poniedziałek, 28 marca 2016

Drewno

- Jeżeli robisz to z litości, lepiej już skończ. Nie możesz podejmować takich decyzji. Jeśli rzeczywiście nie czujesz się odpowiedzialna za to, co robisz, nie powinnaś robić nic. Tak, lepiej nie zaszkodzić. Tym bardziej, że inni, powstrzymując się od reakcji, wcale nie zwalniają ci drogi, a sygnalizują wkraczanie na niebezpieczne tereny.
- Sądzisz, że lepiej ze strachu powstrzymywać się od jakiegokolwiek działania? Czemu to ma służyć? Zastojowi? Nie zgadzam się z tobą. To ty powinieneś umieć dostosowywać się do warunków, patrzeć na najkorzystniejsze wybory i właśnie takie podejmować.
- Mówisz o korzyściach, ale nie zdajesz sobie sprawy, w jakich kategoriach je rozpatrujesz.
- Bo ty znasz rozwiązania wszystkich problemów i wyjścia z każdej sytuacji. Zrozum wreszcie, że nie istnieje nic takiego jak uniwersalne rady etyczne. Moralność to karma dla tych, którzy tłumaczą innym swoje lęki. Czego naprawdę się boimy?
- Czego boją się tacy jak ty, uciekając się do relatywizmu i usprawiedliwiając nim nawet najoczywistsze wybory, jeśli tylko przynoszą pewne korzyści. Nie idziecie niepewnie, bo zawsze znajdujecie to, co daje wam zysk, ale jest to zysk krótkotrwały. Nic nie znaczy w dłuższej perspektywie. Pozbawiacie się tego, co ludzkie, czyli empatii. Nie sztuką jest odczuwać emocje. Prawdziwym wyzwaniem jest umieć je wykorzystać, pielęgnować oraz dzielić się nimi. Nie tłumić w zarodku bólu, ale utożsamiać się z nim. W moim odczuciu najważniejsze jest zrozumienie i do tego powinniśmy dążyć.
- Nie wszystko podlega kategoriom, do jakich chcesz je przyporządkować. Są sprawy, które wymagają odcięcia się od tego destrukcyjnego odczuwania. Musimy unikać bólu - on nam szkodzi. Uniemożliwia jakikolwiek postęp. Jeśli tkwisz w swoim cierpieniu, nie ruszysz się. Czy nie o to w twoim zrozumieniu chodzi, aby wciąż poznawać i odkrywać?
- Nie za cenę człowieczeństwa. Pomińmy kwestie godności, ale nie porównuj płytkiego badania powierzchni do dogłębnej analizy składających się na całość części. Bez tęsknoty, smutku i urazów nie poznasz nic, unosząc się zbyt wysoko, aby dostrzeć nieostrym spojrzeniem elementy najistotniejsze. Drobnostki, które zazwyczaj pomija się, a to one stanowią spoiwo jedności.


Po takiej obserwacji zrozumiałem, gdzie popełniłem błędy. Działałem według planu, ale był on niedopracowany. Zakładał optymistyczne rozwiązania. Nie uwzględniał odstępstw, a kiedy życie zaczęło się od niego odsuwać, było za późno na nanoszenie poprawek. Skrupulatnie obmyślone działanie, nie powiedzie się w oczekiwany sposób, gdyż wciąż narażone jest na wpływ czynników zewnętrznych. Często to właśnie one mają już decydujący głos. Uczucia i plany nie uzupełniają się komplementarnie. Choć w każdym z nich jest cząstka drugiego, nie mogą istnieć jednocześnie w zadanej formie. Uciekałem od zwierciadeł na drodze, byleby tylko nie zobaczyć swojego odbicia. Zdawałem sobie sprawę, że ujrzę zamglony obraz siebie. Czułem, że mimo długotrwałych powodzeń, nie będą one wieczne. Wychodziłem w górę po walącej się u fundamentów wieży. Czekał mnie tym cięższy upadek, im dalej dotarłem. W związku z tym żal był uzasadniony. Nie tyle samymi zawiedzionymi emocjami, ile włożonym wysiłkiem, który zmarnował się, ukazując mi rozpadającą się w ułamku sekundy konstrukcję. To dziwne, że choć czułem sypiące się kawałki pod moimi stopami, nie cofałem się. Zakładam, że znów wiodły mnie tam ambicje.

Słysząc odgłos mokrych stóp na kamiennej posadzce, odwróciłem się. Zobaczyłem tylko sunącą po ziemi jedwabną koszulę znikającą w ciemnościach.

Poczułem ulgę, wiedząc, że jeszcze nie zobaczę tej twarzy.

________________
  
Florentino Ariza czuł, że czas starości nie jest płynącym po równi potokiem, ale bezdenną cysterną, z której wycieka pamięć. Jego przemyślność była na wyczerpaniu. Po wielodniowym krążeniu wokół rezydencji w La Manga zrozumiał, że tym młodzieńczym sposobem nie zdoła rozbić drzwi skazanych na żałobę.

Gabriel Garcia Marquez, Miłość w czasach zarazy
 


sobota, 12 marca 2016

O nielotach


Już nie czuli się jak dopiero co zakochani, wbrew przypuszczeniom kapitana i Zenaidy, ani tym bardziej jak późni kochankowie. Było tak, jakby przeskoczyli uciążliwą mękę małżeństwa, docierając od razu do sedna miłości. Przemijali w milczeniu, niczym dwoje starych małżonków doświadczonych przez życie, poza zasięgiem pułapek namiętności, poza zasięgiem brutalnego szyderstwa, marzeń i pełnych ułudy rozczarowań: poza zasięgiem miłości. Bo zdążyli razem już tyle przeżyć, żeby pojąć, że miłość jest miłością o każdej porze i w każdym miejscu, ale im bliżej śmierci, tym bardziej jest intensywna.

Gabriel Garcia Marquez, Miłość w czasach zarazy


Nad polem unosiła się gęsta mgła. Zatopione w tej mlecznej mazi drzewa wyciągały swoje wierzchołki ponad powierzchnię niczym maszty statków wyłaniające się zza horyzontu. Gdybym mogła, spędziłabym resztę życia na wysokości, wypatrując najwyższego, aby to na nim osiąść i założyć swoje gniazdo. Skoro jednak zeszliśmy już z drzew, wypadałoby jednak szukać osady na swoim poziomie, zamiast przechodzić najśmielsze oczekiwania szybując w przestworzach. Podczas procesu znajdowania właściwego miejsca nasuwa się wiele pytań. Tym, które stanowi podwalinę całej metody, jest: czy w ogóle potrzebuję się zatrzymywać? Ja chowam się za pniami, uważając by żaden cień mnie nie zdradził. Promienie słoneczne nie przebijają się prosto przez mgłę. Jest jasno, ponieważ światło dochodzi zewsząd. Znikam, docierając do głębi lasu. A jednak ktoś mnie dogania. Znajduje w niezamierzonej kryjówce. Będąc ze mną, wspierając w wędrówce, stopniowo wyciąga mnie na powierzchnię, gdzie nie tonę, lecz lecę. Nie niosę ze sobą obciążenia - w końcu nie potrzebuję nic więcej.

Wspięłam się na skałę, z której można było dostrzec cokół po pomniku. Teraz stał pusty i żaden inny posąg nie kwapił się, aby zająć miejsce poprzednika. Zamykanie się w kamieniu nie jest w modzie. Ja zgodziłabym się na to tylko pod jednym warunkiem - że nie stałabym sama. Czy nie jest tak, że, jak tylko się da, unikam samotności? Nazwę to raczej pragnieniem szczególnego towarzystwa. Żądaniem obecności tego, kto skonstruuje mi skrzydła i pokieruje, jak lecieć. Nie jestem Ikarem. Szukam mentorów.

- Skończyłaś?
- A gdyby?
- Już?
- Hm... Nie przejmuję się, przejmuję Cię. Tyle chciałam powiedzieć.

____________

Im - lecieć w otchłanie,
Mnie - wzwyż!

      J. Kaczmarski, Lot Ikara