piątek, 13 maja 2016

Świat tłuczonym szkłem stoi


Zacisnęłam dłoń na klamce, mając poczucie, że teraz decyduję o tym, co będzie dalej. Cofnęłam się pół kroku do tyłu, jakby szykując do ucieczki, na wypadek, gdybym ujrzała coś, co mnie zaskoczy. Czuję się nieustannie zagrożona. Niemniej jednak jestem zobligowana do postępu. Niepokojące jest to, że nigdy nie można odpocząć. Chciałabym zatrzymać się i zebrać siły. Zastanowić się, czy na pewno idę dobrą ścieżką i czy nie przegapiłam ważnego zakrętu albo nawet zakazu. Może jest mi ciężko, dlatego że wciąż usiłuję iść pod prąd? Czy nie łatwiej byłoby zrezygnować, zawrócić, poddać się i iść za tłumem? Iść za odgórnym, ale nie najwyższym, nakazem. Iść szybciej, z mniejszym wysiłkiem. Iść po prostu.

Usłyszałam trzask chybotliwego zamka. Kawałki rdzy posypały się na moje buty. Uchyliłam lekko drzwi, wciąż obawiając się widoku, który zastanę wewnątrz. Boję się patrzeć. Przeczuwam, co zobaczę i właśnie to przeraża mnie najbardziej. W gruncie rzeczy spodziewam się wszystkiego, co mnie czeka. Nic nie jest zaskoczeniem, mimo to nie jestem i nigdy nie będę gotowa. Wyewoluowałam, jednak i tak bywam bardziej prymitywna niż pierwsze stworzenia. Liczy się tylko życie. Ile ono jest warte? Czy można poświęcić wszystko dla jego zachowania? Nie, jaka jest najwyższa wartość? Czy można mówić o niej obiektywnie, czy zależy od tego, kto naciska spust? Ile oddałabym za swoje życie, a ile za życie wrogów?

Wierzę, że ludzie nie są źli. Pogubili się. Nie są zagładą, lecz brakiem wrażliwości. Są to ci, którzy przedkładają życie nad wszelkie inne wartości. Dlatego zabijają. Sądzą, że ludobójstwa odbierają ludziom to, co dla nich najważniejsze. Czy śmierć jest granicą? Czy człowiek kończy się wtedy, kiedy umiera?

Zadrżałam z zimna. Przekroczyłam próg i zobaczyłam tysiące istnień. Zatrwożonych, upadających, walczących. Wokół niezliczone odłamki szkła. Zielone z butelek po piwie, białawe z niektórych witryn i przezroczyste z szyb. Jestem we własnych wspomnieniach. Postać przede mną zbliżyła się i objęła mnie. Zacisnęłam powieki, mając nadzieję, że to dręczący sen, nie rzeczywistość, a jeśli nawet nie jest złudzeniem, być może uda mi się do tego przekonać. Poczułam napływające do oczu łzy. Otworzyłam je, będąc pewna, że ten obraz będzie ze mną już do końca. Jedynym wyjściem byłoby zapomnieć. Utrata pamięci bywa zbawieniem.

Dostałam kieliszek z cienkiego szkła wypełniony szampanem. Wypiłam go duszkiem. Nie wiem, co świętujemy. Kiedy widzę cierpienie, zastanawiam się, kim jestem dla tych ludzi. Czy mnie znają? Spotykałam ich. Czy zmieniłam coś w ich życiu? Ludzie mnie nie potrzebują. Zacisnęłam na kieliszku rękę, czując jak kawałki szkła wbijają się w moją skórę. Dłoń zaczęła powoli pulsować. Wypuściłam jego resztki z uścisku, a one potłukły się na jeszcze drobniejsze kawałki. Ktoś przybiegł z bandażem. Tyle znaczy fizyczny ból, który sami sobie zadajemy. Nic.

_________

"Sól ziemi", reż. Wim Wenders, Juliano Ribeiro Salgado