środa, 11 listopada 2015

Uporczywość.

Noc jest tą porą, kiedy myśli wszystkich ludzi spotykają się, więc może jesteśmy teraz razem?
 Jarosław Borszewicz, Mroki 
 

Wyglądając tego dnia przez okno, można było odnieść wrażenie, że zatrzymał się czas. Takież stwierdzenie nie odbiegałoby wcale daleko od prawdy, gdyż, istotnie, nastąpiły pewne komplikacje w ogólnym biegu osi życia, które sprawiły, że znacznie zwolniło. Zaryzykowałabym tezę, że wyszło to niemalże wszystkim na dobre. Czy było tak w istocie? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należałoby dotrzeć do każdej zaangażowanej osoby i zbadać jej opinię. Moglibyśmy wczuć się w rolę ankieterów. Naszym zadaniem byłoby dotarcie do sedna. Do pewnego początku. Jaka jest prawda? Nieuchwytna. Wszelkie próby zawarcia jej w jakimkolwiek istnieniu mogą skończyć się niepowodzeniem. Wydaje mi się, że to zbyt słaba nierówność. Wprowadzę korektę - zawsze mają złe uwieńczenie. Prawda nie potrzebuje ozdobników. Tym, co stanowi jej rdzeń, jest... Właśnie, co? Jedno z najlepszych pytań. Zatrzymałam się i stoję. Nie wybrałam tego miejsca. Nie mogłabym narzekać, że jest złe albo że oczekiwałam innych widoków. Istnieje tylko to, co widzę? Nie wtedy, kiedy nie patrzę sama.

Usiadłam na czarnym krześle przy jednej ze ścian szerokiego korytarza. Nie pamiętam, co mnie tu sprowadziło. Gdybym mogła wybierać, najchętniej nigdy bym się tu nie znalazła. Otaczało mnie wielu ludzi. Zbiór osobliwości. Nie miałam siły, ani ochoty utrzymywać otwartych powiek. Zmuszały mnie do tego jednak pewne okoliczności. Mianowicie - brak zaufania do wszystkich wokół mnie. Nie wiem, czego i z której strony się spodziewać. Szarą podłogę z dziwnym wzorem oblewało gęste żółte światło. Powiem konkretnie, aby uniknąć niedopowiedzeń. Wszystko jest zawarte w istniejącym porządku. Było to jedno z takich miejsc, które wpływają na człowieka tak, że po paru godzinach takiego siedzenia, jedyną myślą jest: jakiego rodzaju nabojów użyć przy przestrzelaniu sobie mózgu?
Czy miałabym odwagę to zrobić? W takiej chwili nawet bez namysłu. Bez zastanowienia wyrwałabym pistolet pierwszemu lepszemu, który by się z nim ujawnił. Mam mieszane uczucia co do ludzi, którzy noszą na widoku swoje wypolerowane glocki, a w osobnej kieszeni amunicję. W jaki sposób powstrzymują się przed użyciem ich na sobie? Może to tylko atrapy do straszenia już przerażonych lub dawania nadziei przemęczonym? Korytarz był duszny. Gdybym miała opisać go pozycją literacką, byłby to "Proces". Tak właśnie się czułam - jak skazaniec. Moja niewiedza była moją winą. Musiałam bronić się przed tym sama. Nieskutecznie. Twój wróg zna każdy słaby punkt. Gorzej, kiedy okazuje się, że jest ich więcej, niż się pierwotnie myślało. Zapada surowy wyrok. No to jestem ugotowana. Pewną nauczką dla mnie, która wynika z tych wszystkich bzdur, które udało mi się już przeżyć, jest, aby nigdy niczego nie zakładać. Żadnych swetrów, bluz. Najlepiej być nagim i takim ujawniać własne intencje.

- Miewam pretensje do świata za to, że nie jest takim, jakim go sobie wymyśliłam.
- Czym jest dla ciebie świat? Świat to ludzie?
- Świat to ja. To na mnie spoczywa wina.
- Nadal stoisz. Nie nudzi ci się to?
- Ani trochę. Choć wolałabym wybierać sama.
- Na następny raz tak będzie.
- Skąd ta pewność?
- Wyczytałem w gwiazdach. Albo w twoich oczach.
- Zdecyduj się.
- Chciałaś wybierać, możesz to zrobić za mnie.
- Kiedy ja już nie chcę.
- Za szybko zmieniasz zdanie.
- Ty mnie do tego zmuszasz.
- Oczywiście. Tak chciałem.
- Dlaczego?
- Żeby ci pokazać.
- Co? Nie potrzebuję niczego oglądać.
- Że nic nie jest stałe.
- To mi pokazałeś. 
- Nabierz dystansu, dobrze ci to zrobi.
- Zacznę biegać. Zwiększę dystans.
- Będziesz łatwiej uciekać.
- Uciekać? Kto mówi o uciekaniu? Wystarczy się schować.
- Ty.
- Nie powiedziałam ani słowa.
- Wyczytałem to w twoich oczach.
- To nie w gwiazdach?
- Nie, wybrałem.