czwartek, 25 grudnia 2014

Wszystko jest poezja

Te święta przeszły moje oczekiwania. Były naprawdę wspaniałe. Dostałam wymarzony prezent pod choinkę, którego propozycję rzuciłam bardziej w żartach, jako pomysł na przyszłe święta. Nie mogę uwierzyć! Muszę teraz tylko znaleźć miejsce, w którym takie rzeczy naprawiają. Dziękuję za wszystko, za wszystkie życzenia, za każdy sposób wsparcia, za to, że jesteście. Poza tym dostałam pięć tomów Stachury, na których zawsze zawieszałam oko, przechodząc obok antykwariatu. Jak to możliwe, że były na strychu, a ja o tym nie wiedziałam i pierwszy raz natknęłam się na nie przypadkiem w bibliotece?! Wreszcie mogę żyć powoli. Nie muszę nic robić chociaż przez chwilę. Jeszcze trochę, a naładuję się taką energią, że już nic nie będzie mi straszne. Mam w sobie tyle nadziei, że chwilowo nie boję się niczego. Niech przyjdzie koniec świata, chyba nigdy nie będę miała w sobie tyle spokoju, co teraz.

Aby tradycji stało się zadość w tym roku znowu ubierałam choinki. Uwielbiam ten rytuał, kiedy mogę puścić ulubioną świąteczną płytę, posprawdzać światełka, porozwieszać ozdoby, a na koniec strzepać cały brokat, który został mi na dłoniach i ubraniu. W tym roku z oświetleniem wiąże się ciekawe doświadczenie. Eksperymenty ze sprawdzaniem działania jednego z zestawów zakończyły się widowiskowym "pyk" - błysnęło przez chwilę, płytka trochę jaśniej, a chwilę później poczułam nie najprzyjemniejszy zapach. Tak, spaliłam światełka. Może i dobrze? Przynajmniej nie miałam okazji pomylić się podczas zawieszania ich na balkonie :) W związku z moimi ostatnimi elektrycznymi zamiłowaniami postanowiłam rozkręcić płytkę. Tam już doskonale było widać efekty mojej ingerencji - duże czarne ślady w miejscu styku z przewodem, a jeden drut był prawie całkowicie przepalony. Jednakże w każdym, nawet złym, wydarzeniu można odnaleźć jakieś dobro. Tak było również tym razem. Po raz pierwszy mogłam zobaczyć kondensatory i oporniki na żywo, nie czując się jak totalny ignorant i wiedząc, że nie mylę ich między sobą.

Z ciekawostek z mojego życia dodam jeszcze, że dzisiaj skończyłam "Friends". Nawet nie wiem, co czuję. Co ja teraz będę robiła zamiast się uczyć? Już nie mam wymówki. Obietnica to obietnica. Przynajmniej te składane sobie mogę dotrzymać.

Ślę życzenia :) (jak to potwornie wygląda!)
Kartie

PS Życzę wszystkim, żeby Wasze kuzynki nie dziwiły się, że możecie tyle jeść :)

wtorek, 16 grudnia 2014

Kąt odbicia

Nie ma tego, co było. Nic nie jest straszne. Wszystko się rozmywa i wydaje mniej istotne niż kiedykolwiek. Tylko jedno przybiera wyraźniejszy kształt. Tworzy ciemny kontur odgradzający od reszty. Żyję w komiksie, w którym ludzie są przerysowani i niedorysowani. Sama jestem autorką. Wszystko to, co widzę jest dziełem moich oczu i mojej wyobraźni. Ludzie nie są źli - to ja źle patrzę na nich. Staram się nie widzieć zła w nikim.

Świat nigdy nie był piękniejszy niż teraz. Świat nigdy nie będzie piękniejszy niż jutro.

Czy tak mówi osoba zakochana? Może.

Wszystko zaczyna mi być obojętne. Wróć - wszystko przestaje być tak ważne, ale obojętne się nie staje i pewnie nie stanie nigdy. Słucham. Wszystkiego słucham. Pierwszy raz z prawie niczym się nie zgadzam. Każdego słucham. Nikt nie jest przeciwko mnie.

Czy jeśli tyle osób ma koncepcję na Twoje życie, która, ich zdaniem, byłaby gwarancją sukcesu, należy się do niej zastosować? Nie. Sami mamy lepszy wgląd w nasze życie. Wiem, czego chcę i wiem, co robić, żeby to osiągnąć. Potrzebuję rad, ale i tak zrobię po swojemu. Podstawowa różnica - wielostronne patrzenie. Nie zamykam się w tym, jak sama widzę swoje otoczenie. Patrzę z każdego zakamarka, zaglądam w każdy kąt. Nie ograniczam się.

Pierwszy raz czuję, że postępuję tak, jak powinnam. Zmiany się zbliżają. Niedługo zmienię środowisko, kąt patrzenia, kąt padania i kąt odbicia. Nic, co minęło, nie będzie ważne. Czas odkryć, kim tak naprawdę jestem. Bez masek, bez prowokacji, bez ironii i bez dystansu.

Potrzebowałam zderzenia, żeby się odbić.

Wszystkim życzę szczęścia i pewności, że to jest sposób, w jaki chcecie przeżyć własne życie.

Kartie

sobota, 6 grudnia 2014

Zmyślony ból

Nasuwa mi się na myśl kilka najprostszych pytań:

Skoro byłam nieszczęśliwa, dlaczego nie zapytałeś, czemu nie jestem szczęśliwa?

Skoro coś się zmieniło, dlaczego nie zapytałeś, dlaczego nie mogło pozostać takie samo?

Skoro było inaczej, dlaczego nie powiedziałeś, co Ci nie odpowiada?

Skoro widziałeś, że Cię potrzebuję, dlaczego odsuwałeś się ode mnie?

Mam poczucie, że zostałam zostawiona w momencie, w którym najbardziej potrzebowałam uwagi i czułości. Jak widzisz, potrafię sobie radzić bez Ciebie. Wiem, że tego nie czytasz. Wcześniej też nie zaglądałeś. Tym, na czym mi najbardziej zależało, też się nie interesowałeś. Czy w ogóle potrafiłbyś powiedzieć, gdybym ja Ci wprost nie zakomunikowała? Czy potrafisz to przyznać teraz? Gdybyś jednak zapytał - mam postanowienie, które daje mi siłę. I wspaniałych przyjaciół. Wszystko to, w czym nie chciałeś ze mną uczestniczyć, daje mi teraz moc do utrzymywania równowagi. Nie jestem zazdrosna. Nie rozumiem, jak mogłam być. Widzisz, co strach robi z ludźmi.

Zmieniło się to, że zaczęłam się bać. Wiadomo, co strach robi z ludźmi. Moja zmiana wywołana była innymi zmianami. Jakie to wszystko cudowne i jasne. Ciężko okazywać uczucia osobie, która ich nie odwzajemnia. Fizyczny aspekt miłości ma duże znaczenie. Może nawet większe niż powinien? Potrzebujemy tej otoczki rodem z komedii romantycznych. Potrzebujemy wyrazów przywiązania. Potrzebujemy szczerości w wyrażaniu uczuć. Nieważne, czy są zawsze pozytywne czy nie. Nie wszystko da się stłumić. To, co skrywane pod płaszczyzną taktu, nieśmiałości, lęków i dobrego smaku, kiedyś w końcu z nas wychodzi. Ucieka wszystkimi możliwymi drogami. Wyrazem tego może być skrzywiony uśmiech, odwracanie wzroku, krótszy uścisk. Wiedziałam, do czego to wszystko dąży, jeśli kierunek nie zostanie zmieniony. Próbowałam zmienić bieg rzeki, zapierając się wszystkim, czym tylko mogłam. Rzeka była zatruta. Po kolei pękała każda moja cząstka. Zabierał ją zbyt silny nurt. Wziął w posiadanie teraz, kiedy już mógł tylko zatopić na dnie i zmieszać ze szlamem.

Już nie muszę nic. Od początku wiedziałam, że do siebie nie pasujemy, ale jakoś wyszło. Wychodziło. Nie rozumiem, kto zmienił Twoje zdanie i po co to zrobił. Może przynajmniej Ty znajdziesz miłość swojego życia.

 Zaczynam wierzyć, że życie w związku to nie jest moje powołanie. Nie jestem jeszcze pewna, jakie ono naprawdę jest. Wydaje mi się to strasznie przykre, że teraz wszystkie swoje cele jako żony i matki będę musiała zapomnieć. Miałam wizję, nad którą wciąż pracowałam. Nasuwa się tu pytanie - po co? Po to, żeby być pewną, że to właśnie ta droga, że nie będzie lepszej żony dla mojego męża, że nie będzie lepszej matki dla mojego dziecka. Nie na siłę, bez parcia na doskonałość. Chodziło o wymiar miłości, jaką im będę przekazywać. Już wiem, do czego jestem pod tym względem zdolna. Trochę mnie to przeraża, gdy widzę, co potrafię czuć już na tym stopniu znajomości. Może moje życie jest już zaplanowane, a wydarzenie sprzed sześciu lat tylko wskazało na to, że to nie jest odpowiednia "kariera" dla mnie?

Zmieniam się. Cały czas się zmieniam. Kto się nie zmienia, stoi w miejscu. Kto stoi w miejscu, cofa się. Kto cofa się, nie rozwija się. Kto nie rozwija się, ten nie żyje.

 "Zmyślony ból"

Widziałam w Tobie to wszystko, zanim ona zobaczyła.
Dlaczego nie mieliście tematów do rozmów, dopóki Cię nie straciła?
Co to za zmowa, że to samo z ust Waszych wychodzi?
Nie znajdzie się nikt, kto nam obojgu to wynagrodzi.

Uciekacie od tych, którym na Was zależy,
kiedy nie wiecie co zrobić z takim zaangażowaniem.
Nie wszystko do Was należy.
Zagubieni w świecie uczuć, który nie jest pod Waszym panowaniem.

Kiedyś w centrum uwagi nie będzie żadne z Was.
Czas leczy rany...

Kiedyś przyjdzie ten czas.


Kartie