poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Zaufaj tylko warg splotom

Strąciłam szklankę z brzegu stołu. Nie miałam ochoty rzucać nią z całej siły w ścianę. Zadrżała mi ręka i poczułam obcy impuls, który kazał mi położyć ją na kolanie. Z pozoru nic nie znaczący gest pozwolił mi uspokoić myśli. Strużki wody ściekały pod wpływem lekkiego przeciągu. Rozchyliłam usta i zapatrzona w ten obraz westchnęłam. Łodygi otaczających mnie roślin zakręcały się w niesamowite sploty. Ich liście były jakby strażnikami obfitości ukrytej wewnątrz. To ja miałam być tym barbarzyńcą naruszającym ich porządek, ich ustalone zasady, ich prawo do życia. Przyglądałam się temu małemu światu rozwijającemu się mimo wszystko. Po chwili sięgnęłam po nożyczki i zrobiłam użytek z ich ostrzy, odcinając czubki wybranych gałązek. Nie tylko ja poddaję się niszczącemu wpływowi innych.

Z czego wynika ta dziwna choroba? Czy jestem taka przez wyobcowanie czy jestem wyobcowana, dlatego że jestem taka? Mam zaburzony odbiór rzeczywistości. Przesadzam w obie strony, a jednocześnie trzymam się środka. Nie mam pojęcia, kim jestem. Nie wiem, na kogo patrzę w lustrze. Nie poznaję siebie. Nic nie miało być takie samo. Nic poza czasem się nie zmienia i przez to wszystko jest obce. Nie będzie powtórzonego punktu, w którym otoczenie pasowało do wnętrza. Nie będzie powtórzonego głosu, mówiącego to, co pamiętam. Coś będzie.

Tymczasem oddzielam się od granic. Granicami. Nie mam zamiaru nadziewać się na kolejne ostrza, ani natykać na kolejne szlabany. Będę traktować przeszkody tak, jak życie traktuje mnie. Niech wszystko płynie, rozlewa się po podłodze, zatapia kolejne istnienia. Niech tworzy prądy, kontynuuje wiry i podmywa fundamenty. Już więcej nie będę w tym trwać, ani opierać się temu. Nie trzeba nad wszystkim panować, wystarczy od czasu do czasu kontrolować. Uciec się do podstępu i przedostać do uprzywilejowanego miejsca nadzoru. Staję się następcą największych barbarzyńców. Otwieram największe skarbce, nie zabierając nic ze środka. Nie po raz ostatni jestem obrazoburcą. Najbardziej oburza normalność i brak odporności na ból.

W niczym nie pomogę.


Grzegorz Turnau - Naprawdę nie dzieje się nic

czwartek, 23 kwietnia 2015

Sprzeczne napięcie

Nie jestem wybrana.

Nie weszłam do niestworzonego świata, aby ratować uciśnionych.

Nie mam mocy.

Zatrzasnęłam drzwi. Nie pamiętam, gdzie jest klucz. Może się nigdy nie znaleźć. Wydaje mi się, że do niektórych miejsc lepiej nie wracać. Kiedy myślę o tym, co mogło się zdarzyć, gdyby nie przeciąg, który utrudniał płynne przemieszczanie, zastanawiam się, jak podziękować tym dobrym duchom, czuwającym nade mną. Może jednak jestem zaczepiona do mocnej liny i zawsze asekuruje mnie ktoś, kto nie pozwoli spaść w drodze na wierzchołek stromej góry? A może wytaczam kamień i za każdym razem po niego wracam? Zostawiam wszystko, co dobrze szło, tylko po to, żeby wrócić do tego kamienia i zacząć od nowa, ale zawsze z nim.

- Czy mogę pani pomóc?
- Nie, ja tu nie pracuję.

Odpowiedzi na większość pytań po prostu nie istnieją. Te pytania nigdy nie powinny zostać zadane, dlatego są jedną wielką pomyłką. Na pomyłki się nie odpowiada. Udajesz, że nigdy się nie wydarzyły. Nie zaczynasz od nowa, tylko od punktu, w którym skończyłeś, zanim do tego błędu doszło. Nie kręcisz się wokół tego, a kiedy myślisz, co zrobiłeś nie tak, jak powinieneś i jak mógłbyś to naprawić, zatrzymujesz się. Wszystko zwalnia. Widzę Cię. Bez obowiązku odpowiedzialności. Bez ciężaru, który powinien uciskać Twoje barki, skoro jesteś świadomy. Zaprzeczasz zasadom istnienia. Wwiercasz się w moje myśli i zakręcasz swobodne przepływy. Nie płynie w nas nic wspólnego. Odgrodzeni zakończonymi żyłami. Rozgraniczeni przez opuszki palców. Oddzieleni oddechem, który nigdy nie zostanie połączony. Ty jesteś osobno. Ja jestem niewydarzona.

Chciałbym, żeby była inna.

- Dobrze mi się na Ciebie patrzy.

Odpinam tę sztuczną rękę. Odkręcam tę sztuczną nogę. Odklejam tę sztuczną skórę. Odrywam tę sztuczną głowę.
Oddaję to wszystko, co nie należy do mnie.

Oddycham płytko i żyję płytko. Kopię głęboko i utknęłam głęboko. Już nie chcę się wydostać.

"Pragmatysta jest to zwykłe bydlę, z tą różnicą, że teoretyzując swoje bydlęctwo, wmawia to innym jako jedyną filozofię."
Stanisław Ignacy Witkiewicz, Nowe Wyzwolenie

The Beatles - In My Life



Z prawdziwą miłością mojego życia i zamkniętymi oczami.

środa, 15 kwietnia 2015

Galaretka na dłoni

"Jedną z moich literackich rozrywek było prowadzić czytelnika w jakimś kierunku i następnie poplątać mu ścieżki, tak żeby stracił pewność, co zresztą powodowało wiele nieporozumień"
Czesław Miłosz


Miałam marzenie o tym, że wszystko będzie jasne. Wszechświat będzie nasycony wszechogarniającą czystością. Komplikacje będą rozwiązywały się same. Niedopowiedzenia będą wypowiadane na głos w myślach (bo myśleć też można szeptem). Wszystko będzie działo się samo. To nie było dobre marzenie.

Ile razy muszę jeszcze zabłądzić, żeby się odnaleźć? Jak daleko w środek labiryntu wejść, żeby wreszcie zapamiętać drogę ucieczki? Przechodzę wciąż obok tych samych pni. Jestem w czarodziejskim lesie, w którym drzewa się przemieszczają. Nie ma warunków zastanych, nie ma jednoznacznego końca. Przeszkodą nie jest wieloznaczność, lecz raczej ambicja. Przeszkodą nie jest nikt inny, tylko ja sama. Czym jest więc bieg przez płotki? 

Widzę przed oczami idealne dopasowanie. Jakby całe moje szukanie już się zakończyło, a droga dobiegła końca. Wszystko to złudzenie. Mrzonki nie mające racji bytu. Jak odpowiedzieć sobie na pytanie czego chcę? Jak odróżnić pragnienia od potrzeb? Skąd mam wiedzieć, czy to jest spełnienie największych marzeń, realizacja najgłębszych tęsknot i nieograniczone piękno, czy raczej kolejny ślepy zaułek, w którym utknę na długi czas, szukając ukrytej furtki albo ruszającej się cegły? Nie potrafię rozmontować swoich wrażeń. Zbudowałam je z jednolitego tworzywa na niewidocznym fundamencie. Nie mogę ich podkopać. Wydaje się, że są moim wyrokiem do końca życia. Do końca istnienia.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer 

[Szukam cię - a gdy cię widzę]

Szukam cię - a gdy cię widzę,
udaję, że cię nie widzę.

Kocham cię - a gdy cię spotkam,
udaję, że cię nie kocham.

Zginę przez ciebie - nim zginę,
krzyknę, że ginę przypadkiem...


Pozostaje tylko wciągnąć przez nos ten żal, wyrzuty i szczęście. Zaszliśmy za daleko, żeby się wycofać. Wbij łyżeczkę w galaretkę.

Dodatkowy Głos Krytyki

wtorek, 7 kwietnia 2015

Fermata

"Człowiek-nikt, człowiek-żyw, nie reaguje na żadną manifestację martwoty. Reaguje na radość, co jest życiem, i reaguje na cierpienie, co też jest życiem i co do nowego życia prowadzi."
Edward Stachura Oto

 O tym o czym pomyślisz

Bawię się w trakcie formowania
Wkłuwam patyk aby zobaczyć
czy wciąż surowe
Odkrawam kawałek po kawałku
Z zamiarem konsumpcji



Co ciągnie mnie do tego najbardziej? Chyba to uczucie pustki. Przeświadczenie, że tutaj nie ma nic, co stanowiłoby swego rodzaju ciężar. Wciąż coś wypycha mnie na powierzchnię. Dryfuję po płaszczyznach powściąganych emocji. Co to znaczy żyć pełnie? W pełni? Pełno niedociągnięć. Niedomówień. Fałszerstw. Siedzę w innym miejscu. Zdzieram z siebie resztki godności. Zapisuję plany. Zmyślam zmyślnie.

Coś we mnie wybucha, ale nie narusza nic w środku. Eksplozja bez żadnych świadków. Nikt nie ma prawa czegokolwiek zauważyć. Nie muszę się z tym kryć i chować. Wystarczy być. Nie otwieram niczyich oczu. Zamykam tylko swoje. Stoję spokojnie. Lekko wzruszam ramionami i zaciskam mocniej zęby. Wtedy kształt szczęki jest bardziej wyraźny. Wtedy szczęka jest jak oskarżenia. Kręcę się w bezruchu. Bezruch mnie kręci.

Podaje rękę. Odrzucam ją, nie dam się wyciągnąć. Odkąd chcę, radzę sobie z tym, co mam. W sposób jaki chcę. Z pewnymi sprawami nie chcę się rozstać. Rosną we mnie na żyznym podłożu, o które dbam szczególnie skutecznie. Czy mogę coś jeszcze powiedzieć? Czy to wciąż ja mówię? Ja słucham. Przyjmuję do siebie wszystko, co mogę.

Specjalnie przedłużam trwanie tej przerwy. Nie mam zamiaru zaczynać nic nowego. Nie postawiłam jeszcze dwóch kresek. Czy pauza jest brakiem dźwięku? To raczej chwila namysłu. Moment największego napięcia, kiedy wszystko, co do tej pory słyszeliśmy, kumuluje się w nas i wybrzmiewa najpiękniejszym dźwiękiem w naszej wyobraźni. Trwa wspaniała symfonia niepowodzeń. Nadchodzi czas, aby zmienić partyturę. A może i cały gatunek?

Coraz częściej nie widzę sensu w tym, co robię. Po co to kontynuować? Po co wystawiać się na tę dziwaczną walkę? Po co podtrzymywać tę atmosferę? Otworzę skrzynię z pamiątkami i schowam się w niej. Zamknę od środka i na zawsze będę żyć tylko ideami.


PS Najbardziej bolesna piosenka, jaką znam, to "Wonderwall". Mój palec wskazujący cierpi.