wtorek, 31 marca 2015

Nie spiesz się

Zawiesiłam się w stanie, który po prostu jest, trwa równolegle do rzeczywistości.

W całym mieszkaniu panowała niczym niezmącona cisza. Siedzieli w skupieniu obok siebie. Patrzyli naprzód, ale ciężko stwierdzić, czy w jednym kierunku. Ich oczy nie wyrażały nic szczególnego. Między nimi leżała haftowana poduszka w rdzawym kolorze. Na stoliku stał kubek, a w nim parę dzwonków polnych. W pobliżu spod książki "Mistrz i Małgorzata" wyłaniała się wykrochmalona serweta. Dziewczyna przykryła się kocem, na którym widniał wizerunek tygrysa. Wyglądał tak, jakby zaraz miał się zerwać do ataku i rozszarpać ją na kawałki. Skuliła się, nie spuszczając wzroku z tego obiektu w oddali. Jednak część jej myśli pozostała przy tym, co działo się teraz. To była walka o przetrwanie, pojedynek sił. Drzwi były zamknięte od środka, choć pod progiem ukryty był zapasowy klucz. Od dłuższego czasu nie ruszali się z miejsca. Tak, jakby przegrywał ten, kto wykona pierwszy krok. Jakby zetknięcie czubka buta z podłogą oznaczało przyznanie się do zła, które wdarło się między nich niezauważone. W każdej przerwie między panelami na podłodze panoszyło się rozczarowanie, które chłonęli przy przechodzeniu z jednego końca na drugi.

- Wiesz, co chcę ci powiedzieć?
- Nie wiem, nigdy nie wiem.
- Właśnie.
- Co właśnie?
- Nie rozumiesz?
- Tak. Trochę. Odrobinę. Nie.
- To jest powód.
- Jaki?
- Że go nie ma. Nie mogło być i nigdy nie będzie.

Kiedyś nie potrzebowali okazji do tego, żeby spakować torby i odejść. Wtedy szli razem. Pewnego dnia szczęścia ścigali się podczas wspinaczki na drzewa. Nie pamiętają, kto wygrał. Choć to on w zwykłych czynnościach znacznie przewyższał ją szybkością, ona była dużo bardziej zwinna. Z czubka sosny doskonale widać było całą okolicę. Zobaczyli jaskinię, a jej wejście wydawało im się łatwo dostępne. Zbyt bardzo nęciła ich wizja odkrywania tej głębi, aby mieli zrezygnować z takiej wycieczki. Ostrożnie zeszli do poziomu podłoża i bez uzgadniania udali się w tym samym kierunku. U podnóża skalnego wzgórza zdecydowali, że wchodzą do środka. Był to pierwszy z nieodwracalnych kroków, które zdecydowali się podjąć. Nic po tym nie było już takie jak dawniej, a, choć w normalnych warunkach też nie miało szans bytu, przywrócenie pierwotnego stanu nie mogło być nigdy więcej możliwe. Zbliżając się do środka, oddalali się od siebie. Mimo że wybierali te same ścieżki, każde z nich szło jakoś inaczej.

Zostań. Nie idź tam. Tędy.

Nie padło żadne z podobnych, troskliwych słów. Nie szli w milczeniu, ale nić porozumienia powoli rozciągała się, a każdy następny ruch sprawiał, że była coraz bliżej pęknięcia. 
- Lubię przygody. Szkoda, że nie przytrafiają się nam częściej.
- A ja nie. Przygody są dla głupich, którzy potrzebują słów, które uczynią ich życie ciekawszym w opowieściach, gdyż nie mają bardziej wartościowych treści do przekazania.
- Przygody same w sobie są wartością. Jak można się z tym nie zgadzać?
- Przygody są kategorią, do której wkłada się wartości i stek bzdur, aby wypełnić wolną przestrzeń. Są jak szuflady z herbatą, która potrzebuje przegródek, aby jej liście się nie wymieszały. Prawdziwą treść stanowi tylko garstka liści, których potem użyjemy.
- Przygody są tą szufladą, do której możesz włożyć wszystko. Są mieszanką wszystkiego, co możliwe. Wymieszane liście mogą stworzyć nowy, unikalny smak. Coś, czego już nie powtórzysz.
- I lepiej nie powtarzać...
- Po co się ograniczasz?

Kiedy wyszli, żadne z nich nie patrzyło na świat w ten sam sposób. Zgubili siebie albo może zostawili te atrapy, za którymi ukrywali się przez całe życie. Nie zmienili się nic a nic.


Żadna ścieżka nie jest ostateczna. Żadna ścieżka nie musi być ostateczna.

Mumford & Sons - Sigh No More



środa, 11 marca 2015

Reżim temperaturowy

 "Człowiek nie może żyć, nie wiedząc, czemu żyje"
Gustaw Herling-Grudziński, Inny świat. Zapiski sowieckie

Może to ja jestem błędna? Człowiek wędrujący w głąb siebie im dalej jest od swoich bliskich, tym bardziej jest zależny od siebie. Wszystko za życie. Drąży, odkrywa, bada, sprawdza swoje granice. Przekracza wszystkie normy, które tylko są do przekroczenia. Nie można zostawić nic w stanie bezustannym. Bezustannie starać się. Skąd wiedzieć, czy warto dalej grać? Jak zrozumieć podstawowe połączenia między strunami emocji? Jak brzmi dominanta bólu istnienia? Czy nie przypomina bardziej trytonu porażki? Kupię odpowiednią płytę, ale nie będzie platynowa. Rozpuszczę zestalone układy. Ustalone zakłady.

Czy literatura nie powinna koić rozszarpanych serc?

Po co narażać się na komplikacje, kiedy każdy dzień można spędzić z innym człowiekiem? W gruncie rzeczy nie trzeba poprawiać relacji z nikim, skoro można po prostu już nigdy się do niego nie odezwać i w dalszym ciągu nie narzekać na brak towarzystwa. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nikt nie zdążyłby nas w ciągu tego jednego dnia znienawidzić, co w każdym momencie można odnotować jako osobisty sukces. Zastanawiam się, czy kiedyś kogoś w ten sposób zraniłam. Nie tak trudno wbić niezaostrzony ołówek w serce. Słowa mają wielkie znaczenie. Najgorsze są te niewypowiedziane, o których i tak wiesz, że, gdyby nie normy społeczne, gdyby nie strach, gdyby nie iluzja taktu i wychowania, gdyby nie mijani ludzie czy gdyby nie spojrzenie osoby, która już za chwilę zostałaby przez nie śmiertelnie ugodzona, zostałyby dokładnie wyartykułowane. Zapisane na czole. Z wbitym ołówkiem.

- Musimy jeszcze coś dopisać.
- Nieważne, ważne było.
- Chciałabyś stać się?
- Stać? Ciągle stoję.
- Stać się wzorem.
- Już jestem kratkowanym labiryntem.
- Czy jest z tego jakieś wyjście?
- Znowu chcesz uciekać?
- Już dawno to zrobiłem, tylko nadal tego nie zauważyłaś.
- "Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą..."
- Wciąż nie widzisz, że już jestem daleko.
- Dlaczego tu jesteś?
- Bo nie mógłbym nie być.

Dlaczego to robisz? Bo go nie ma? Wróci. Dla Ciebie zawsze wracają.

Lustro nie przedstawiało zupełnie nic. Jego kolor był tak niezupełny, jakby nikt przed nim nie stał. Może to właśnie był nikt? Ktoś, kto nie ma znaczenia. Ktoś, kto nie jest nawet kimś. Ktoś, kogo w ogóle już nie ma. Rozpłynął się we własnym spojrzeniu, nie czując już, że kiedyś miał oczy. Nie przejęty, nie przyjęty, nie zazdrosny, tylko nienawistny. Rozwarstwiony, lecz czekający na gwałtowne zdarcie kolejnego płaszcza. Zaczerwieniona twarz nie robiła na nim najmniejszego wrażenia. Owinięty w swoje koszmary, zbliżał się do lustra, żeby się z nim zlać. Chciał sprawdzić, czy obraz jest tam naprawdę, czy jego odbicie żyje własnym życiem.

"Mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą."

To nie on od zawsze był dla Ciebie niewygodny, tylko ja.
Rozsiądźmy się wygodnie i sprawdźmy, co teraz się stanie.
Pokaz będzie trwać, nawet gdy zabraknie aktorów.
Zawsze znajdzie się jakiś amator żądny poklasku.
Nie jestem tak ważna, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie.
Nie należy mówić o pewnych rzeczach.
Tyle ukrywamy, że ciężko przyznać się do szczerości.
Ja Cię wołam, a Ty uciekasz.
Spieszę się do miejsca, w którym nikt mnie nie chce.


- Jak odstraszać ludzi?
- Przepraszam, powieszę się.

. . .