokholmski
zaczął się wcześniej
ale ja wciąż chcę mieć swoją klatkę
i swojego oprawcę
którego kocham
który nie jest oprawcą
który nie walczy

nie żyję syndromem
żyłam oprawcą
i... dla oprawcy



Zaplątana między
dwojgiem pisanych sobie ludzi
nie mogę oddychać
biorę wdech, a oni ściskają
mnie jeszcze mocniej
Nie są sobie pisani.
To ja byłam.
To było moje marzenie.
To jest mój świat.

Dla Niego nie jestem nikim
Dla Niego nie jestem w ogóle




Krzyczy ca-
ła moja dusza
żal wydobywa się przez łzy
wspominam wszystkie
chwile, kiedy mogłeś być szczęśliwy

Nie mogłam mówić
bezuważnie
podchodziłeś
koło mnie



Szum przewierca mi uszy
całowane przez niego

Mróz stabilizuje moje łzy
wylane przez niego

Ogień rozpala moje uczucia
nieprzerwane przez niego

Serce rozdziera na kawałki
wypełnione nim

bez niego



Czym jestem?
strzępkiem opinii innych
ciągłym staraniem
walką na śmierć
i życie o uwagę
cierpieniem dla cierpienia
ostatnią kroplą krwi
ostatkiem wszystkich sił



Nie jestem kochaniem.
Nie jestem księżniczką.
Nie jestem nikim ważnym.
Nie jestem tą, o którą warto się starać.
Nie jestem tą jedyną.
Nie jestem marzeniem.
Jestem niespełnieniem.



KRZYCZAŁAM ROZMOWĄ
krzyczałam ciszą
KRZYCZAŁAM RADOŚCIĄ
krzyczałam smutkiem
KRZYCZAŁAM ZAZDROŚCIĄ
krzyczałam obojętnością
KRZYCZAŁAM STARANIEM
krzyczałam uśmiechem
KRZYCZAŁAM PŁACZEM

Czy to ja jestem niema czy TY głuchy?



Jakie błędy popełniłam?
Stłumiłam go swoim uczuciem?
Przeszkadzałam staraniem?
Skrzywdziłam przywiązaniem?
Okazywałam żal, dlatego że mogłam dać mu wszystko.

...a on by tego nie zauważył.



Mój świat wciąż istnieje.
Tylko inaczej, gdzie indziej
ziszcza się komuś innemu.
Ktoś inny go zaśmieci.
Zabierze mu wolność.
To nie oni,
to my byliśmy dla siebie.
Jestem tylko opuszczonym satelitą.
Nie ma we mnie form życia,
czasem tylko ktoś wbije we mnie flagę.
Już nie wiem, ile pustych kraterów zostało.
Może to koniec?
"Koniec świata przyjdzie niezauważony"


PS Nie wierzyłam, że mogłam to śpiewać na serio. Katie Melua - Piece by Piece



Kartie

sobota, 15 listopada 2014

Popłoch

          "Oddycha się z ulgą, jak się zostaje z samym sobą. Lustrowcy, widmowcy, te latawce nad kołdrami, kołdrospychacze, bo i tacy są, kołdra puchnie, puchnie, robi przesuw. Potem się okazuje, że to ja się przesuwam. Czyli mną przesuwa. Coś. Życie i zmęczenie. Życzenia i złudzenia. O jedną, i to całą fizyczność za mało. Zawsze o jedną. Tak, że i to źle, i to.          
          A w pół? Właśnie, właśnie. Ale to wymaga kształceń dojść, wpraw."

Miron Białoszewski "Szumy, zlepy, ciągi"

 Minęło nieopatrzne przejście.

Na opak, na głowie, na rękach, na nosie, na ustach, na rzęsach. Bezuważnie, bezzrozumiale staje się. Stacza. Nie dotyka niczego, łamiąc porządek. Krzyczę w ścianie, którą sama zbudowałam. Jestem czy mnie nie ma?

Ślady, wszędzie ślady. Śladami. Niektórych świat po prostu omija.
"Bądź całym moim światem"
Nic nie działa. Prawda ma fałszywe brzmienie. Śmiech przez łzy jest oznaką szaleństwa. Nie wiem, czego potrzebuję. Nie wiem, czego mam dosyć.

Hałaśliwy chaos haseł. 

Jestem tchórzem. Nie przekraczam granic. Nie jestem artystką. Nie jestem normalna.

Konsekwencja? Zabawne. Jeszcze nigdy tak nie uderzyły mnie niczyje słowa. Niestety, moje biją bardziej. Nic nie działa. Determinizm istnieje. Nic nie pomaga.

"Od pewnego czasu, kiedy jestem nie sam, nie wpadam w stan potrzebny. A sam - subtelnieję w swojej grubej materii, podfruwa mi serce."
Miron Białoszewski "Szumy, zlepy, ciągi"

 
Mężczyźni myślą liniowo. Ot co, taki wniosek.


Kartie

sobota, 8 listopada 2014

Finchera Zaginiona dziewczyna

Czy przedstawienie siebie w lepszym świetle zmieni moje życie? Czy przekonywanie innych o tym, jak szczęśliwa i zadowolona jestem, sprawi, że sama w to uwierzę? Wymuszony uśmiech nigdy nie jest dobry. Wcale nie pomaga, bo ludzie doskonale wyczuwają tego rodzaju fałsz, tym bardziej, jeśli osobą kłamiącą jestem ja. Znowu te paradoksy. Co z tymi sprawami beznadziejnymi? Z lęku przed popełnianiem błędów, popełniam je. Przyciągam je do siebie. Wywołuję swoimi szamańskimi ceremoniami i pogańskimi rytuałami. Przywołuję, wyzywam, ziszczam.

Panika przed rozczarowaniem. Rozczarowanie paniką.

Bezdenna sztuka bzami się nie imająca. Zbyt mali ludzie skupieni koncentrycznie na granicy człowieczeństwa. Czy można mówić tu o romantycznym szale, czy to przypadek beznadziejny? Przypadek Buttona.

Jestem mechanizmem z na wpół wciśniętym przyciskiem. Bomba, która nie cyka, a może właśnie teraz wybuchnąć. Może już to zrobiła? Nikt nie zauważył. Nic na głos. Niemy szept. Krzycząca cisza. Rozzuchwalona bezradnością, niemocą i zbyt dużo "chcę".

ten nadmiar przymusu
woli
z własnej

zmęczona sobą
nuda bez zmian najmniejszych które konieczne do naprawy

chcieć mniej, robić mniej, mieć więcej.

Kartie

PS Finchera naprawdę polecam.