czwartek, 23 lipca 2015

Moja droga

Jak się okazało, zostałam związana w dokładnie taki sam sposób jak tamten chłopak. Nie wiem, czy mieli do tego maszyny czy stały algorytm, ale wszystko było dokładnie dopasowane do proporcji i budowy sylwetki. Jaka była metoda wyswobodzenia? Zacząć od dołu. Krzesło nie było ciężkie. Wystarczyło przechylić się do przodu tak, żeby stanąć na całych stopach. Wtedy węzły na dole lekko się rozszerzały i można było po kolei wysunąć nogi. Dalsze ruchy ograniczały się do powolnego przemieszczania poszczególnych lin przez manewrowanie barkami. Trochę cierpliwości, parę następnych odgięć kończyn i w ten sposób podejmuje się decyzję o wolności. Taką instrukcję potem otrzymałam. Nie byłam w stanie tego zrobić. Udało mi się wreszcie przekonać kogoś, żeby mnie uwolnił. A może sami się na to zdecydowali, widząc, że ten bezsens do niczego nie prowadzi? Tak czy inaczej, odwiązali mnie. Potarłam ręce, na których odcisnęły się ślady lin, które wyczuwałam pod opuszkami palców. Nie miałam siły zastanawiać się nad tym, co się dalej ze mną stanie. Mój wzrok wciąż był ograniczony przez nieprześwitujący kawałek materiału. Ktoś delikatnie chwycił mnie za łokieć. Tak lekko, jakby prowadził swoją ukochaną - miękki dotyk nie pozwalający jej na odczucie jakiegokolwiek zagrożenia - żeby w romantyczny sposób pokazać jej rocznicową niespodziankę, a nie ściskając ciężko szorstkie ręce nakierowujące zdezorientowanego więźnia, który zaraz usłyszy swój wyrok. Przeszliśmy parę kroków, po czym usłyszałam trzask drzwi. Byłam ukochanym więźniem.

Pewnego razu postanowiłam sobie skrócić drogę. Chyba zaczynam wierzyć w drobne przypadki, które niechętnie, ślamazarnie podpełzają zawsze pod moje drzwi. Niespiesznie jak ślimaki, o których wierszyki uwielbiałam w przedszkolu. Może raczej powinnam powiedzieć pod moje stopy? Zwykle też jestem do nich nieprzychylnie nastawiona. Szłam szybko i pewnie, ponieważ byłam przekonana, że, jeśli zwolnię choć na chwilę, bez wątpienia się spóźnię. Kątem oka zobaczyłam spłoszoną sarnę po prawej stronie. Przeniosłam spojrzenie przed siebie. Lubię widzieć cel, do którego dążę. Pożałowałam tego w tej samej sekundzie, w której ujrzałam mężczyznę ściągającego spodnie. Nie mogę zawrócić, przecież to spotkanie jest ważne! Idę sama przez las, a przede mną rozbiera się mężczyzna, który ma na sobie czerwone bokserki. Może to oznaczać tylko dwie rzeczy - albo zaraz będzie bardziej lub mniej skutecznie próbował mnie zgwałcić, albo to dość nieszkodliwy ekshibicjonista. Koło fortuny kręciło się, a ja do ostatniej chwili nie mogłam poznać losu. Pozostaje jeszcze opcja, że jestem szaloną pesymistką i nie każdy mężczyzna będący sam w lesie i czający się na nadchodzącą młodą kobietę stanowi dla niej zagrożenie. Przecież wszyscy żyjemy na tak cudownej planecie! Uznałam, że przejdę tak po prostu, udając, iż on wcale tutaj nie stoi. Mimo to przyspieszyłam kroku. Zobaczyłam jego i zaparkowaną obok ciężarówkę. Czemu zaspałam właśnie dzisiaj?! Nie wytrzymałam i nawiązałam z nim kontakt wzrokowy. Tyle wystarczyło.

- Ja się obnażam, a tu dama idzie. Nie boi się pani sama iść przez las?

- A chce mnie pan eskortować? - wypaliłam. Nie mam pojęcia, co we mnie wstąpiło, ale zaczęłam napawać się moją chorą odwagą. Mogłabym pisać scenariusze filmowe o absurdalnych feministkach. Nie każda idiotka ma takie szczęście jak ja. Zobaczyłam, jak mój potencjalny oprawca sięga po drugą parę spodni. Tylko się przebierał.


* * *

PS Coraz bardziej podoba mi się zacieranie granic. Co będzie następną?



PS 2 200! Kto nie szanuje swojego czasu i przeczytał wszystkie? Dziękuję za obecność! :)

środa, 1 lipca 2015

Czasem może się to źle skończyć

Wybudziłam się jak ze śpiączki. Siedziałam na krześle przywiązana do niego mocno jakąś taśmą lub sznurem. Oczy miałam zasłonięte grubą opaską, która uwierała mnie w uszy. Mimo to dobrze słyszałam swój oddech nie tylko od wewnątrz. Stuknęłam butem w podłogę. Wsłuchałam się w echo uderzenia. Pomieszczenie musiało być prawie puste. Znajdowałam się bliżej któregoś z kątów. Pokręciłam głową na tyle, na ile pozwalały mi więzy, żeby rozruszać trochę szyję. Wstrzymałam na chwilę oddech, aby upewnić się, że jestem sama. Pierwsza zasada w przypadku porwania: nie panikować. Czy to na pewno było porwanie? Nie mam pojęcia, jak się tu znalazłam. Co mnie do tego miejsca doprowadziło? Najważniejsze: kto mnie uwięził? Wtedy powód odnajdzie się sam.

- Wie pani, plotki roznoszą się szybko. Pytanie, kto za to odpowiada, zawsze pozostanie bez odpowiedzi.

Nie wiem, skąd dochodził głos. Próbowałam wyciszyć myśli, ale uderzyły szturmem na wszystkie dotychczasowe procesy mózgu i uniemożliwiły wzmożenie słuchu. Stres działa w nieodpowiednich momentach i w nie najlepszy sposób. Gdybym mogła teraz medytować, od razu wróciłoby mi poczucie równowagi i bezbłędnie potrafiłabym ocenić pochodzenie dźwięku. Chyba że... nade mną znajdował się głośnik? Nie mogłam przechylić głowy całkiem na prawo. Lewe ucho miałam dużo lepsze, więc liczyłam na to, że uda mi się je ustawić tak, żeby nabrać pewności co do wymyślonej na poczekaniu teorii. Z resztą, to żadna pewność, skoro świadomość wróciła mi zaledwie kilkanaście minut temu. Wciągnęłam powietrze ustami. Poruszałam palcami, żeby dokładniej wyczuć krępujące mnie liny. Nie zauważyłam na nich żadnego węzła. Rozluźniłam łokcie, po czym zaparłam się z całej siły, naśladując ruch kulturystów rozrywających przyciasne koszulki na swoich umięśnionych torsach. O karierze siłaczki mogłam tylko pomarzyć. Moja masa mięśniowa była porównywalna ze stanem przeciętnie rozwiniętego gimnazjalisty. Na nic zdały się moje wielkie próby. Mogłam zapisać się wcześniej na tę siłownię, ale wciąż były ważniejsze rzeczy do zrobienia.

- Słabiutko. Ostatnio uwięziliśmy tak pewnego osiemnastolatka i bez problemu sobie poradził.
- Siła nie jest moją najlepszą stroną - odpowiedziałam, sapiąc ze zmęczenia.
- Umysł też nie. Swoją drogą, dlaczego nie zapytałaś, czemu?
- Co czemu?
- Och, ciężki będzie z ciebie przypadek.

Poruszyłam się na krześle. Robiło się coraz mniej wygodnie.

- Dlaczego mnie związałeś?
- Już jesteś blisko, ale to wciąż nie to pytanie.
- Nie możesz odpowiedzieć?
- Mogę, owszem.
- To zrób to.
- Może i zrobię. Czekam aż zaczniesz pytać o właściwe rzeczy, chcę jeszcze potrzymać cię w niepewności. Wiem, jak bardzo tego nie lubisz, nawet w normalnych sytuacjach, a tej, wydaje mi się, nie można normalną nazwać.

Miał rację. Już gotowałam się w środku, że wciąż nie wiem, o co chodzi. Dlatego nie potrafiłam myśleć racjonalnie i skupić się na tym, jak powinnam się zachowywać. Spróbuję kontynuować tę grę.

- Mówiłeś o moim umyśle. Co z nim nie tak?
- Po pierwsze nie potrafisz się uwolnić.
- Chyba o to chodziło, prawda?
- Po drugie nie potrafisz zadać odpowiednich pytań, które rzeczywiście mogłyby cię doprowadzić do odpowiedzi, jakich oczekujesz. A co do więzów mylisz się.
- Po co związywać kogoś, kto z założenia ma być wolny?
- Znów błąd. Nikt nie wymyślił takiego założenia. Zostawiliśmy ci wybór.
- Jakoś nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek pytał mnie, co wolę.

Ton mojego głosu był coraz wyższy, mówiłam jeszcze szybciej. Byłam już bliska rozpaczy. Nie poznaję tego, kto stoi przy mikrofonie, ale jestem pewna, że on zna mnie na wylot. Co stało się, kiedy spałam? Czy w ogóle spałam? Nie rozumiem, kto mógłby mieć w tym interes.

- Widzę, że się nie dogadamy - przyznał nieznany głos.
- A skąd taki wniosek? - zakpiłam.
- Powiem krótko. Może się pani uwolnić sama w każdym momencie. Następnie chciałem zwrócić uwagę na fakt, że odzywa się pani wyjątkowo niegrzecznie, co chyba nie jest najlepszym taktycznie posunięciem w przypadku potencjalnego porwania, nie sądzi pani?

Czy on czytał mi w myślach? Nie mogę dłużej walczyć. Czuję się, jakbym była w trakcie kręcenia jakiegoś idiotycznego reality show. Poddaję się. Tę bitwę wygrali, ale muszę się dowiedzieć, co to za wojna.

- A jak zrobił to ten wasz osiemnastolatek?